Archiwa miesięczne: Marzec 2016

ARCHONCI

Czym są Archonci?

Termin ten wymieniany jest wielokrotnie w tekstach z Nag Hammadi. Według Johna Lasha, Archontowie są z gatunkiem “drapieżnych nieorganicznych istot”. Gnostycy wiedzieli o nich wszystko i pisali o tym. Nic dziwnego, że próbowano całkowicie zniszczyć wszystkie pisma gnostyckie.
Oto kilka informacji znalezionych na ich temat:

Archonci są obcymi siłami, które działają podprogowo na ludzki umysł i dewiują naszą inteligencję z dala od jej właściwych i zdrowych aplikacji. Archonci są psycho-duchowymi pasożytami. Są nieorganiczonymi podmiotami dwóch typów, embrionalnego i gadziego, mogą w pewnych momętach penetrować ziemską atmosferę i terroryzować ludzi. Zagrożenie, jakie stanowi inwazja na nasz umysł i jego programowanie jest znacznie większe niż jakiekolwiek fizyczne ryzyko mogące stworzyć np. nieprawidłowe naruszenie biosfery. Ich najbardziej udaną techniką jest użycie religijnej ideologii do insynuowania nam, ich sposobu myślenia i, w efekcie, substytutu nastawienia ich do nas. Według gnostyków, Judeo-Chrześcijański salwacjonizm jest podstawowym chwytem Archontów, i obcym implantem.

Jedną z pierwszych dyskusji metafizycznych o Archonach odbyła się w doskonałej książce: “Stellar Man(Gwiezdny człowiek)” Johna Bainesa. John Baines jest okultysta i wysokim członkiem hermetycznego Zakonu. Odważył się ujawnić wiele tajemnic. Według niego, archoni mają 0% emocji i chłodno (cynicznie) gromadzą energię ludzkości, a następnie używają jej do jakiegoś sekretnego nieziemskiego celu. Są tak pewni siebie, że nie mają nic przeciwko ujawnianiu ich tajemnicy ponieważ zaledwie kilku ludziom w każdym pokoleniu udaje się przed nimi uciec. Nie jest to dla nich żadne ryzyko. Aby im uciec, musimy pozbyć się emocjonalnego reagowania na jakiekolwiek namowy, wyśmiewanie i negatywne zdarzenia. Pomaga to gromadzić “Złoty Rosół ” (Świetlista Energia? Kundalini?) w naszej szyszynce i pomaga nam połączyć świadomość do naszej czakry korony, a następnie połączyć się z naszym Wyższym Umysłem/Wyższym Ja/poziomem nadduszy, który jest bezpieczny od archontów.

Operatorzy umysłu 2013 PL HD

 

Pochodzenie Archonów – Wywiad z Jay Weidnerem 

Rense: Wiele osób słyszało termin „Archon”, ale zapewne miałoby problem ze zdefiniowaniem go. Co to jest Archon?

Weidner: Na początek chciałbym zwrócić uwagę na dwa artykuły na swojej stronie: The Global Coup d’Etat (Globalny zamach stanu) i o jednym z właścicieli tego świata. Królowa Anglii jest właścicielem 1/6 z nie-oceanicznej powierzchni świata, pamiętajmy o tym zanim przejdziemy do tematu Archonów. O Archontach wspominano w tekstach po pożarze biblioteki Alexandryjskiej, były to wzmianki o tajemniczych istotach zwanych Archonami. Ale mocami wydanymi w 1300 roku wyczyszczono zapisy i tym samym Archoni znikneli z naszej historii. W 1947 roku, znaleziono teksty w glinianych dzbanach w Nag Hammadi w Egipcie i w tych tekstach była historia tego jak ludzie 2000 lat temu, spostrzegali wtedy świat.

Powodem, dla którego teksty z Nag Hammadi sięgające 2100 lat wstecz (100 pne) są tak ważne jest to, że nikt nie był w stanie umieścić w nich zniekształceń (teksty nie zostały zmienione, zaniszczone lub pominięte) takich jak w Biblii, nikt nie był w stanie zakłócić lub zniszczyć ich prawdziwego przeznaczenia (zachowania informacji i wiedzy mas). Na szczęście przetrwały, zostały pomyślnie przetłumaczone i kiedy wiele osób je przeczytało, znaleźli w klarownej i zdefiniowanej dyskusji to czym ci Archoni są. Teksty były schowane w głębokiej jaskini w Egipcie, w celu ochrony najważniejszych informacji, które posiadały.

Rense: Istnieje 13 kodeksów zawierających ponad 50 tekstów, w których jest dość znaczna ilości treści.

Weidner: To są bardzo niezwykłe dokumenty opisujące zupełnie inny świat (jaki znamy). Ludzie nie zdają sobie sprawy, że 2000 lat temu, istniała na tej planecie religia o nazwie gnostycyzm, która była największą religią na ziemi w tamtych czasach, rywalizowała z hinduizmem. Możesz iść na studia uniwersyteckie o kierunku historia religii i nie znaleźć nawet wzmianki o gnostycyzmie. W Nag Hammadi teksty przedstawiają opisy tego, w co wierzyli Gnostycy. Gnostycyzm jest słowem greckim oznaczającym wiedzę – gnozę. Wierzyli oni, że wyzwolenie można osiągnąć jedynie poprzez wiedzę, konsumpcję i ocenę rzeczywistości poprzez wiedzę. Biblioteka w Aleksandrii była prowadzona przez gnostyków i byli oni pierwszymi ludźmi, którzy gromadzili zwoje i księgi zbierając te informacje. Ich kultura rozprzestrzeniła się po całej Europie i na Bliskim Wschodzie. To było na długo przed pojawieniem zachodnich religii poza oczywiście judaizmem, który głównie koncentrował się w Izraelu. Gnostycy głosili, że około 3600 pne nastąpiła inwazja, a około 1600 lat przed Nag Hammadi ukryto teksty, pisali, że ta inwazja była jak wirus, i rzeczywiście było im ciężko aby ją opisać. Istoty, które dokonały inwazji nazywano Archonami. Ci Archontowie mieli możliwość powielania (duplikowania) rzeczywistość, oszukując nas. Byli o nas zazdrośni, bo mamy pewnego rodzaju esencję, duszę, której oni nie posiadają, teksty z Nag Hammadi opisują tych Archonów. Jedni wyglądali jak gady a inni jak nieuformowanym dziecięcy płód. Są częściowo żywe i częściowo nieożywione i mają ciemnoszarą skórę, nieruchome oczy. Archonci są duplikatorami rzeczywistości tak, że kiedy przyjmujemy to od nich, dochodzimy do przekonania, że stan powielonej fałszywej rzeczywistości jest realny – wtedy stają się zwycięzcami.

Rense: W jaki sposób duplikują rzeczywistość? Czy za pomocą świadomości?

Weidner: Tak, zgodnie z tekstami, mogą przedostać się do ludzi i manipulować nimi, robiąc bardzo niespodziewane, i dziwne rzeczy. Ale również są faktycznie odpowiedzialni za pogorszenie kultury, nie starożytnej Grecji i Chin, ale taniej fasadowej kultury. Obecność Archonów rozprzestrzeniła się na całą Ziemię a w 20 wieku nastąpiła eskalacja, widać, że są odpowiedzialni za rozrost i brzydotę mas, która widać wszędzie.

Telewizja jest przykładem naśladowania Archontów. Ludzie z telewizji są naśladowani, ale naśladownictwo ulega zmianie i jest prawie zawsze obsceniczne i profanum ponieważ Archonci nie tylko nie rozumieją sakrum, ale oni go nienawidzą. Są zazdrośni o świat przyrody i związek człowieka z tym światem. Również o relacje seksualne: w kochających parach powodując gniew, kochają przemoc i podnieca ich gniew, wojny i śmierć. Kreują wojny w celu konsumowania energii umierających.

Rense: Archonci wydają się dokonywać obecnie dużych przesunięć. Bibliotekę Nag Hammadi możesz znaleźć w internecie, będącą żywym zapisem wielkiego ruchu Gnostyckiego. Gnostycy i Templariusze wydaje się, że mieli to wszystko co wymazano z historii. Jak, w tekstach opisano ich przybycie? Czy istnieją odniesienia do ich tranzytowego trybu, podróży?

Weidner: Podobno żyją lub czają się na zewnątrz wewnętrznych planet w pobliżu Saturna, tj. w naszym Układzie Słonecznym. Gnostycy uważali, że Jahwe był obcym demonem z innej planety, i że był fałszywym bogiem – Archońską maskaradą – duplikowania rzeczywistości. Wierzyli w Boga, wierzyli w to, co nazywali jedynym prawdziwym Bogiem i tak zawsze to definiowali. Co ciekawe, Jezus definiował swoją wiarę w jedynego prawdziwego Boga. Wierzę, że wiele z opowieści o Jezusie jest aktualnie gnostyckimi mitami o ewentualnym buncie przeciwko archonom, którzy zstąpili na dół i bardzo surowo ukarali rebeliantów.

Więc Archonci zostali zwolnieni jakoś z więzienia – i to jest prawdopodobnie to, co  zawiera Księga Henocha – gdzie stwierdził, że zabrał się za demony i zamknął je w skrzynce(pudełku) lecz one powrócą na koniec czasów. Jezus był bardzo zainteresowany ideą, takich wydarzeń końca czasów. Tak więc widząc tą iluzję bedziemy potrafili również dostrzc, w Sitchinowskich tłumaczeniach tekstów klinowych tablic, że Annunaki prawdopodobnie są również archontami. Tak więc możemy dowiedzieć się więcej o Archonach czytając o Annunaki, którzy przybyli tu i zmienili nas genetycznie (nasze DNA), tak aby móc uczynić nas niewolnikami. Więc możemy wypracować sobie obraz tego, czym są te siły. Zostały one jakoś skutecznie stłumione a następnie zaczęły pojawiać się ponowne, mają one zamkniętą drogę do nieśmiertelności w naszym rozumieniu i dlatego ich plan jest tak precyzyjny, jednak potrzebowali czasu na zdobycie władzy, ponieważ ludzie na Ziemi byli głównie Gnostykami, którzy byli odporni na ich działanie, i nie wierzyli w narzucaną im „Religię”, w której musieli się bać gniewu, boga wojny nazywanego Jahwe. Ale w końcu, siły Jahwe podbiły ostatnich z nich, teraz są praktycznie pod kontrolą systemu i szykują się do finału, radosnej (sarkastycznie) orgii desperacji i horroru (narzuconego ludziom), który jest tym co lubią. Tak więc, zgodnie z Timem Rifatem i jego przerażającym opisem tego, co ma się wydarzyć. Jest to bardzo właściwy i dokładny opis tego co chcą zrobić.

Kiedy poprzedniego roku robiłem pokaz dla History Channel, kręciłem go tak, aby się nie zakończył ludzkim strachem. Zrobiłem go tak, aby nie było zastraszących nagrań, a oni za moimi plecami przemycili sporo takich scen, bez mojej wiedzy, w wyniku czego zobaczyliśmy dwie godziny terroru i strachu. Stał za tym szef dużej sieci. Myślę, że Archonci zaangażowani są w jakąś dziwaczną pornografię wypaczającą nas, ciesząc się każdą ostatnią sekundą a my pozwalamy im na to i nie wiem czy istnieje jakaś ucieczka od tego, bo teraz dla nich stało się niemal pożądane bycie gwałtownym, wypaczonym i chorym.

Rense: Zapytaj jakąkolwiek młodą osobę, jakie jest jej życie a usłyszysz wiele tego co opisuje Jay Weidner. Najnowsze dane, przeciętny 14-latek ogląda średnio 90 minut twardej pornografii na tydzień. W aktualnych warunkach można to przypisać działalność Archonom: Syjonistom, megalomanom, ale te zło, o którym mówimy napewno jest już długi, długi czas.

Weidner: Jest to wysoce zorganizowane i poza ludźmi, i jednym z powodów, dla, którego zagłębiłem się w ten temat, było to, że mogłem zobaczyć które organizacje były właśnie zbyt skuteczne i zbyt trans-pokoleniowe (były ziemskie) i wtedy znalazłem książkę Johna Lamba Lasha, którą gorąco polecam, o nazwie “Not in His Image” o Nag Hammadi i Archontach. Musimy zdać sobie sprawę, że możemy śmiało powiedzieć, które idee są najprawdziwsze, i jak bardzo są one represjonowane. Są tu tłumione idee, język lub indywidualności (lub sposób bycia) wiesz, dostęp do prawdy lub osoba ukazująca tą prawdę. Gnostycy zostali całkowicie wymazani. Jedyna grupa ludzi, która narażając się była atakowana przez tych duplikatorów, Archontów – została wymazana z historii. Zostali całkowicie wymazani. Nazwali ich poganami i innymi nazwami, ale oni nazywali siebie Gnostykami, czyli posiadaczami wielkiej wiedzy. Wiedzieli, że w centrum galaktyki były miliony gwiazd, wiedzieli, jak daleko leży słońce od ziemi. Byli niesamowicie rozwiniętymi ludźmi i nieuznawali religii tego jedynego boga wojny, która rozprzestrzeniła się po całym świecie w pożarach nienawiści, gdzie wszystkie religie Jehowo-podobne miały zamiar się wymordować – będąc zawsze punktem zapalnym.

Naprawdę nienawidzę tego mówić, ale wszyscy zostaliśmy oszukani. Cała idea, w której przyjdzie jakiś mesjasz, aby nas zbawić to sztuczka Archońska abyśmy myśleli, że nie musimy nic robić w obecnej sytuacji, bez odpowiedzialności. Być może jakieś nadprzyrodzone siły przyjdą ale myślę, że trzeba patrzeć na to, jak do tego ucisku doszło i dlaczego zostało to wymazane z historii. Kiedy zaczniesz patrzeć wstecz, zdasz sobie sprawę z wczesnego chrześcijaństwa, od czasów Jezusa do czasów Konstantyna w 310 roku n.e., Gnostycy głosili, że nie wielbią Jehowy(Jahwe); czcili oni jedynego prawdziwego Boga. Można argumentować, że pierwsi chrześcijanie byli rzeczywiście gnostyckimi wyznawcami Jezusa zamiast tego, co my dzisiaj nazywamy Chrześcijaństwem. Cały Nowy Testament został napisany przez Konstantyna całkowicie od nowa i wszystkie informacje na temat Archontów zostały z niego usunięte a idee Jehowy będącego okrutnym bogiem zostały pomniejszone. To są fakty. Teksty z Nag Hammadi są starsze niż Nowy Testament o 400 lat. Nowy Testament, który mamy dzisiaj nie powstał aż do około 350 roku. Kiedy powrócić do Nag Hammadi, nie znajdziesz tam czynnika grzechu; mowa jest o tym o czy w tamtych czasach naprawdę myślano.

Rense: Jest jeszcze kwestia kogoś, kto tu przybył aby nas zbawić, właściwie sekundowe przyjście Chrystusa, mistrza duchowego lub ET, może być najbardziej przykrą linia ze wszystkich. Jest to najbardziej szkodliwe ze wszystkiego, ponieważ zwalnia ludzi od odpowiedzialności.

Weidner: Zgadzam się. To sprawca/nadużytych relacji. Co te religie nie robiły aby nas pokonać bijąc kijem z  gwoździami, a jednocześnie mówiąc, że nas kochają i robią to dlatego dobra, bo nas kochają. To sztuczka, odwróconej rzeczywistości, którą Archonci opanowali idealnie (zawsze). Zawsze staraja się nas przekonać, że wojna jest pokojem, a miłość nienawiścią. Wszystko jest zawsze odwrotnie i ostatecznie w tym przekonaniu powielane. Gdy uważnie spojrzymy, jesteśmy w stanie dojrzeć, że wszystko jest odwrócone głową-dogóry-nogami zwodniczym trickiem gdzie wszystko jest odwrotnie. Nie wiem jak się wydostaniemy z tego, ludzie są bardzo zalęknieni. Nawet uczeni, którzy wiedzą o Archontach, bardzo boją się mówić o nich publicznie, ponieważ przyciągają Archońską energię nawet gdy tylko o nich wspomną, ale na tak późnym etapie gry, musimy zacząć myśleć o tym poważnie, kto nas oszukuje i dlaczego to robi – i studiować to, co starożytni mieli w tym wszystkim do powiedzenia.

Rense: Coraz wiecej ludzi patrzy na media – oczywiście nie media głównego nurtu – w celu informacji. Więc kim są ci Archontowie teraz? Są to talmudzcy Syjoniści, w dużym stopniu. Są ich częścią, być może nawet rdzeniem. Musimy zacząć szukać w nazwach wartości jakie jakie oni mają i skad jak twierdzą pochodzi ich DNA, a pochodzi z Imperium Czarian. Przyjęli Judaizm i używali go jako kija do bicia, ukrywając się za nim w tym samym czasie, co jest wielką tragedią dla prawdziwych, uczciwych Żydów o dobrym sercu, których są miliony. Tak więc są oni wykorzystywani bardziej okrutnie i bezwzględnie niż jakakolwiek inna grupa. To jest podsumowanie, realnej tezy, dlaczego jest tyle dowodów zła na świecie i tyle nieszczęść w ostatnim stuleciu – ponad 100 milionów istnień ludzkich zostało zabitych i to coś jest karmione psychiczną energią wspomnianych wydarzeń.

Są żądne krwi, mające bardzo mroczne i złe satanistyczne żądze mordu, a my najwyraźniej jesteśmy w rękach tych istot teraz. Zaplanowali to dawno temu i zintensyfikowali w ciągu ostatnich dwustu lat a teraz zamierzają zakończyć. Robią to obecnie jawnie bez ukrywania się. Robią to nachalnie w twarz coraz głupszej i bezradnej amerykańskiej populacji(i całego świata). Czy Gnostycy pozostawili jakąkolwiek strategię w tekstach z Nag Hammadi lub gdziekolwiek indziej lub jakieś pomysły na obronę przed tymi atakami lub usunięcie tego zła?

Weidner: Gnostycy wierzyli, że istnieją zaawansowane istoty, które aktualnie „dbają” o nas oraz, że były zakłady lub prognozy, że tworzenie zaawansowanych istot, tj. ludzi, to jeden dzień zatrzymania niskich sztuczek archontów i przebudzenie się, pod warunkiem, że tak było. Jedno jest pewne, że Archonci nienawidzą bardziej niż czegokolwiek miłość i odwagi. Nie potrafią oni odważnie i czysto stanąć do, debaty artykułowanej, ponieważ ich własne realia budowane są w całości na fałszu. Wszystko jest fałszem, tak więc możemy zacząć od dekonstrukcji historii przez dostrzeganie tych kłamstw. Obserwując poza pudełko, poza normy, można zobaczyć sztuczki Archontów. Wszystko co robią, jest fałszywe, nie jest realne i nie ma historii, jest niewiarygodne. To jest zawsze pasożytnicze życie na innych. Każdy, kto przśledził historię tego szalonego boga Jahwe, znajdzie w niej z całą pewnością śmierć. Jeżeli uważasz, że to nagroda dla ciebie za służenie Archonom, zapewniam cię, że tak nie jest. Jak oni nienawidzą odważnego postawienia się im. Będą starali się cię zniszczyć, zrobią wszystko aby spróbować sprowadzić cię w dół, ale nic nie zrobią, drżą bardziej ze strachu niż ktoś, kto się im postawił, zawsze przesadnie radykalni, ponieważ są tchórzami i przeraża ich to.

Archoni nie wierzą w życie pozagrobowe i nie mogą tam przebywać, myślę, że jest to miejsce dla ludzi, ponieważ ludzie posiadają boski pierwiastek. Gnostycy mówią, że zostaliśmy obdarzeni inteligencją i rozumem i to sprawia, że Archonci są tak wściekli i zazdrośni o nas, bo posiadamy wrodzoną, twórczą inteligencję, która może rozwiązać niemal każdy problem.

Rozwiązaniem problemu z Archontami może równie dobrze być test. Czy końcowy test ludzkości może zdefiniować  problem Archontów i go rozwiązać? Rzeczą, która rozwiąże dylemat Archontów bardziej niż cokolwiek jest bezwarunkowa miłość do wszystkich. To właśnie kieruje ich umysłem. Nie mogą znieść miłości do rodziny czy miłości między mężczyzną a kobietą i dlatego robią wszystko, aby zniszczyć tą czystość. Jeśli spojrzeć na drogę nowoczesności, to widać jedną próbę za drugą usunięcia wszelkiego poczucia czystości, nawet u dzieci. To jest naprawdę trudne dla nas, ponieważ dzieci w wieku 6 lub 7 lat oglądając telewizję widzą rzeczy, których prawdopodobnie żaden człowiek nie powinien oglądać. To samo jest z filmami grozy, wszystkie są Archońskimi sztuczkami aby znieczulić ludzi, tworząc nawet wyższe poziomy przemocy, aby osiągnąć punkt niezbędny dla nich, aby się nasycić. Robią to czerpiąc z nas energię, ponieważ nie posiadają swoichwewnętrznych zasobów.

Rense: Cała idea Archońskich kontrolowanych mediów opiera się na znieczulaniu mas i przeprogramowywaniu ich w największą bazę popędów i instynktów.

Weidner: Nie oglądam telewizji, ale byłem na konferencji niedawno i w pokoju hotelowym włączyłem telewizor, byłem bombardowany ilością zabitych ludzi, wszystkimi odmianami seksu.

Rense: Nie mam telewizora w moim domu, pozbyłem się go ponad 21 lat temu.

Weidner: Obrazki w telewizji to najszybszy sposób do twojego umyśłu.

Rense: Najsmutniejsze jest to, że to wszystko jest samoregulujące. Rozumieją perfekcyjnie jak działają masy i presja gupy. Rozumieją, pęd młodych ludzi do definiowania celu ich akceptacji przez grupę i wiedzą, że nikt nie chce być zagrożony wydaleniem z grupy. Mam taką historię z zeszłego tygodnia: Brytyjscy studenci środkowych roczników, bardzo światłe i utalentowane dzieciaki, są na dobrej drodze aby stoczyć się głupio w dół, po to aby móc mieć przyjaciół.

Weidner: Zdarzyło mi się to w szkole. Musiałem udawać głupiego tak aby moi rówieśnicy chcieli rozmawiać ze mną i nie byli przeciwko mnie.

Rense: Inteligencja jest postrzegana jako arogancja i zarozumiałość przez tych, którzy jej nie mają lub jej nie chcą.

Weidner: Są przeciwko gnozie, są przeciwko wiedzy. Definiowanym mitem zachodniej mitologii jest to, że Jehowa powiedział Adamowi i Ewie, że nie mogą jeść z drzewa poznania a gdyby chcieli z niego zjedli, to na pewno umrą. Jednak oboje zjedli i nie umarli, wiec nie była mówiona im nawet prawda.

To zasadniczy rdzeń mitu, który sygnalizuje, że od samego początku jesteśmy głupi a przy próbie ruszenia do góry, będziemy ukarani. Ten centralny mit jest powodem, dla którego zostaliśmy złowieni w świat koszmaru nadużytych relacji gdzie bijąc nas, mówili nam, jak bardzo nas kochają mówiąc, nie martwcie się, przyjdzie jakiś zbawiciel i was uratuje. Nie musicie nic robić, tylko leżeć, a on przybędzie w obcym statku kosmicznym lub z chmur a może Obama.

Rense: Na wielu fotografiach Obamy i Busha, widać jakby aureolę nad ich głowami. Spójrz na wideo Obamy i jego głęboko wciętego łuku, w tym samym czasie trzyma prawą rękę za królem Abdullahem z Arabii Saudyjskiej, czemu zaprzeczał, na tej sesji zdjęciowej, można go było zobaczyć uśmiechającego się od ucha do ucha. Jest taki nieprawdziwy.

Weidner: Tak, i to jest bardzo podobne do natury Archontów, szybko pozbywają się jednej i po prostu produkują inną twarz. Islam nie jest tym, co chcielibyśmy mieć na tym świecie. Jest to kolejna forma oszustwa Archontów. Nie twierdzę, że nie powinniśmy wierzyć w świat duchowy, ale mówię, że musimy być o wiele bardziej wymagający od tego, do czego nas zmuszono.

Rense: Widzę teraz budzące się najbardziej prymitywne zachowania, które rosną z każdą sekundą a trzeci świat pinie się tą metaforyczną drabiną.

Weidner: Jeśli ktoś myśli, że nie jesteśmy kierowani przez obce siły z tym prezydentem i naszym aktualnym stanem osłabienia, mają problem.

Rense: Zmierzamy w kierunku pożaru, mówię ci, nie mam wątpliwości. Kiedy i jak, jeszcze nie wiem, ale proszę się przygotować. Mówimy o żywności, ochronie, zdrowym rozsądku, wytwarzaniu samemu jedzenia. W dobie archontów bardzo trudno aby ktokolwiek żył zdrowo, ponieważ nonstop pompowana jest toksyczność do naszych ciał, poprzez oddychanie, wodę pitną ale także poprzez energetyczne zniewolenie mas dzięki promieniowania telefonii komórkowej, wszelkiego rodzaju fal Elf i pola elektromagnetycznego, wież Gwen, projektu HAARP (w tym mobilnych HAARP, które można ustawić w dowolnym miejscu), więc istnieje ogromna ilość tych technologii. Wszystkie telefony, media mogą być przenoszone dzięki energii elektrycznej do naszych domów, wszystko można przenieść poprzez sieć elektryczną, jak wiemy. Problemem jest, tylko wiedza.

 

 

 Gnostycy, Annunaki, Archonci i Gadzia Agenda

John Lash

W edycji kolekcjonerskiej pt. „Tajemnice Kodu Leonarda da Vinci”, wydanej przez US News i World Report, jest krótki wywiad z Jamesem Robinsonem, generalnym wydawcą Biblioteki Nag Hammadi.

Odpowiedź Danowi Brownowi w odniesieniu do tekstów z Nag Hammadi, Robinson zaznacza: Te księgi to kodeksy. Jest to najstarszy przykład ksiąg oprawionych w skórę.

O dziwo, bez względu na znaczenie ich treści (które ledwo zaczęliśmy pojmować), Kodeksy Nag Hammadi są rzadkimi oryginalnymi artefaktami, najwcześniejszym zachowanym przykłady oprawionych ksiąg.

Z uważnej lektury tych tajemniczych materiałów wynika, że Gnostycy byli głęboko zaniepokojeni obcą ingerencją w ludzkie sprawy. Podmioty te nazywane Archontami, wydają się być identycznymi z obcymi we współczesnej ufologii. Zarówno Szarzy jak i rodzaje gadów są wyraźnie opisywani w tych kodeksach. Szacując, jedna piąta materiału z Biblioteki Nag Hammadi to problemy z Archontami, ich pochodzeniem, metodami i motywami.

„Sophia Mythos” gnostycka historia stworzenia, wyjaśnia, że Archonci powstali na skutek anomalii kosmicznego porządku. Przybyli oni do systemu świata w którym zamieszkujemy przez pomyłkę. (Ewangelia Filipa)

Ta zaskakująca linia nawiązuje do gnostyckiej teorii, że układ słoneczny został stworzony przez wpływ bogini Sofii z martwej materii atomowej, a Ziemia powstała z boskiej Sofii, żywej, samoświadomej mocy.

Dziwny jak się wydaje ten pogląd jest całkowicie zgodny ze współczesną astronomią. Wiemy, że układ słoneczny w ogóle jest zdominowany przez chemię nieorganiczną i nie umożliwia życia, jak to ma miejsce w biosferze, gdzie chemia organiczna jest normą. Gnostycy twierdzą, że tak jest, ponieważ Ziemia jest ucieleśnieniem Sofii, a Układ Słoneczny jest produktem i siedliskiem Archontów. Obserwacja tej różnicy między nieorganicznym i organicznym aspektem naszego układu słonecznego doprowadziły Jamesa Lovelocka do sformułowania Hipotezy Gai.

Tak więc najwcześniejsze ocalałe księgi zawierają opisy Obcych intruzów, ale co z tymi najwcześniejszymi znanymi pismami? Archeolodzy mówią nam, że pismo klinowe zostało wynalezione w Mezopotamii około 3200 lat pne.

Zapisy klinowe dają nam najbardziej bogaty repertuar opowieści o ludzkiej prehistorii. Klinowe teksty, takie jak Atrahasis, Enuma Elisz i Enki i Porządek Świata, przedstawiają losy nie-ludzkiej rasy o nazwie Annunaki, którzy przybyli z nieba na ziemię, jak tłumaczy ten termin Zecharia Sitchin.

Sitchin znany jest z dużej ilości książek o Annunaki, z którymi utożsamia się z biblijnych Nefhilim, Strażników Księgi Henocha. Są to obcy, którzy przybyli do córek człowieczych, jak podaje Księga Rodzaju.

Historia o Annunaki opisuje jak obca rasa interweniowała głęboko w ludzką ewolucję. Sitchin i inni akceptują ten wątek jakby był rzeczywistym zapisem wydarzeń z prehistorii.

Tablice klinowe opisują jak dwoje przywódców Annunaki, Enki i jego w połowie siostra Ninhursag produkowali hybrydy, rasę niewolników z ziemskich małpoludów.

Stąd obcy program krzyżowania ma kluczowe znaczenie dla narracji Annunaki. Jest to niezaprzeczalny fakt, że ta historia jest spisana z najstarszych zachowanych zapisów, ale czy sama historia w nich isniejąca(tablicach) jest faktem?

Oba najstarsze pisma i najwcześniejsze księgi opowiadają nam tę samą historię. Czy to nie zdumiewające? O ile wiem, to niewiele lub żadnej uwagi nie przywiązywano do tego dziwnego zbiegu okoliczności.

Istnieje jednak ogromna różnica w sposobie traktowania historii z tych dwóch źródeł. Zapisy klinowe opowiadają o scenariuszu interwencji jakby to był fakt (pre) historyczny, zbiór zdarzeń, które naprawdę się wydarzyły.

W pismach Nag Hammadi, historia Annunaki (Archontów) sprowadza się do kosmologicznego punktu widzenia, a  następnie jest analizowana. Innymi słowy, Gnostycy mieli widzenie kosmicznego pochodzenia Annunaki, a także mieli krytyczne podejścia do tej interwencji.

Zapisy klinowe to tylko historia, bez krytycznego komentarza. Opis krzyżowania przez obcych występuje w obu przypadkach, ale pisma Nag Hammadi mówią nam, że próby się nie powiodły: Archonci przybyli do Adama. Kiedy
zobaczyli Ewę rozmawili z nią i mówili do siebie, cóż za stworzeniem jest ta świetlista kobieta? Pójdźmy niech się nam położy abyśmy ją posiedli i oddali nasze ziarno w jej łono, tak aby się stała nieczysta i utraciła dostęp do wewnętrznego światła. Wtedy ci, których nosić będzie pod naszą władzą zostaną. Ale Ewa, jako wolna energia(moc), śmiała się z ich decyzji. Umieściła mgłę w ich oczach (i uciekła). (Origin of the World, 116(O Początku Świata)).

Jest to jeden z kilku fragmentów, które pokazują jak Ewa przechytrza Archontów. Przedstawia mitologiczne wydarzenia i komentarze na temat wyniku tych wydarzeń.

W Gnostyckiej wizji, Archonci/Annunaki robili próby krzyżowania się z ludzkością, ale nieudane. Inne teksty opisują, jak Ewa pozostawia fantom obrazu, który niszczy Archontów, nie są w stanie mieć aktualnego dostępu do jej ciała, czyli ludzkiej struktury genetycznej.

Reptyliańska Agenda jest nowoczesną interpretacją i rozbudową klinowych sumeryjskich opowieści, ale ignoruje Gnostycką wersję tej historii, oraz jej krytyczne komentarze. Słabymi punktami Sitchina jest jego niezdolność do przedstawienia przekonującej prawdy o pochodzeniu i motywach Annunaki, i brak (lub odmowa) opisu ich wyglądu.

Większość teoretyków ET przyjmuje, że Annunaki są gadami: na przykład, R.A. Boulay w „Flying Serpents and Dragons (Latające węże i smoki)” (doskonała książka, w drodze, do głębszego zbadania tematu niż Sitchin).

Cały Gadzia Agenda zależy od tego jak postrzegamy klinowe sprawozdania, najstarszych wersji ze spiskiem obcych intruzów w tle.

Kto napisał klinowe historie? Odpowiedzią jest, uczeni w piśmie w służbie Sumeryjskich teokratów. Ta odpowiedź nie jest kompletna, ponieważ skrybowie pisali różne rzeczy, nie wywodzące się z tego samego okresu.

Kto wówczas zapoczątkował klinowe interwencyjne historie podjęte przez skrybów? Moją propozycją jest, że
byli to wróżbici i doradcy w służbie teokratów.

Jeśli przyjmniemy, krytyczny dystans do Gnostyków, możemy wtedy zrozumieć, jakie psychiczne doradztwo teokratyczne przyniosłaby historia, aby dopasować potrzeby do swoich panów: w szczególności, trzebaby zacząć postrzegać siebie jako potomków bogów a jednocześnie, jako niewolników (choć tych uprzywilejowanych) wyższej rasy, którzy twierdziliby, że ich stworzono. Ten komunikat jest schizofreniczny, i jako taki całkowicie spójny z przekazami materiałów i mentalności, które je wytworzyły.

Jeśli klinowe historie są wytworem psychicznych channelingów z czasów starożytnych, Gadziej Agendy i nowoczesnych opracowań tych historii, muszą być całkowicie zrewidowane w świetle gnostyckiej teorii Archontów.

Pierwszym krokiem w konfrontacji z gadzim zagrożeniem, jakiekolwiek ono by było, jest wyprostowanie historii.

John Lash 2005

Karmapolis Wywiad z Johnem Lashem

Niedawno nasi zdolni koledzy, Malou i Gerry Zeitlin z openseti.org skontakowali nas z Karmapolis.be, witryny, która bada nieprawidłowości, teorie konspiracyjne i przekonania dotyczące alternatywnych rzeczywistości. Alain Gossens, która prowadzi ze swoim partnerem Bruno Michelet witrynę, mieszka w Brukseli, i tam właśnie udało nam się spotkać i porozmawiać o wzajemnych interesach. Wynikiem był trzy-częściowy artykuł Alaina o obcych drapieżnikach (predatorach), i przeze mnie, o Gnostyckiej paraleli do Castanedy, opublikowane równocześnie w języku Angielskim i Francuskim.

KNH – Kodeksy Nag Hammadi
ZzMM – Zwoje znad Morza Martwego

Karmapolis: Omawialiśmy ideę, istniejących pasożytów i panujących nad naszymi umysłami. Jak możemy zademonstrować naszym czytelnikom, że pasożyt ten istnieje i że idea psychicznej infekcji nie jest urojeniem?

JLL: Infekcję psychicznego pasożyta można wykryć przez objawy. Malaria, na przykład, wywołuje gwałtowne objawy spowodowane przez obce ciała, które atakują organizm. Należy trzeźwo myśleć o tych pasożytach, musimy wziąć pod uwagę, że pewne zachowania i pewne formy myślenia, a zwłaszcza religijne i ideologie, mogą być symptomem infekcji lub obcej inwazji na ludzki umysł.

Karmapolis: Jaka jest natura i pochodzenie tego pasożyta? Czy to międzywymiarowa inteligencja? Czy możliwe, że ma organiczną formę?

JLL: Według Gnostyków, pasożyty lub Archonci, jak je nazwali, pochodzą z najwcześniejszego etapu formowania się układu słonecznego, zanim przyłączono Ziemię jako planetarny organizm. Ich siedliskiem jest układ słoneczny, z wyłączeniem Ziemi, Księżyca i Słońca. Są nieorganiczonymi formami z inteligencją elektrycznej natury cyborgów, tak jak mówię.

Karmapolis: Gnostyckie teksty (Kodeksy Nag Hammadi, KNH) opisują Eonów i Archontów. Wyjaśnijmy to naszym
czytelnikom, jakie są różnice między Eonami i Archontami?

JLL: W gnostyckiej kosmologii, Aeoni lub Eoni są bogami, bóstw. Nie są to jednak bogowie-twórcy. Są raczej jak ogromne żywe, świadome, prądy(nurty). Są to siły, które tworzą rdzeń galaktyki, którą zamieszkujemy, Pleroma. Archonci są nietypowymi gatunkami istot nieorganicznych, które powstały poza Pleroma, na obrzeżach ramion galaktyki. Są nazywane Archontami (od greckiego Archai, elementarny, początkowy), ponieważ pojawiły się jako pierwsze, zanim powstała Ziemia. Ich ciała zbudowane są z elementarnej materii (pola kwantowe) w stanie pre-organicznym.

Karmapolis: Czy uważasz, że opisy Castanedy i Archontów Gnostyckich są tym samym?
JLL: Tak, jestem przekonany, że są tym samym.

Karmapolis: Jakie osobiste doświadczenie z twojego życia, spowodowało skupienie twojej uwagi na idei, że pasożyty takie jak Archonci lub jakieś pozaziemskie podmioty, wpływają na nasze postrzeganie wszechświata?

JLL: Poczucie, że coś zniekształca naszą percepcję dochodziło do mnie stopniowo, a nie wywołane jakimś konkretnym wydarzeniem osobistym. Miałem jednak niezwykłe („okultystyczne”) doświadczenie z wieku czterech lat, świadomych snów, w których spotkałem magiczne istoty, które przyszły, aby mi pomóc lub nauczać, jak również inne istoty, które mnie atakowały. Byłem świadomy obu rodzajów interwencji od tego czasu.

Karmapolis: Myślisz, że niektóre istoty pozaziemskie, takie jak Annunaki lub Szarzy są wcieleniami tego pasożyta, albo są bardziej mroczne lub opętane (jak my) przez tego pasożyta, tego inteligentnego drapieżcę?

JLL: Nauki Gnostyckie stwierdzają, że głównymi inteligentnymi drapieżcami stojącymi przed ludzkością są Archonci. Wierzę, że są oni identyczni z Annunaki i współczesnymi Szarymi.

Karmapolis: Gnostycy ostrzegali nas przed tymi drapieżnymi stworzeniami: opisywali Archonów i mówili nam, jaki może być ich wpływ. Czy Archontowie nas stworzyli? Jakie to dziedzictwo nam dali(pozostawili)?

JLL: Gnostycy nauczali, że Archontowie nas nie stworzyli, ale mają oni złudzenia, i myślą, że są naszymi kreatorami. Jednym z ich głównych celów jest przekonanie nas, że nas stworzyli a w efekcie abyśmy myśleli tak jak oni. O ile mi wiadomo, nie ma dziedzictwa otrzymanego od Archonów. Są gorsi od nas ze swoją wolą i inteligencją, choć mają przewagę w technologiach nawigacyjnych podróży międzyplanetarnych, w telepatii oraz technikach imitacyjnych (wirtualna rzeczywistość). Wierzę, że Archoni są identyczni z Obserwatorami Henocha, podmiotami, którym przypisuje się naukę obróbki metali i kosmetycznego zdabienia ludzkości. Jeśli gnostycy mieli rację, to Obcy Archoni próbowali zaciągać kredyt na przekazywanie pewnych umiejętności, ale to twierdzenie moim zdaniem jest fałszywe. Myślę, że sami odkryliśmy te umiejętności, ale zapomnieliśmy o nich, jesteśmy podatni na przyjęcie wyjaśnienia o interwencji obcych.

Karmapolis: Czy wierzysz, że Archoni mogą przyjąć organiczną formę egzystencji? Czy wierzysz, na przykład, że Archoni i Szarzy to to samo?

JLL: W moim rozumieniu, Archonci są nieorganicznymi gatunkami. Być może z krzemu(silikonu?) i rtęć, jak to sugeruje Kerner. Szarzy są cyborgami przypominającymi ludzką postać, lub precyzyjniej, postać wczesnego płodu. Gnostyckie teksty opisują produkcję Archontowego gatunku jako aborcje, stąd postać wczesnego ludzkiego płodu. Archoni posiadają tylko ciało, nie mają duszy. Tak, jestem przekonany, że gnostyccy Archonci są identyczni jak współcześni Szarzy typu embrionalnego. Whitley Streiber zauważył, że Szarzy wykazują wysoki stopień neotonu czyli, że mają formę nie w pełni uformowaną, kiedy się rodzą.

Karmapolis: W interpretacji tekstów Gnostyckich, uczeni zakreślili kluczową rolę odgrywaną przez indywidualność zywaną Jezusem Chrystusem. Ta postać ostrzega nas przed Archontami. Czy to ten sam Jezus znany z Nowego Testamentu? Dlaczego wiadomość od Jezusa zawarta w Nowym Testamencie oraz w Kodeksach Nag Hammadi są tak odmienne? Czy to jest ta sama postać, Chrystus z Gnostyckich pism ma moc, którą posiada rónież kilka innych osób (np. prorocy), i ta moc opisana jest w tekstach KNH, dlaczego całkowicie różni się od tej opisanej w Nowym Testamencie?

JLL: Są to wielkie i kłopotliwe pytania. Część z tych językowych pytań odzwierciedla typowe pomyłki (błędy) – lub dezinformacje, jeśli wolisz – Gnostyckich materiałów. W rzeczywistości nazwa Chrystus w Kodeksie Nag Hammadi nigdzie nie występuje, ani imię Jezus. Raczej jest to powtarzający się kod: Koptyjskie XC lub XRC (przetłumaczone jako CHS lub CHRS) i IC lub HC (tłumaczone IS). Na przykład, w Traktacie Trójdzielnym (117.10) znajdziesz HC w Koptyjskim a tłumacze zmodyfikowali to do H (COY-bojaźliwy,skromny) C, Esous, a następnie przetłumaczono to na imię Jezus. Można tu zobaczyć, jak dalece uczeni wykraczają w swoich manipulacjach kodami, dopasowując je do prekoncepcji. Większość gnostyckich tekstów używa terminów Zbawiciel, Pan i Objawiciel, bez żadnej wzmianki o Jezusie czy Chrystusie w ogóle.

Uczeni  pochodzący z Chrześcijańskiego tła i uważają, że NHC we wczesnych pismach Chrześcijańskich rutynowo dekodowane powinno być XRC jak Chrystus, a czasem jako Chrest, a IC jako Jezus. Jest to jednak nie do końca jasne, lub brak temu solidnych podstaw konwencji. Jestem przekonany, że te kody nie odnoszą się zarówno do Chrystusa, Świętego Pawła i historycznego Jezusa w Nowym Testamencie. Kody te wykorzystywane są właśnie precyzyjnie dlatego, aby uniknąć tych identyfikacji. Termin żywy Jezus, który się znalazł w KNH odnosi się do wewnętrznego przewodnika lub psychicznego podmiotu, a nie historycznej persony. W Gnostyckim żyjącym Jezusie wskazano na duchową siłę, która nie umiera, dlatego to nie może być prawdziwy człowiek. Jezus Chrystus w Nowym Testamencie mówi rzeczy, które nigdy nie zostały wypowiedziane w Gnostyckiej inicjacji. Jego słowa i czyny są niezgodne z oświeconym nauczycielem Tajemnic. Gnostyckie Christos nie jest Chrystusem, Jednorodzonym Synem Bożym, z teologii Jana i Pawła. W Gnostyce Christos to Aeon, boska siła, która nie przyjmuje ludzkiej postaci. Gnostycy zaprzeczali inkarnacji. Ich zdaniem, nie człowiek ma przywilej wcielenia się w Eona, Divinita.

Karmapolis: Czy widzisz tendencje (nawet bardzo małe) w kościele Rzymskokatolickim uznania prawomocności tekstów z Nag Hammadi, w tym istnienia Archonów, lub zaprzeczenie faktu co do treści, trafność i znaczenia materiałów w Nag Hammadi?

JLL: Nie widzę tendencji do poznania prawdziwego niechrześcijańskiego charakteru KNH, a na pewno nie ma tendencji do uznania Archonów. Pamiętaj, że nauki gnostyckie przypisuje sobie religia Rzymskokatolicka (salwacjonistyczny system przekonań) będąc pod dewiacyjnym mentalnym wpływem Archontów. Jeśli władze katolickie uznałyby Gnostyckie wiadomości, musiałyby przyznać, że ich system wierzeń jest pozaziemskim implantem w ludzkim umyśle!

Karmapolis: Ludzie często porównują znaczenie odkrycia tekstów Nag Hammadi ze Zwojami znad Morza Martwego. O ile wiadomo, w Zwojach znad Morza Martwego, możemy znaleźć same tylko ostrzeżenie o Archontach, o tym, że stworzenie wszechświata jest błądem zawartym w KNH? Kto napisał Zwoje znad Morza Martwego a kto Kodeksy Nag Hammadi? Czy oni byli wrogami?

JLL: Wielkie pytanie. To powiązanie, pomiędzy ZzMM(Zwoje znad Morza Martwego) i KNH, ma kluczowe znaczenie. Według mojej wiedzy żaden uczony nie wskazał powiązań między tymi starożytnymi tekstami, ale one istnieją. Pozwolę sobie to rozwinąć.

Zwoje znad Morza Martwego nie ostrzegają nas przed Archontami, ponieważ zostały napisane przez sekty ekstremistów, którzy byli manipulowani przez Archonów. Zaddikim (Sprawiedliwi) z nad Morza Martwego byli silną, apokaliptyczną sektą poświęconą niebiańskim istotom, zwanym Kenoshim, które ukazały się im w lśniących rydwanach. Niektóre teksty w ZzMM (zwłaszcza, 4Q405, w Pieśniach Szabatowych) opisują wygląd i ruch latających UFO w kształcie spodka dokładnie tak, jak są one opisywane we współczesnych obserwacjach. Krótko mówiąc, jestem przekonany, że sekta w Qumran była apokaliptycznym kultem kontaktowców UFO, takim jak samobójczy kult, Bramy Niebios(wspólczeny). Na południe od Qumran było Gnostycki obóz z grupą o nazwie Archontics, którzy wzieli swą nazwę stąd, uważam, że była to ich misja szpiegowania Archontów, którzy kontrolowali Zaddikim. W jednym z gnostyckich tekstów, Apokalipsa Jakuba (25.15), Objawiciel mówi: Jerozolima jest miejscem zamieszkania wielu Archontów. Jestem pewien, że wielu gnostyków ze świątyń Tajemnych (Misteryjnych) na Bliskim Wschodzie było świadomych wtargnięcia(intruzów) Archontów. Wykryli oni obcych i ich efekt, mentalnej lub psychicznej infekcji, która przybrała formę religijnego szaleństwa. Jerozolima została silnie zainfekowana, i tak było też z Qumran.

KNH nie mówią, że Wszechświat jest błędny. Mówi, że system świata, który zamieszkujemy, nasz system  planetarny, jest anomalią z powodu obecności Archontów, którzy mają wpływ na życie na ziemi. Gnostycka kosmologia tłumaczy powstanie Archonów na kosmicznym poziomie, więc myślę, że Gnostycy dobrze rozumieli pochodzenie i zachowanie tych obcych bytów. Sekciarze znad Morza Martwego zostali całkowicie oszukani przez Archontów, których uważali za niebiańskich Aniołów. Uważali, że lider Archonów, Jehowa, był ich twórcą Bogiem. Gnostycy widzieli te przekonania jako religijne szaleństwo z powodu ideologicznego wirusa zaszczepionego przez Archonów. Kilka fragmentów przewijających się w Zwojach znad Morza Martwego, odnosi się bezpośrednio do Gnostyków, którzy są uważani za archo-wrogów Zaddikim. Według mojej wiedzy, nie uczonego, wskazałem, że kult znad Morza Martwego ukierunkował Gnostyków w ten właśnie sposób. Zaddikim chcieli całkowitego zniszczenia Gnostyków. Jeśli moja teoria jest prawdziwa, staje się jasne, dlaczego.

Jeszcze jedna uwaga: Kodeksy Nag Hammadi zostały odkryte w grudniu 1945 roku, ale ich znaczenia jeszcze wtedy nie odkryto, aż do lata 1947 roku, kiedy to znaleziono Zwoje znad Morza Martwego. Czytelnicy skojarzą to oczywiście ze sprawą lata 1947 roku, który był czasem obserwacji przez Kennetha Arnoldsa UFO (latających spodków), i incydentu w Roswell. To niesamowite, że starożytne materiały pisane o kulcie Obcych/UFO, jak również inne materiały, odsłaniające charakter tego kultu, pojawiły się dokładnie w 1947 roku i momęcie incydentu w Roswell. To jest naprawdę kosmiczny zbieg okoliczności.

Karmapolis: Dlaczego Kościół Katolicki tak uparcie i tak niechętnie udostępnia Zwoje znad Morza Martwego? Czy taka sama reakcja była w przypadku materiałów Nag Hammadi?

JLL: Watykan kontrolował międzynarodowy zespół uczonych związanych z Ecole Biblique w Jerozolimie. Uczeni ci, tacy jak de Vaux i Milik, wstrzymali materiały Zwojów znad Morza Martwego, ponieważ pokazują prawdziwe początki chrześcijaństwa w bardzo negatywnym świetle. Teksty te pokazują, że ideologia zbawienia w chrześcijaństwie nie pochodzi od Jezusa, ale wyszła z kultem Zaddikim. To jest paskudny cios dla chrześcijańskiej wiary w wyjątkowość swojej religii.

W materiały Nag Hammadi, był zaangażowany zupełnie inny zespół naukowców. Nie opóźniali ani nie zatajali. Jednakże, należy zauważyć, że zwykle interpretacja KNH jest bardzo korzystna dla chrześcijaństwa, lub wykonana aby wyglądała w ten sposób. W związku z tym KNH są mniej groźne dla wiary chrześcijańskiej niż ZzMM. Jednak z mojej radykalnej interpretacji gnostyckich nauk wynika, że przesłanie Kodeksów Nag Hammadi jest wyraźnie antychrześcijańskie: czyli przeciwko ideologii boskiego odkupienia, oczywiście nie przeciw miłości, życzliwości i dobrym uczynkom. (Na miłość, życzliwość i dobre uczynki nie mają monopolu tylko chrześcijanie, prawda?)

Karmapolis: Antropolodzy tacy, jak Michael Harner lub Carlos Castaneda podali ten sam rodzaj opisu tajemniczego stworzenia(istoty): Harner zobaczył w wizji na Maninkaris, czarnego stwora, mieszankę pomiędzy wielorybem i gadem (pterodaktylem). Istoty te ukrywają się i są uważane przez Indian z Amazonii za źródło wszelkiego życia na ziemi. Castaneda opisuje je jako straszne czarne i ogromne stworzenia rybopodobne, które jedzą świadomość ludzkości. Czy możemy porównać te istoty? Czy myślisz, że mają taką samą naturę?

JLL: Nie, nie uważam tego porównania za słuszne. Wizja Indian Amazońskich pochodzi prawdopodobnie od ich przodków, sięgająca pamięcią początków ludzkiego życia. Gnostyckie nauki w tej sprawie są podobne do tych tubylczych, które twierdzą, że pierwsi ludzie przybyli z nieba. We współczesnej nauce nazywa się to panspermią: wysiew gatunku ludzkiego na Ziemi z pozaziemskiego źródła. W wyobraźni ludów tubylczych, podobnie jak tych, które zainicjował Harner, nasiona życia takie jak robaki, smoki i inne takie formy przybyły w dużych kanu. Jest to sposób na wizualizację panspermii. DNA samo w sobie może być wizualizowane jako zwijający się wąż.

Opis Castanedy odnosi się do zupełnie innego zjawiska, do rodzaju drapieżnika nietoperzo lub smokopodobnego. W całej historii smok był postrzegany jako łagodna postać anielska, nawet jako rodzaj wyższej świadomości, ale rodzaj gada Archona opisany przez gnostyków jest inny. Musimy urzyć trochę wyobraźni i odróżnić archetyp uniwersalnego smoka od specyficznej formy obcego drapieżnika, gadzi Archoni w Kodeksach Nag Hammadi zwani są drakonic(drakonik?).

Karmapolis: Dlaczego porównałeś Gnostycką wiedzę do szamanizmu? Czy Gnostycy zaangażowali się w badania tego zagadnienia oraz innych sposobów postrzegania rzeczywistości? Czy używali substancji halucynogennych jak np.szamani używają ayahuaski, peyotlu (Lophophora williamsii) lub psylocybiny?

JLL: Don Juan mówi, że czary (szamanizm) jest przesunięciem parametrów percepcji. Wierzę, że gnostycy byli mistrzami tych praktyk. Byli dziedzicami długiej tradycji szamanizmu pochodzącego od rdzennej ludności Europy i Azji sięgającej czasów paleolitu. W Gnosis(Gnozie), poprzez ścieżkę zwiększonej percepcji (by użyć terminu Castanedy) widzimy wyrafinowane metody szamanizmu, rodzaj szamanizmu high-tech, jeśli wolisz. Techniki paranormalnych percepcji uczono i przekazywano w Szkołach Misteryjnych zakładanych i kierowanych przez gnostokoi, czyli tych, którzy wiedzą o sprawach boskich lub nadprzyrodzonych.

Zgodnie z tezą Wassona, wykorzystywanie do rytuałów psychoaktywnych roślin było podstawą wszelkich prawdziwych religii na Ziemi. Gordon Wasson i Albert Hofmann, szwajcarski chemik, który odkrył LSD, zaproponował, aby kykeon, święty napój pity w Misteriach Eleuzyjskich, był mieszanką grzyba sporyszu, organiczną bazą LSD. Stąd ta psychodeliczna mikstura. Wiele solidnych badań zrobiono, które poparał tą ideę. Zaproponował również wykorzystanie psychoaktywnych grzybów do Misteriów, na podstawie sprawdzonych badań. Jest już pewne, że starożytne szamańskie kulty, takie jak Misteria używały psychoaktywnych roślin, aby osiągnąć tymczasową śmierć ego zmieniając parametry percepcji. Wierzę, że gnostycy posiadali głębokie umiejętności w zakresie stosowania środków psychoaktywnych roślin, w tym grzybów. Jednakże, nie znalazłem żadnego bezpośredniego dowodu w materiałach Nag Hammadi.

Karmapolis: Niektóre religie i filozofie mówią, że nasz stan materialny wszechświata jest iluzją i pułapką, i że nasza świadomość jest zaplątana w entropiczną sieć oszustwa. Jeśli wierzyć Castanedzie, istota ludzka kierowana jest przez świadomość, która nie jest jego własnym świadomym umysłem, ale umysłem drapieżnika (predatora). Ten pogląd może wydawać się bardzo ciemny i pesymistyczny. Jaka jest droga wyjścia z tej pułapki, tego bałaganu?

JLL: Tak naprawdę nie ma pułapki, ale konfrontacja z Oszustem, obcą obecnością w naszych umysłach. Gnostycy nie nauczali, że świat, ta fizyczna planeta i sfera zmysłów, jest iluzją czy oszustwem. Uczyli, że jest to głęboka i piękna tajemnica, ale jest zablokowane wejście w jej głąb świadomie  przez pewne czynniki w naszych umysłach. Archonci mogą insynuować ich obcą inteligencję w nasz umysł, ale nie mogą kontrolować lub przejąć naszego umysłu siłą. Jeśli jednak pozwolimy im dostać się pod ich władzę(czary, urok), mogą całkowicie wykluczyć nasz umysł. Dzieje się tak dzięki naszej abdykacji(zrzeczeniu się) naszej własnej świadomości, a nie poprzez ich dominację.

Wyjściem z tej pułapki jest dostrzenie tego, co jest prawdziwie ludzkie w naszych umysłach, a co jest nieludzkie, głupie, mechaniczne, ślepe, naśladownicze krótko mówiąc, musimy zrozumieć potencjał ludzki, aby zobaczyć jak to jest zniekształcone i przewrotne. Wyobraź sobie na przykład, że nigdy nie słyszałeś 5 symfonii Beethovena, jak brzmi naprawdę, ale tylko zniekształconą wersję z notatkami całkowicie zdeformowanymi. Możesz tylko wiedzieć wtedy, że muzyka była zniekształcona, kiedy znasz prawdziwą, niezakłóconą wersję. Podobnie, musimy realizować nasz autentyczny umysł, nasz prawdziwy potencjał ludzki, aby zobaczyć, co jest wypaczone. Jest to wyzwanie, z drapieżnikami.

Jeszcze małe zdanie o tej sytuacji: Powiem tak, potencjał Ludzki jest w pakiecie oszusta.

Karmapolis: Prawa natury są oparte na drapieżnikach i strachu. Dzieje się tak samo z ludźmi, nawet jeśli jest to bardziej subtelne. Wszystko opiera się na dualiźmie(dwoistości) i walce. Czy możliwe, że jest to spowodowane wpływem lub manipulacją wszechświata przez Archonty lub flyers(latających?)? Czy bez tych istot, możliwe jest myślenie, że świat może być inny, nie dualistyczny i drapieżny, lub czy uważasz, że dualizm jest w samej istocie wszechświata, bez Archonów?

JLL: Ten świat, czyli życie tu na Ziemi, w rzeczywistości nie jest takie, jak go opisujesz. Opisem, który można zaproponować to, wynik dewiacyjnych percepcji. Istnieje wiele dowodów, w naturze dla symbiozy i współpracy, ale drapieżności i strachu jest o wiele wiecej w rzeczywistości. Sposób w jaki działa Ziemia jest symbiotycznym cudem, i jest również magicznym wydarzeniem, a więc nie ma wątpliwości, że jest to spowodowane wpływem lub manipulacją wszechświata przez Archontów lub flyers(latających?). Archoni wpływają na sposób postrzegania świata, a nie sam świat. Główną siłą w świecie, którym żyjemy jest zamieszkanie boskość na naszej planecie, inteligencji Gai, zwanej Sofią przez gnostyków. Jeśli jesteś dostosowany do inteligencji Gai, nie widzisz świata jako miejsca strachu i drapieżców, ale piękna, hojności i magii.

Karmapolis: W tradycji gnostyckiej, Sophia jest boskim istnieniem, które popełniło błąd i stworzyło wszechświat i Archonów. Jak możemy znaleźć i ubiegać się o połączenie z inicjatorem tej zasady i uniknąć kontaktu z archontami?

JLL: Jednym ze sposobów, aby osiągnąć Sofię jest poddanie się pięknu i majestatowi przyrody, aby wejść w mistyczny kontakt z Ziemią. W naturze mistyczne i fizyczne aspekty rzeczywistości są połączone. Piękno jest nadprzyrodzone. Celem gnostyckich praktyk i pokrewnych metod szamańskich było odejście (Francuskie sortir stąd czary, magia) z królestwa społecznego ludzi, rzucenie filtrów uwarunkowań, i obcowanie bezpośrednio z planetarną inteligencją, Gaią-Sofią. Wierzę, że stało się to poprzez czasowe rozwiązanie ego z pomocą i wskazówkami świętych sojuszników, takich jak roślin-nauczyciele. Nie ma sposobu, aby uniknąć Archonów, ale możemy zbudować odporność na nich poprzez wzmocnienie naszej życiowej więzi z Gaią-Sofią, żywą planetą. Archoni są obcymi, którzy oddalają nas od Gai.

Precyzyjny język odgrywa ważną rolę w ekspresji życia kosmologicznego. Precyzyjne poetyckie terminy, jeśli wolisz. Aeon Sofia nie popełniła błędu tworząc wszechświat i Archonów. To był akt jednostronny, bez powiązania z innymi Aeonami i projektami poza galaktycznego centrum. Aeoni są bezkształtnymi mocami w centrum każdej galaktyki. Istnieje wiele galaktyk we Wszechświecie. Sophia nie stworzyła wszechświata, ona emanowała porządkiem świata, który doświadczamy jako potrójny system: Słońce-Księżyc-Ziemia. Sofia nie popełniła błądu, ale przesadziła zaangażowaniem w emanację, jej snów(marzeń). Stąd sama ucieleśniła się w jej marzeniach. Jest to rzadki przypadek, a nie typowy sposób działania Aeonów. Jako efekt uboczny jej nadmiernego zaangażowania w jej marzenia, Sofia wypadła z galaktycznego centrum. (Wyobraź sobie falę lub skok ze świetlną, pianą materii z rdzenia galaktyki z otaczającymi ramionami.) Skutkiem było powstanie elementarnej materii z galaktycznymi ramionami wyprodukowując nieorganiczną ilość gatunków, Archonów. Archoni następnie przystąpili do tworzenia nieorganicznych systemów planetarnych, z czasowym (zegarowym) mechanizmem. Ziemia jest żywą planetą, którą uosabia Sofia, przechwycona przez ten martwy system. To jest pomyłka, lub lepiej powiedzieć, anomalia naszego systemu świata.

Karmapolis: W gnostyckiej tradycji, jak rozumiem, Sophia (mądrość) nie jest jedynym Bogiem lub źródłem wieczności i doskonałości. Czy możemy porównać Sofię do bardzo wyrafinowanej, skomplikowanej i zaawansowanej istoty, coś w rodzaju super pozaziemskiej inteligencji? Czy przyznamy, że źródłem wszystkiego nie jest unikalna istota, ale bardziej politeistyczna koncepcja?

JLL: W gnostyckiej kosmologii, Sofia jest Aeonem, boskością na kosmicznym poziomie, ale nie jest jedyna. Ona jest częścią grona Eonów, bogów z Pleroma lub Pełni(spełnienia). Istnieje wiele Pleromów, wiele galaktyk we Wszechświecie. Gnostycki mit Upadłej Bogini jest o naszej galaktyce i naszej planecie, nie całym Wszechświecie. Jeśli nie wiemy, co się dzieje tutaj, lokalnie, jak możemy wiedzieć co się dziać może gdziekolwiek we wszechświecie? Testem jest, aby odzyskać uczciwie naszą historię, a następnie przejść do większej jej części.

Ze względu na szczególną intensywność jej marzenia(snu), Sofia zaczęła być ucieleśnieniem naszej planety i taka ona jest dla nas mieszkańców Ziemi, bardziej bóstwem, w którym żyjemy. Ona jest prawdziwym, żywym Matrixem. Sophia jest Bóstwem Natury, teologicznie mówiąc. Czym ona jeszcze jest? To jest coś, do czego musimy dojść aby zrozumieć w praktyce, poprzez drogę świętej nauki, Gnozy. Wszelkie misteria poświęcone były poznaniu Gai i służeniu wyższej inteligencji Aeonowi Sofii. Źródłem wszystkiego jest tajemnica Misterium. Dlaczego spekulujemy nad tym czego nie możemy wiedzieć, kiedy mamy do czynienia z przygodą odkrywania tego, co możemy poznać?

Karmapolis: Mimo złych pogłosek i postrzegania wokół teorii spiskowych, co myślisz o innych koncepcjach pasożytnictwa reprezentowanych przez Brantona, Davida Ickea i szamana Credo Mutwę, którzy głęboko wierzą, że pasożytami w rzeczywistości są istoty gadzie, i że te ciemne podmioty zaatakowały ciała władców tego świata, takich jak George Bush?

JLL: Myślę, że musimy ćwiczyć naszą wyobrażenię w celu wykrycia obecności obcych istot i odróżniania prawdy od tego, co jest fantazją. Alchemicy mieli zasadę:Postępować zgodnie z naturą, obserwując funkcjonowanie przyrody, i wykonując Wielką Pracę prawdziwą potęgą wyobraźni, a nie fantazjowaniem. Jest to kwestia dyscypliny mamy do czynienia ze ścieżką zwiększonej percepcji. Wierzę, że niektóre miejscowe źródła, takie jak Credo Mutwa mają ważne rzeczy do powiedzenia o archonach. W tym samym czasie, podejrzewam, że gadzi scenariusz był nieproporcjonalne rozdęty z powodu fantazji myślowych i mentalnych manipulacji. O ile mi wiadomo, obce drapieżniki zwane przez gnostyków Archontami, mogą przyjąć dwie formy, zarodka (Szarzy) i gadzią typu drakonic, ale nie mogą i nie posiadają ciała człowieka.

W tym wszystkim musi być zachowany element zdrowego rozsądku, który podejdzie w rozważny sposób do paranormalnych i nadnaturalnych zjawisk. George Bush nie musi być gadopodobnym potworem. Musimy zdać sobie
sprawę, że ludzie potrafią działać w potworny sposób, ponieważ są wypaczeni przez gadzich drapieżników, bez przyjmowania takich fantazji, że zamienili się w gady. Dla mnie scenariusz zaproponowany przez Icke i innych daje zbyt dużo władzy drapieżnikom. Jak Icke i jego świadkowie oferują z pierwszej ręki dowody gadzich kształtów? Cóż, percepcja jest konstruktem. Cała percepcja. Należy pamiętać, że Archoni są mistrzami wirtualnej rzeczywistości. W koptyjskim (języku z KNH) nazywa się to HAL, symulacja. Gnostyckie teksty mówią, że archoni porywają dusze w nocy. Odbywa się to poprzez wirtualną rzeczywistość, techniki symulacji wirtualnej rzeczywistości. Oczywiście, WR (wirt.rzeczyw.) archontów jest prawdziwa dla nich, tak jak rzeczywistość ziemska dla nas. Różnica polega na tym, że nie możemy wchodzić w interakcje symbiotycznie z WR. Druga różnica to nieograniczone manipulowanie prze archonów polami kwantowymi, ale manipulowanie percepcyjne grup, które kształtują te pola. Gnostycy nauczali, że jesteśmy lepsi od archontów w myśli, percepcji i intencji.

Powiedziałbym, że te doniesienia są egzystencjalnie prawdziwe: świadkowie dostrzegli kształt, ale percepcja jest efektem bardziej gadziej potęgi w wirtualnej rzeczywistości niż faktycznym zjawiskiem i zdarzeniam w przyrodzie. Węże rodzą się z jaj, i zrzucają skórę. To, co natura ukazuje nam, może nam coś powiedzieć o tym, jak się gady zachowują, jeśli podejdziemy do tej sprawy z wyobraźnią, a nie fantazjami.

Karmapolis: Niektórzy autorzy (jak Paul von Ward) twierdzą, że YHVH lub Yahveh jako zaawansowana istota,
pozaziemska istota, chce rządzić naszym światem z nie bardzo czystymi intencjami. Czy wierzysz, że YHVH jest Archonem lub przedstawicielem Archontów?

JLL: Gnostyckie teksty stwierdzają jasno, że Jehowa jest Przywódcą Archonów, rodzajem gadziego obcego drapieżnika (predatora), który dominuje w gałęzi mętalnej obcych w formie embrionalnej lub Szarego. Jehowa, którego Gnostycy nazywali Yaldabaoth, jest naprawdę pozaziemską istotą, której królestwem jest system planetarny niezależny od ziemi, słońca i księżyca. Jest nie zaawansowaną istotą (tzn. bardziej rozwiniętą od ludzi), obłąkanym obcym z pewnymi nadludzkimi lub boskimi mocami. Gnostycy nauczali, że Jehowa infekuje ludzkość w przekonaniu, że jest ich bogiem stwórcą, ale w rzeczywistości nie potrafi stworzyć niczego. Kodeksy Nag Hammadi mówią bardzo jasno, że Jehowa-Yaldabaoth jest dowódcą gatunku Archonów.

 

Karmapolis: Gnostycy potępili rolę Archontów. Czy znalazłeś ten sam rodzaj ostrzeżenia w innych tradycjach
religijnych?

JLL: Nie, nie mogę powiedzieć, że znalazłem takie informację wyraźnie i dokładne stwierdzone w innych tradycjach religijnych. Pamiętaj, że Gnoza była ścieżka wiedzy, a nie religią. To były Misteryjne szkoły paranormalnej wiedzy, nie instytucje religijne. Jestem przekonany, że wszystkie religie są dewiacyjne dla potencjału ludzkiego, ale te trzy religie Abrahamowe, Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam, są potencjalnie śmiertelne. Prowadzą one do terminalu dewiacyjnego naszego gatunku. Nie znajdziesz żadnej religii, która ostrzega, że to jest niebezpieczne dla mętalnego zdrowia i twojego przetrwania fizycznego. Gnostycy widzieli w salwacjonistycznej religii zarówno dowod jak i narzędzie obcej ingerencji.

Karmapolis: Gnostyckie nauki i Misteryjne Szkoły są tym samym, z naszego punktu widzenia. Teorie spiskowe Springmeiera i Ickea mówią, że rytuały satanistyczne pochodzą ze szkół tajemnych(misteryjnych) i myślę, że szkoły misteryjne są korzeniami satanizmu i nadużyć rytualnych u Iluminatów i w tradycji Masońskiej. Dlaczego ci autorzy powiązali szkoły misteryjne z iluminatyzmem i satanizmem? Dlaczego mówią, że jest tyle przemocy zarówno w gnostyckich i misteryjnych szkołach jak i rzymsko-katolickiej religii, gdzie wiemy, że gnostycy byli prześladowani przez katolików?

JLL: Icke i inni zwolennicy teorii spiskowych, którzy proponują obcą interwencję nie znają Misteriów, jak sądzę, z dwóch powodów: po pierwsze, nie mają bezpośredniego doświadczenia z egodeath(śmiercią ego) i instrukcji przez światło porównywalne do doświadczenia w Misteriach, a po drugie mogą nieodróżniać metod i motywów Iluminatów od prawdziwych Gnostyków. Iluminaci byli obłąkanymi inicjującymi, którzy mieli głęboką wiedzę na temat praktyk misteryjnych, ale niewłaściwie ją wykorzystywali społecznie i politycznie. Szkoły Tajemnic(Misteryjne) nie były obozami szkoleniowymi dla Iluminatów, w co wierzy Icke. Jest to poważny błąd z jego strony. Ze względu na brak bezpośredniego doświadczenia, Icke i inni nie są oni w stanie zrozumieć, że adepci Mocy Węża (Kundalini) byli w bezpośredniej opozycji do Iluminatów, którzy zawarli pakt z gadzimi mocami. Jak wyjaśniłem w swoich artykułach, dano nam Kundalini jako siłę do odparcia obcych intruzów. Łagodny, uzdrawiający Wąż i nie gadzia istota ale wrodzony element naszego boskiego dziedzictwa biologicznego. Spekulacje i badania (nawet tak dobre jak u Icke’a) nie są w stanie nauczyć nas dokonywania takich rozróżnień. Tylko bezpośrednie doświadczenie jest w stanie to zrobić.

Illuminaci mieli surowo zabronione uczestniczenie w misteriach, kiedy  to wykryto. Innymi słowy, Iluminaci byli praktykującymi okultystyczne nauki (głównie, imprinting(odciskanie?) i kontrola umysłu), które miały być usunięte z Misteriów, ale jest to historia (bardzo ważna historia, dodam), w której Icke i inni wydają się być kompletnym ignorantami.

Karmapolis: Jakie są koncepcje nieba i piekła w gnostyckich naukach?

JLL: W gnostyckich naukach nie ma koncepcji nieba i piekła.

Karmapolis: Clive Prince i Lynn Pycknett w książce „Stargate Conspiracy” potępiają fakt, że New Age, jako globalna manipulacja stworzy synkretyzm (połączenie buddyzmu, hinduizmu, i trzech religijnych Ksiąg), nowej jednej religii światowej opartej na starym Egipskim kulcie i kulcie Rady 9. W tej nowej religii, znajdujemy księgę „Klucze Enocha” i ludzi takich jak James Hurtak i Andrea Puharich, porządek Melchizedeka (odnajdujemy również w kulcie mormonów). Co sądzisz o tym? Czy to kolejna manipulacja Archontów?

JLL: Myślę, że to wszystko jest wspólną fantazją zdesperowanych ludzi u władzy i duchowego statusu, a na niektóre elementy tego scenariusza mogą mieć wpływ dewiacje Archontów. Wyzwaniem w radzeniu sobie z obcymi oszustami jest rozpoznanie, co jest naprawdę dewiacyjne i niebezpieczne, w przeciwieństwie do tego co jest zwykłym szaleństwem i głupotą. Istnieje wiele głupstw w teorii spiskowej o nowym porządku świata. Istnieje wiele duchowego fałszu wśród ludzi, którzy kierują Radą Dziewięciu. To trwa już od wielu lat, problemem są materiały fantasy, które są jak ruchome piaski: po prostu toniesz w nich i nie wychodzisz. Mamy jasne i precyzyjne wskazówki udzielone przez gnostyków o archontach, z których możemy zacząć dostrzegać co dzieje się w naszych umysłach i korygować ten obłęd, chociaż musimy to zrobić pojedynczo, indywidualnie, bo nie można usunąć szaleństwa(obłędu) z umysłów innych.

Czerwiec 2005 Bruksela

 

Bogowie przegrali z człowiekiem !!

Bogowie przegrali z człowiekiem…
Trudno w to uwierzyć: człowiek zwyciężył z bogami. Jak to możliwe, kiedy wmawiano nam całymi wiekami, że jesteśmy stworzeni przez bogów i zdani jesteśmy na ich wolę. Jak to się stało, że człowiek dotarł do swych korzeni, nie bacząc na klątwy i kary boskie? Jaka musiała być zawarta siła w „marnym” człowieku, że nie zważając na przeszkody parł, by ustalić początek swojego istnienia i odkrył rzecz zadziwiającą: człowiek nie jest „istotą jednorazowego użytku”-jest wieczny i stwarza wokół siebie wszystko. Odkrycie to stanowi „odwrotność” wszelkich nauk religijnych i przeczy słowom autorytetów, które propagowały na Ziemi kreacjonizm. Obecny stan przypomina scenę z obrazu Michała Anioła: ukrzyżowanie św. Piotra. Niewielu ludzi zauważyło, że „kazał” się powiesić do góry nogami – wszystko w religii katolickiej /i nie tylko/ jest odwrotnością rzeczywistości. Jest skierowane przeciwko człowiekowi i zmusza go do cierpienia.

Gloryfikacja cierpienia miała być zachętą do życia w znoju i trudzie. Zapewniano, że cierpienie uszlachetnia człowieka i jest przepustką do raju, czy nieba. Cierpienia były szczególnie wskazane dla kobiet, bowiem to one dysponowały predyspozycjami, dzięki, którym mogły odkryć fałsz zasad ustanowionych przez autorytety religijne. Gdy były skupione na cierpieniu nie przeszkadzały wszelkim bogom, mężczyznom w całkowitym podporządkowaniu ziemskiej populacji.
Dlaczego właśnie na Ziemi skupiło się tyle różnych ras i cywilizacji, które chciały zawładnąć Ziemią i jej mieszkańcami? Tu trzeba przypomnieć, że Ziemia i jej planeta bliźniacza miały niezwykle istotną rolę w kształtowaniu Wszechświata.
Dziś te informacje coraz szybciej wypływają na światło dzienne. I coraz więcej ludzi jest świadomych, że nie pochodzimy od małpy, ani nie wyszliśmy z wody jako meduzy, czy ryby. Tego typu teorie powstawały celowo, by ukierunkować ludzkie umysły na życie doczesne i związać myślenie ze światem fizycznym. Z drugiej strony zaoferowano człowiekowi teorię o stworzeniu go przez boga, co utrudniało ogromnie poznanie prawdy. Ciekawość i upór w badaniu prawdziwej historii człowieka wiele jednostek przypłaciło cierpieniem, a nawet życiem. Za „bluźnierstwa” jak mówiono o ich odkryciach, byli szykanowani, torturowani, paleni na stosach. Do dnia dzisiejszego pozostał w wiernych nawyk sądzenia, jak za czasów inkwizycji, ludzi inaczej myślących lub innej wiary. Można dzisiaj powiedzieć, że „dzieło boskie” udało się znakomicie – wierny stał się robotem sterowanym różnymi treściami i oprogramowaniem. Doskonale przedstawione to zostało w filmie ,pt: „JA ROBOT”.

Przez całe wieki naturalny „pęd” ludzi do wiedzy całościowej i jej podstaw był przez autorytety ukierunkowany na wiarę. Ich obowiązkiem było scalać wiernych w stada. Wprowadzone prawo własności pozwoliło bez obaw pozostawić „trochę” wolnej woli. Grupy wyznawców automatycznie broniły swoich bogów. A obrona to walka. I tak dotrwaliśmy do końca starego procesu!

Przez szereg lat wprowadzano ludzi w błąd podając różne daty zakończenia aktualnego procesu.
Z szeregu badań wynika jednoznacznie, że było to celowe. Chodziło o uzyskanie jak największej ilości emocji, a to daje zawsze profity w postaci większej ilości wyznawców, takiej czy innej religii. Ilość pozyskanych wyznawców – to ilość żołnierzy walczących o racje w imieniu swoich autorytetów. Powinniśmy się zastanowić, czy coś takiego jak koniec świata jest możliwe? Stwórca, bóg, budowniczy Wszechświata – czy dla zabawy stworzył to wszystko? Z nudów zapowiedział, że zabawa się kończy i człowiek ponownie wraca do niebytu? Taka zabawa to typowa rozrywka sadysty. Jak pogodzić to z miłością, dobrocią i opieką nad wyznawcami? Te sprzeczności nie można zripostować stwierdzeniem: taka jest wola boska! Większość pogodziła się z tym i twierdzi – nie znamy jego zamiarów i należy przyjmować wszystkie klęski i cierpienia z wielką pokorą. Taki sposób myślenia, a właściwie wierzenia, sprawił, że większość ludzi uwierzyła, że życie jest jednorazowe. A to, że życie jest wieczne – stało się nic nie znaczącym frazesem. A przecież także Biblia uczy, że jesteśmy zbudowani na wzór i podobieństwo stwórcy, a on przejawia się przez trzy istoty i jak nam wiadomo wiecznie! Mamy więc takie same prawa i wieczne życie. Jeżeli tak jest, to mamy także moc tworzenia i możliwość nieograniczonego poznania. W procesie, który dobiega właśnie końca, każdy człowiek miał możliwość rozwoju indywidualnego. Jednak wnioski jednostki, jak cenne skarby pomnażać powinny innych. Suma wniosków i doświadczeń, to wielki skarb ludzi, narodów i całej planety. Jednak ten proces też został wypaczony. Uwagę człowieka skierowano na autorytety, które gromadziły wiedzę swoich wyznawców. Przekazując im tylko te informacje, które utrzymywały ich przy władzy. Dziś większość ludzi nie chce nic zmieniać. Lęk przed karami jest silniejszy niż myślenie, czy rozsądek. Coraz szybciej jednostki te jak ze snu hipnotycznego budzą się i swoim oddziaływaniem – promieniowaniem wpływają na innych. Działa to jak klocki domina: coraz szybciej i szybciej z każdym dniem. Mamy wiele przepowiedni, informacji dotyczących końca starego procesu, ale co będzie np. po 2012 roku? Na ten temat wiadomo niewiele. Wniosek jest prosty: bogowie nie znają ciągu dalszego rozwoju świadomości ludzkiej. Zamknięci w swoich umysłach, niczym w klatkach cały czas snują wyobrażenia o przedłużeniu obecnego stanu rzeczy. Stąd wiele przekazów otrzymywanych przez Ziemian o ciągu dalszym świata, w którym wszyscy doświadczają kontaktu z bogiem, Jezusem, itp. Takie były plany, zmiana ma nastąpić, ale według starych wzorców. Znów z bogiem, jako istotą kierującą życiem ludzkim na Ziemi i poza nią. Zamysł ludzki, a więc myśli ludzkie utworzyły i wytyczyły jednak inne plany rozwoju człowieka i Wszechświata. Człowiek uzyskuje stan pełnej świadomości i staje się świadomym twórcą. Tak zresztą było zawsze. Jednak kolejny etap – to pełna świadomość tworzenia. Nowy Proces – to proces świadomego tworzenia. Wyszliśmy z etapu nauki – przechodzimy do działania wg. zdobytej wiedzy. Prawa i zasady pozostają te same, lecz inne są ich przejawy. Cel, jaki mieliśmy uzyskać w starym procesie – to udoskonalenie najbardziej zagęszczonej formy przejawu, czyli ciała fizycznego. I tak się stało. Zebrana wiedza człowiecza powinna się dziś „zbilansować” z całym dorobkiem zdobywanym przez wieki przez każdego z nas. Jedynie w takim „stanie” możemy przygotować się do przejścia w Nowe. Trzymam się określenia – przejścia w Nowe. Choć i to określenie jest niewłaściwe. „Przejściu” podlega świadomość istoty ludzkiej. Jednostki przygotowane do transformacji nie podlegają tzw. śmierci ciała fizycznego. Transformacja odbywa się w pełni świadomie i trwa to zaledwie części sekundy. Tyle co mrugniecie powiekami.! Po „otwarciu”oczu oglądamy swoją nową formę i nową rzeczywistość, która jest wynikiem przemiany naszej świadomości i naszego sposobu myślenia i postrzegania świata. Dlatego dużo wcześniej jesteśmy do tego przygotowywani. W snach, relaksacjach- wiele osób widzi nowe ciało i warunki, w jakich ono się znajduje: planeta, przyroda, wszechświat.

O procesie transformacji wiadomo było od wieków. Zwróćmy uwagę na scenę tzw. przemienienia pańskiego. PRZEMIENIENIE ! To na razie najlepsze określenie nowego zjawiska. Każdy proces, który dotychczas nazywaliśmy cyklami, podlega ścisłej kontroli myśli ludzkiej, a świadomość zewnętrzna człowieka jest o tym zawsze powiadamiana z dużym wyprzedzeniem. Stary proces został „zamknięty” dokładnie 07-07-07. wg „magii” cyfr i Kabały oznacza siedem części z dwunastu budujących wszelkie formy po stronie materii. Równolegle z procesem materialnym został zamknięty proces w „niebie”, inaczej w antymaterii – w stosunku do nas świata równoległego. Więcej informacji na ten temat znajduje się również w artykułach .

Teraz coraz częściej słyszy się o Nowej Erze. Tym mianem w przeszłości określano kolejne cykle rozwojowe . To co teraz się dokonuje nie jest następnym cyklem – lecz całkowicie nowym procesem. Lepszym określeniem jest: nowa rzeczywistość – nowa przestrzeń. Ze starego w Nowe nic się nie zabierze, bowiem warunki w Nowym są diametralnie inne. Forma , kształt ludzki – pozostaje ten sam, lecz jej budowa wewnętrzna ulega całkowitej zmianie. Wszelkie podziały na wyodrębnione organy, jakie do tej pory istniały ustępują jednorodnym – scalonym „organom”. Np. całkowicie zmieni się budowa mózgu, znika podział na dwie półkule. Ogólnie można powiedzieć, że również w budowie ciała wszystko sprowadzać się będzie do jedności. Zmiany jednak dotyczą przede wszystkim myślenia: kończą się wyróżniki, wyobrażenia, że ktoś lub coś jest lepsze, ważniejsze. Co do tej pory było kanonem bycia ludzkości. Dotychczasowa praca – często żmudna i wymagająca często ogromnego wysiłku była niezbędna, by dostarczyć istotom ludzkim, jak najwięcej doświadczeń i umożliwić wyciąganie samodzielnych wniosków. To konieczność, by człowiek uzyskał pełną świadomość tworzenia i nigdy już nie szukał nikogo poza sobą – kto to wszystko tworzy. Na dzień dzisiejszy należy stwierdzić, że nowa rzeczywistość już istnieje. Tworzenie zaczyna się zawsze od przygotowania środowiska, w którym pojawią się formy ludzkie. Bardzo wielu osób otrzymuje już szczegółowe obrazy fauny i flory, jakie już istnieją. Szkoda więc czasu na tworzenie Nowego, bo po pierwsze już istnieje, a po drugie będziemy budować po staremu. Nowo powstające grupy „twórcze” już zaczynają się spierać, kto z nich jest ważniejszy, który obecnie autorytet jest mądrzejszy itp. Przecież inaczej nie potrafimy. Podświadomość jest zapełniona treściami i działamy, jak dotąd automatycznie i analitycznie. Powstaną ponownie podziały, da znać o sobie prawo własności, a to doprowadzi do kolejnych waśni i wojen. Zła nie da się opanować hasłem miłości!

OSTATNI  TANIEC  BOGÓW !!

Co dalej ? Jak się przygotować  ? To proste. Po rozkodowaniu zapisów na poziomie podświadomości, skupić uwagę na Nowym. Bez wizualizacji. Przypomnieć sobie wieczny ruch, inaczej rezonans i korzystać z jego działania. Myśl ludzka tworzy – i tam ją skierujmy. Do Nowego! Wejść z nią w rezonans, a to przyspieszy opanowanie zapisów. Przy wyższej częstotliwości, zapisy samoczynnie ulegają neutralizacji. Informacja o tym umożliwia świadome wprowadzanie w ciało nowych energii o innej częstotliwości i natężeniu. Następuje błyskawiczna, bezbolesna przemiana z jednego w drugie „ciało”. Bez bólu i szoku. Nasuwa się pytanie: to po jakie licho się obecnie trudzić, kiedy nie pozostaniemy? To pytanie od osoby, która utożsamia się z ciałem. Celem naszym, tu na Ziemi było poznawanie wszelkich możliwości ludzkich zachowań i reakcji. Inaczej mówiąc mieliśmy rozwijać się i „powiększać”swoją indywidualną świadomość – w świadomość Całości. Przemiana, przemiana i jeszcze raz przemiana. To na razie najlepsze określenie. Przemiana świadomości, a z nią ciała fizycznego w nową formę. Bez żadnego problemu, lęku czy obawy. Cywilizacja nie ginie, tego bać się nie musimy. Nowa rzeczywistość – nowa planeta już na nas czeka. Dzielcie się tym co oglądacie w Nowym. Nie trzeba tworzyć Nowego, Nowej Ery – ona już dawno jest! Do niej się często „dostrajać”’, ciało wówczas podnosi swoje częstotliwości, poprawia się stan psychiczny, fizyczny i przede wszystkim pojawia się spokój. Łatwiej rozwiązujemy problemy dnia dzisiejszego i możemy pomóc swoim bliskim i znajomym. Pod jednym warunkiem – jeśli o to proszą! W innym przypadku będą atakować, broniąc swoich treści i zachowań. Mają prawo wyboru, a więc nic nie wolno robić  na siłę./Jeno młotkiem – żart/ Zbawianie na siłę – to naruszenie prawa nieingerencji. Za to ponosimy przecież konsekwencje. Wszelkie medytacje i modlitwy – utwierdzają i zasilają stare, które się obecnie rozpada. To nam nie tylko nie pomoże, lecz odwrotnie – utrudnia i spowalnia własny proces. Ruch Kosmosu nie czeka na poszczególne osoby lub grupy.

CZŁOWIEK ZWYCIĘŻYŁ – BO POZNAŁ I ZROZUMIAŁ
Bardzo wiele ludzi jest już gotowych do przejścia w Nowe. Dla Polaków jeszcze większa nowina – bo wielu  uzyskało bardzo wysoki poziom świadomości i pomaga innym drepczącym w miejscu lub szukającym wiedzy. Odbywa się to już nie w starym „stylu”,: żadnych zgromadzeń, żadnych nauczycieli itp. Każdy staje się nauczycielem dla samego siebie.
Wskazane jest : kontrola myśli i reakcji. Uzyskany i kontrolowany spokój – cisza , umożliwia wejście w rezonans z Nowym. To wystarczy, aby sobie pomóc. Zbliżające się zjawiska nie zawsze będą łatwe, bo „zawartość” starego musi się obecnie rozładować i oczyścić. Konieczne jest, jak wynika z tego wszystkiego – kontakt z SOBĄ i tylko z sobą. Tam zebrane doświadczenia z całych wieków „podpowiedzą”, jak sobie poradzić. Wypada więc kończyć te wywody i życzyć radosnego spotkania w Nowej Rzeczywistości!
KAŻDY JEST KOWALEM SWEGO LOSU! Stare dobre powiedzenie i coraz bardziej na czasie.
Można również „podumać” nad powiedzeniem :

” POZNAJ  SIEBIE , A POZNASZ  WSZECHŚWIAT  CAŁY !”

Edward

Komunikat prasowy Roberta M. Stanleya

Współobywatele Ziemi,
Nadszedł czas, aby zdemaskować tajnych kontrolerów ludzkości. Zapewniam was, to nie jest spekulacja, oszustwo, czy wytwór imaginacji ludzkiej. Istoty te są realne i muszą być przedmiotem natychmiastowego poinformowania was, tak aby ludzkość mogła rozwinąć się na wyższy poziom egzystencji.

Mimo że te pasożyty nie są ludźmi, żywią się negatywną energią/emocjami ludzkimi. Nie jest jasne, kiedy te kosmiczne i amebo-podobne stwory pierwszy raz przybyły na ziemię, ale wiemy, że zostały odkryte przez szamanów w odmiennych stanach świadomości dawno temu i zostały niedawno zfotografowane. Powodem dla którego nie widzimy tych istot jest ich sygnatura energetyczna, która jest poza naszym normalnym wąskim zasięgiem widzenia w zakresie spektrum elektromagnetycznego. Co naukowcy nazywają „światłem widzialnym”.

 

Oto seria autentycznych, fotografii i innych obrazów w podczerwieni tych stworzeń:

 

foto NASA

Zdjęcie NASA z tego samego obiektu powiększone i wzmocnione.

Nie są to statki kosmiczne: są to istoty żywe, pionierzy dziedziny tych badań (w 1950) nazwali je „podniebnymi rybami”.

Przypadkowo, w 1968 roku, w odcinku Star Treka (stworzonym przez domniemanego Masona 33 stopnia – Roddenbbery Mason Gene) promowano ogromną wersję dokładnie takiego samego typu nienasyconej(głodnej)-energii, ameby podobnej do stworzenia opisywanej w niniejszej informacji prasowej.

 

Mr. Spock jest zdumiony nie tylko wielkością tego stworzenia ale również ilością energii konsumowanej z jego otoczenia, w tym ze Statku kosmicznego Enterprise i jego załogi. Jak stwierdzono wcześniej, są to biologiczne istoty. Myślę o nich jak o organicznych kondensatorach, które stale absorbują energię.

Obraz użyty w Star Trek jest tylko mikroskopijną amebą, której kolor jest wzmocniony. Ale zwróć uwagę na niesamowite geometryczne podobieństwo do zdjęcia z „podniebną rybą”, „usta” ma jak otwór do posilania się.

Faktycznie, duże, ciemne, tłuste ryby, które mogłyby latać były opisywane przez Carlosa Castanedę kiedy po raz pierwszy uczył się jak widzieć te ukryte stworzenia (patrz fragment poniżej) i informował, że są one w stanie wpływać na umysł ludzki. Ale to jeszcze nie wszystko w tej niesamowitej opowieści.

Starożytne teksty gnostyckie z Egiptu, zwane Nag Hammadi, opisują dwa rodzaje demonicznych obcych istot, które najechały ziemię dawno temu, nazywali je Archonami.Pierwszy typ Archona wygląda jak gad.Drugim typem jest wyglądający jak ludzki embrion … który ma taki sam kształt i wygląd jak ” podniebna ryba” na zdjęciu.

Również w mojej nowej książce „Covert Encounters in Washington, D.C.,” opisałem bardzo szczegółowo sposób w jaki te demoniczne, obce istoty w tajemnicy manipulują umysłami polityków i innych wpływowych osób w Waszyngtonie.

Niestety, teraz widzę, że aby posiąść ludzki umysł nie można ograniczać się do wybranych jednostek rządzących tą planetą. Jeśli rewelacje w fragmencie poniżej rozmowy to prawda wtedy, każdy potencjalnie jest psychicznie manipulowany przez te stworzenia.

*   *   *

Zaczerpnięte z „Active Side of Infinity(Aktywna Strona Nieskończoności)” Carlosa Castanedy (str.217)

– To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę – rzekł. – Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.


Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie. – Co to jest, don Juanie? – zapytałem. – Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie. – Ach, to właśnie dziki wszechświat – odrzekł. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego. – Co takiego odkryli, don Juanie? – zapytałem. – Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo. – Ciemno, choć oko wykol – odezwał się don Juan – ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało. – Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami – rzekł don Juan. – Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny. – Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? – zapytałem. – Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie. – Jest wytłumaczenie – odparł don Juan – i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść. Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie. – Nie, nie, nie, nie – usłyszałem swój głos. – To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo. – Dlaczego nie? – zapytał chłodno don Juan. – Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału? – Tak, doprowadza mnie to do szału – odparłem sucho. – Twoje sugestie są potworne!
– No cóż – powiedział – nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!
Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał. – Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. – Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni. – Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy? – Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila. Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach. – To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak – powiedziałem. – Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa? Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że  czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto. Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy. Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom. Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze. Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go: – Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców? – Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców. Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze. Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę. – Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości – powiedział – zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz. Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go. – Nie, nie, don Juanie – odezwałem się – nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku. Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata! – Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew – powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. – To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii. Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę. – Ależ ten gość ma temperament! – orzekł. – Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę. – Czarownicy starożytnego Meksyku – powiedział – widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: “A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?” Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd. – Co ty opowiadasz, don Juanie? – zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem. – Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich. Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą. – Ten drapieżca – powiedział don Juan – który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego. Jedyną alternatywą dla ludzkości – ciągnął – jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.– W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? – zapytałem. – Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna – odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. – Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości – ciągnął – ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony. Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania. Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze – czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości. – Co… co… co znaczy – usłyszałem własne słowa – obciążanie umysłu latawca? – Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamuj ą obcą instalację. Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię: – Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny! Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.– Jestem tak niepoprawny – powiedział – że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo. – Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem. Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów. – Boisz się gniewu boskiego, co? – odezwał się. – Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę. Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować. – Nie martw się – powiedział spokojnie don Juan. – Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji. Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo “oszołomiony” w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na  potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie. Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła. – Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie – odezwałem się. – Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie
poplątać moje ścieżki. – Rozdziera cię wewnętrzna walka – powiedział don Juan. – Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą. Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka. Don Juan wstał z krzesła i rozprostował ręce i nogi. – Siedzieliśmy kilka godzin. Czas wejść do domu. Ja coś zjem. Chcesz zjeść ze mną? Odmówiłem. Miałem rozstrojony żołądek. – Myślę, że najlepiej zrobisz, jak się położysz spać – powiedział. – Ta nawałnica nieźle cię sponiewierała. Nie potrzebowałem dodatkowej zachęty. Zwaliłem się na swoje łóżko i zasnąłem jak zabity. Po powrocie do domu, z biegiem czasu, idea latawców stała się jedną z największych obsesji mojego życia. Doszedłem do takiego punktu, że czułem, iż don Juan miał w tej materii absolutną rację. Bez względu na to, jak bardzo się starałem, nie udawało mi się podważyć jego logiki. Im więcej o tym myślałem, im więcej rozmawiałem z samym sobą i innymi ludźmi, im więcej samego siebie i innych obserwowałem, tym silniejsze było moje przekonanie, że coś czyni z nas istoty niezdolne do jakiegokolwiek działania, jakiejkolwiek relacji i jakiejkolwiek myśli, która nie ogniskowałaby się na ,ja”. Moje troski, podobnie jak troski każdego, kogo znałem lub z kim rozmawiałem, koncentrowały się właśnie na tym. Ponieważ nie umiałem znaleźć wytłumaczenia tak uniwersalnej homogeniczności, byłem przekonany, że tok rozumowania don Juana jest najbardziej odpowiednim sposobem objaśnienia tego fenomenu. Poświęciłem się głębszej analizie literatury dotyczącej mitów i legend. Uświadomiłem sobie wówczas coś, czego nigdy wcześniej nie odczuwałem: każda z przeczytanych przeze mnie książek była interpretacją mitów i legend. Przez każdą z nich przemawiał ten sam, homogeniczny umysł. Style były odmienne, lecz ukryty pod warstwą słów zamiar jednakowy: pomimo tego, że temat pracy dotyczył czegoś tak abstrakcyjnego jak mity i legendy, autorowi zawsze udało się zawrzeć w niej jakieś opinie o sobie. Celem każdej z tych książek nie było omówienie rzeczonego tematu; była nim autoreklama. Nigdy wcześniej sobie tego nie uświadamiałem. Przypisywałem moją reakcję wpływowi don Juana. Pytanie, które sobie stawiałem, brzmiało tak: czy to on wpływa na mnie tak, że coś takiego dostrzegam, czy też rzeczywiście istnieje jakiś obcy umysł, który dyktuje wszelkie nasze poczynania? Siłą rzeczy odruchowo znów popadłem w negację, i niczym wariat zacząłem po kolei przechodzić od negacji do akceptacji i tak w kółko. Coś we mnie wiedziało, że bez względu na to, do czego pije don Juan, jest to fakt energetyczny; jednak inny wewnętrzny głos mówił, że to wszystko brednie. Wynikiem tych wewnętrznych zmagań były bardzo złe przeczucia, wrażenie, że zawisło nade mną wielkie niebezpieczeństwo. Przeprowadziłem szeroko zakrojone badania, poszukując śladów koncepcji latawców w innych kulturach, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć żadnej wzmianki na ten temat. Wyglądało na to, że don Juan jest jedynym źródłem informacji w tej materii. Kiedy zobaczyłem się z nim następnym razem, natychmiast przeszedłem do tematu. – Robiłem, co mogłem, by podejść do tego zagadnienia racjonalnie – powiedziałem – ale nie mogę. Są takie chwile, kiedy absolutnie się z tobą zgadzam w kwestii drapieżców. – Skup swoją uwagę na ulotnych cieniach, które obecnie widzisz – odrzekł don Juan z uśmiechem. Powiedziałem mu, że owe ulotne cienie staną się końcem mojego racjonalnego życia. Widziałem je wszędzie. Od czasu gdy wyszedłem wówczas z jego domu, nie byłem w stanie zasnąć po ciemku. Spanie przy włączonym świetle w ogóle mi nie przeszkadzało. Jednak z chwilą gdy je gasiłem, wszystko dokoła mnie zaczynało skakać. Nigdy nie dostrzegałem kompletnych postaci ani kształtów. Widziałem jedynie ulotne, czarne cienie. – Umysł latawca jeszcze cię nie puścił – rzekł don Juan. – Został ciężko ranny. Robi wszystko, by zreorganizować swoją relację z tobą. Ale coś w tobie zostało na zawsze przerwane. Latawiec o tym wie. Prawdziwe niebezpieczeństwo leży w tym, że umysł latawca może zwyciężyć, doprowadzając cię do wyczerpania i zmuszając do zarzucenia dalszej walki, jeśli dobrze rozegra kartę sprzeczności pomiędzy tym, co on ci mówi, i tym, co ja ci mówię. Bo widzisz, umysł latawca nie ma konkurencji – ciągnął dalej don Juan. – Kiedy coś orzeka, zgadza się z własnym zdaniem i każe ci wierzyć, że zrobiłeś coś wartościowego. Umysł latawca powie ci, że to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po czym ten sam umysł zgodzi się ze swym własnym stwierdzeniem. A ty powiesz: “Tak, oczywiście, że to bzdury”. W taki właśnie sposób zostajemy pokonani. Latawce są niezbędnym elementem wszechświata – ciągnął – i należy je traktować tak, jak na to zasługują – jako istoty potworne i budzące grozę. Dzięki nim wszechświat wystawia nas na próbę. Jesteśmy energetycznymi sondami, stworzonymi przez wszechświat – mówił dalej, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności – a ponieważ posiadamy energię obdarzoną świadomością, jesteśmy środkiem, dzięki któremu wszechświat staje się świadom samego siebie. Latawce to nieprzebłagani rywale. Tylko tak można ich postrzegać. Jeśli nam się uda, wszechświat pozwoli nam trwać dalej.

*   *   *

Zaczerpnięty z ” The Malibu Mystic ” z powieści Roberta M. Stanleya

W 1985 roku, jak zwykle, lato oficjalnie zakończyło się 21 września, w równonoc, był to po prostu kolejny pocztówkowo-idealny dzień w Malibu. Bert wciąż pracował, chociaż było już bardzo cicho na plaży. Wszystkie dzieci miały iść z powrotem do szkoły a sezonowa praca Berta była niemal na ukończeniu. W pewnym sensie,  w te ostatnie kilka tygodni pracy czułem się bardziej jak na płatnym urlopie.

Podczas przebywania na publicznej promenadzie, Bert mógł obserwować całą prywatną plażę. Miał stary zwietrzały, okrągły stół z czerwonego drewna i składane krzesła. Jego deska surfingowa była oparta o ścianę z cegły, która wytyczała publiczną promenadę, a jego ATV zaparkowane w pobliżu. Jak zwykle, jeden z miejscowych psów, mokry i ubrudzony piaskiem golden retriever, stał niecierpliwie czekając, aż ktoś wrzuci piłkę tenisową do wody.

Przyjaciółka Berta Mandy i Ewa, przyszły na plażę w odwiedziny. Ponieważ był wolny, zaprosił dziewczyny popływać. Spryskany, krzyczał i śmiał się łapiąc kilka fal. Po kompieli, zabrał deskę surfingową do magazynu w pobliskiej przybudówce na plaży. Poszedł na drugą stronę domu i wziął gorący, zewnętrzny prysznic, który był prawdziwym luksusem.

Kiedy szedł na tyły domu zauważył na plaży młodego chłopaka, który wyglądał na osiem lub dziewięć lat, kopał w piasku.

„Ciężka” zabawa „? Zapytał Bert.

„Tak”, odpowiedział bez uśmiechu spoglądając w górę.

Bertowi, wydawało się dziwne, że chłopak nie był zadowolony, nie będąc w szkole i na plaży w tak piękny dzień. Ciekawe, zauważył dużą, głęboką bliznę na czole chłopca i zastanawiał się, jak ona powstała, ale zdecydował się nie pytać. Może dzieciak wracał ze szkoły do domu, ponieważ poczuł się źle. Bert stwierdził, że uderzenie w głowę musiało być wystarczająco mocne, aby spowodować taki rodzaj blizny, wynikiem którego mógł z kolei być silny ból głowy.

Zdając sobie sprawę, że nic na to nie może poradzić, wzruszył ramionami i przesunął się zpowrotem na krzesło plażowe, szybko zaczął wcierać jakiś płyn do opalania usadawiając się wygodnie. Po kilku minutach, intensywnego opalania na słońcu, promienie przeniknęły jego miedziane ciało do kości, poczuł się bardzo zrelaksowany i zadowolony z życia. To był jeden z nielicznych momentów, które chciałby zachować w wieczności.

Nagle usłyszał, wstrząsający hałas, duże kawałki tłuczonego szkła przeszyły spokojne poranne powietrze, Bert odruchowo odwrócił głowę w tym kierunku i zerwał się z krzesła. Był zaskoczony, z jakiegoś powodu, czas zdawał się spowalniać a jego wizja skupiała się w kierunku dźwięku. Bolesny dźwięk pochodził z domu, w którym parę minut wcześniej brał prysznic. W surrealistycznym momęcie, Bert zobaczył chłopca za szkłem. Jego głowa gwałtownie odbiła się do tyłu rozbijając i niszcząc duże, przesuwne szklane drzwi znajdujące się w drugim domu na plaży.

Wtedy właśnie zdał sobie sprawę, że tego chłopca poznał zaledwie kilka minut temu. Patrzył z przerażeniem, jak chłopiec odruchowo chwycił obiema rękami zakrwawioną twarz. W następnej chwili, wysoki, dorosły mężczyzna pojawił się z za cienia chłopca i złapał go w ramiona. Wtedy czas jakby nagle przyspieszył, ogromne ilości adrenaliny przeniknęły ciało Berta. Podbiegł do domku na plaży z nadludzką prędkością i szybko otworzył drzwi bez pukania. Chociaż właściciele domu znali go dobrze, Bert zdał sobie sprawę, że osoby korzystające z domu są tylko gośćmi.

Kiedy biegł po schodach, nie słyszał krzyku lub płaczu chłopca, co go jeszcze bardziej martwiło. „Zabezpieczenia” krzyknął, kiedy znalazł się na szczycie schodów. Potem poszedł szybko do salonu, gdzie stała zszokowana babcia chłopca. Koloryt jej wysuszonej twarzy patrzył w przestrzeń jak posąg.

„Czy ktoś … dzwonił na 911?” Spytał Bert, starając się złapać oddech.

„Mój mąż zabrał Tommy’ego do sypialni, aby zatrzymał krwawienie.”

„Czy wezwać karetkę?” Bert zapytał śmiertelnie poważnym tonem, nadal próbując złapać oddech. Babcia bez słowa skinęła głową, Bert obrócił się szybko skanując pokoj, znalazł telefon i wezwała pomoc. Po odłożeniu słuchawki, przyglądał się tej scenie.

„Pogotowie jest w drodze i powinno tu być bardzo szybko. Czy masz coś do usunięcia tego szkła?”

„Chyba tak”, odpowiedziała jeszcze w szoku. Bert przeszukał dom i wkrótce znalazł to, czego potrzebował. Ostrożnie sprzątał krew i ostre jak brzytwa odłamki rozbitego szkła, coś niewidzialnego jak zimny wiatr dotkneło go, aż mu stanęły włosy na plecach i szyi.

Cokolwiek to było, zajeło mu sto dziesięć procent uwagi. W tym momencie miał nielogiczne, przerażające uczucie, że jakiś paranormalny pasożyt był w domu, i że aktualnie karmiony jest negatywną energią generowaną poprzez fizyczny ból, pełne strachu emocje tego traumatycznego wydarzenia. Bert nie chciał przeszkadzać babci, ale jego ciekawość i instynkt przeżycia był  na pełnym gazie.

Jak to się stało?” Zapytał, starając się zachować spokój. „Cieszę się, że drzwi przesuwne zostały zamknięte bo … mogło skończyć się znacznie gorzej.” „Przepraszam”?

„Naprawdę nie potrafię tego wyjaśnić. Po prostu siedział na podłodze przede mną. Następną rzeczą, którąwiedziałam … biegł z pełną szybkością pokojem w kierunku balkonu. Jeśli przesuwne drzwi byłyby otwarte .. . przeskoczyłby barierkę i się zabił.”

„Wiem, że to naprawdę nie moja sprawa, ale wcześniej widziałem twojego wnuka jak gra w przedniej części domu i, że ma dużą bliznę na czole.”

Patrząc zakłopotanym wzrokiem powiedziała: „Tak, masz rację, tak było.”

„Czy mogę zapytać, jak do tego doszło?”

„Było to około roku temu. W głębi pickupa swego ojca bawił się z kotem. Kot wyskoczył z łóżka do samochodu a Tommy wyskoczył za nim i uderzył twarzą o zaczep przyczepy. Chyba nie powinnam ci tego mówić, ale z jakiegoś dziwnego powodu, Tommy myśli, że może latać „.

Nagle w głowie Berta odezwał się dzwonek alarmowy widząc oczyma wyobraźni jak chłopiec wyskakuje z ciężarówki. Było jasne, że coś jest nie tak z tą sytuacją, ale instynktownie wiedział też, że to nie jest właściwy czas i miejsce do poradzenia sobie z tym problemem: potrzebuje więcej informacji … i planu.

Później, ratownicy usadowili chłopca w karetce i odjechali na sygnale, Bert wracał powoli do siebie czując ból w dołku, jakby ktoś wyssał jego siły życiowe; jedząc w jego duszy. To było niepodobne do niczego, co do tej pory kiedykolwiek miał okazję doświadczyć.

Był głęboko zaniepokojeni stanem, którego nigdy wcześniej nie doświadczył, starał się zachować spokój w środku swojego mentalnego chaosu, którego był uczestnikiem. To była technika przetrwania, której nauczył się podczas swoich treningów jako młody ratownik. Wiedział, że jeżeli dostaniesz się w wir wodny nie należy panikować bo to tylko pogorszy sprawę. Musisz oszczędzać swoją energię aż dopłyniesz na spokojniejsze wody,a następnie popłynąć do brzegu. Bert nie mógł oprzeć się wrażeniu, że tam w tym domu było coś nadprzyrodzonego , co go dotknęło i było na niego złe.

Proszę przekazać tę ważną informację rodzinom i przyjaciołom.

Z poważaniem,

Robert M. Stanley

 

źródło: treborok.wordpress.com

 

 

 

 

Reklamy

7 Poziomów Gęstości Ziemi

 

I poziom gęstości:

Odnosi się do tworów przyrodniczych abiotycznych (nieożywionych) i biotycznych (ożywionych). Konkretnie na pierwszy poziom składają się elementy martwe (np.kamienie) i najprymitywniejsze organizmy żywe. Analogicznie myśląc, każdy następny poziom reprezentują coraz to bardziej zaawansowane organizmy żywe.
Cechy charakterystyczne pierwszego poziomu : świadomość istnienia fizycznego i dążenie do istnienia biologicznego.

II poziom gęstości:

Na poziom ten składają się wszystkie występujące na ziemi zwierzęta, ktore okazują przejawy inteligencji. Głównie chodzi tu o wszystkie zaawansowane ewolucyjnie bezkręgowce (oprócz człowieka bo on stoi na wyższym poziomie rozwoju). Istoty II poziomu to np.psy, koty, konie, delfiny. Biolodzy już dawno zauważyli, że zwierzęta te wykorzystują inteligencję np. w poszukiwaniu pożywienia ,mają nawet utworzoną hierarchię (zwierzeta stadne), czy też tak jak psy, potrafią rozróżnic zachowania swoich właścicieli. W przeciwieństwie do niektórych ludzi, zwierzęta opuszczają ciało fizyczne, czyli po prostu giną, zanim dostaną się na wyższy poziom.
Cechy charakterystyczne drugiego poziomu: całkowita fizyczność, ciało biologiczne, świadomość gatunkowa, świadomość życia biologicznego, pierwotne instynkty.

III poziom gęstości:

Ludzie reprezentują trzeci poziom gęstości, gdyż potrafią myśleć abstrakcyjnie i niejednokrotnie postępują irracjonalnie wbrew logice. Regeneracja na tych etapach ewolucyjnych zachodzi przez sen ,istoty pobierają jedynie energię w postaci pożywienia, czas ich zycia jest bardzo krótki. U istot tych wytępują przejawy rozwoju duchowego (tylko ludzie). IV poziom rownież jest materialny ale zachodzą tam diametralne różnice. Według teorii gęstości, IV poziom zakłada zmienną fizyczność. Trzeci poziom dzieli sie także na dwie filozofie: Służenie Innym i Służenie Sobie. Według Kasjopean, od około 309.000 lat, planeta Ziemia i zamieszkujący ją ludzie są w rzeczywistości Służenia Sobie, a wcześniej byli w rzeczywistości Służenia Innym. Zmianie filozofii towarzyszyły kataklizmy. Siły Służących Sobie i Służących Innym maja sie zrównoważyć w czasie nadejścia tzw. fali zmieniającej rzeczywistość (od roku 2012). Świadomość ludzi wzrasta, a owa fala jest coraz bliżej, co przejawia się poprzez współczesne wydarzenia, w praktycznie wszystkich dziedzinach życia i nauki. Niektórzy ludzie pochodzą z wyższych poziomów, na przykład piątego, a całkowicie fizyczną egzystencję na trzecim poziomie wybrali z własnej woli, aby doświadczyć fizyczności, i aby stać się świadkami nadchodzących zmian, które mają charakter unikalny. Według Kasjopean, nadchodzą przełomowe czasy w dziejach ludzkości – w kierunku Ziemi zbliżają się meteoryty, a za nimi fala, zmieniająca rzeczywistość egzystencji z trzeciego do czwartego poziomu. Nie wiadomo, ilu ludzi przeżyje proces transformacji. Ludzi posiadających wyższą wiedzę ma być w przybliżeniu 144 tysiące. Mają oni w odpowiednim czasie podzielić sie tą wiedzą z innymi ludźmi. Być może będą to właśnie oni, albo oni oraz ci, których oni zdołają uświadomić.
Cechy charakterystyczne 3 poziomu: całkowita fizyczność, ciało biologiczne, myślenie abstrakcyjne, liniowe postrzeganie czasu.

IV poziom gęstości:

Jest to poziom reprezentowany przez istoty jeszcze materialne, ale o wiele bardziej zaawansowane ewolucyjnie, poziom świadomości i inteligencja sa w pełni wykorzystywane. Isoty IV poziomu regenerują swoje siły nie przez sen, lecz przez asymilację fotonową. Również w ten sam sposób się odżywiają, ich układy pokarmowe są w zaniku, gdyż spożywają już bardzo małe ilości pożywienia a większość energii czerpią z promieni słonecznych przez asymilację (wchłanianie ) fotonów. Na IV poziomie także u ludzi (którzy go osiągną) wykształci się nowy rodzaj komórek, dzięki czemu energia pochłaniana będzie ze światła. Dlatego też układy pokarmowe staną się prawie niepotrzebne i zaczną zanikać. Isoty czwartego poziomu są wysoko rozwinięte duchowo, posiadają zdolności telekinetyczne i telepatyczne, potrafią kontaktować się ze zmarłymi bez pomocy medium. Dodatkowo okres bytowania jest długi. Ludzie będą mogli żyć po 180-200 lat jeżeli nie dłużej. Według Kasjopean, średnia długość życia na czwartym poziomie ma wynosić na początku 400 lat, później 800. Na czwartym poziomie jest nadal fizyczność i ciało genetyczne, ale są one inne niż na trzecim. Według Kasjopean, z trzeciego poziomu na czwarty można się dostać na kilka sposobów: „zniknięcie” (co mogło spotkać Majów i inne cywilizacje), albo zostanie przeniesionym przez tzw. falę po zakończeniu trwającego około 390.000 lat cyklu egzystencji jakiejs planety na trzech pierwszych, całkowicie fizycznych, poziomach. Czwarty poziom, podobnie jak trzeci i szósty, zakłada także dwie główne filozofie: Służenie Innym, albo Służenie Sobie. Planeta Ziemia jest od pewnego czasu pod wpływem przedstawicieli tej drugiej opcji (Archonci,Reptylianie).
Cechy charakterystyczne 4 poziomu: zmienna fizyczność, płynne i nieliniowe postrzeganie czasu, świadomość gatunkowa przy zachowaniu świadomości indywidualistycznej.

V poziom gęstości:

Jest reprezentowany przez istoty o niebywale wysokim poziomie rozwoju. Tutaj istoty bytują jako czysta energia, lecz mają swiadomość , są wielowymiarowe (występują w wielu wymiarach, w tym samym czasie, przy jednoczesnym zachowaniu świadomości indywidualnej). Potrafią one modulować, kształtować i przekazywac energię i światło. Do istot V poziomu należą dusze istot z poziomów od 1 do 4, oraz istoty które skończyły cykl egzystencji i nauki na poziomie 4, a będące jednocześnie niewystarczająco przygotowane, by znaleźć się na szóstym. Dla istot tych począwszy od IV poziomu, czas i przestrzeń nie są stałe i jednolite (liniowe), bo posiadają one wiedzę która pozwala im zrozumieć sens istnienia, oraz bardzo dobrze znają wszechświat i jego tajemnice. Dla nich przestrzeń i ogromne odległości między galaktykami nie mają znaczenia, są to istoty już całkowicie pozbawione fizyczności, nieśmiertelne. Na piątym poziomie regeneruje swoją energię świadomość istot z fizycznych poziomów, w tym ludzi, gdy te istoty śpią i mają wizje senne. Sen ma różne przeznaczenia: regeneracja energii, rozwój duchowy. Niektórzy zapamiętuja treść snów i czerpią z nich inspiracje. Cechy charakterystyczne 5 poziomu: ciało całkowicie energetyczne przy jednoczesnym zachowaniu świadomości, całkowita niefizyczność, możliwość dobrowolnego kształtowania otaczającego świata (na przykład: ktoś chce być w statku na morzu, to po prostu pojawia się w statku na morzu; albo: ktoś chce być w wieży i mieć włosy długie do ziemi, to pojawia się w wieży i ma włosy długie do ziemi), istoty na poziomach od 5 do 7 nie umierają.

VI poziom gęstości:

Reprezentują go istoty które wszystkie stanowią jedną zgodną ,kompatybilną całość. Następuje tzw. tworzenie jaźni tzn. wszystkie istoty tworzą jeden umysł kolektywistyczny , coś takiego samego ja borgowie ze startreka tylko tyle że tutaj mamy do czynienia z realnymi faktami. Są znane nam z przekazów channelingowych cywilizacje, które doszły do tak wysokiego poziomu rozwoju duchowego: Kasjopeanie, Plejadianie i Ra. Wszyscy Ra stanowią jeden kolektywny umysł ktory udało im się osiągnąć po tysiącach lat ewolucji.Istoty te są w pełni energią lecz decyzje i wszystko jest podejmowane w sposób jednomyślny beż żadnych sprzeciwów. Kasjopeanie to formy myślowe o umyśle zbiorowym i filozofii Służenia Innym, które są tzw, biernymi duszami. Na poziomach 3, 4 oraz 6 są dwie główne filozofie: Służenia Innym i Służenia Sobie.

VII poziom gęstości:

Jest to poziom reprezentowany przez istoty najwyżej zaawansowane we wszechświecie. Istoty te są tak doskonałe, że można je nazwać Bogami i są tak potężne i tak wysoko zaawansowane techniczne, że żadna siła w kosmosie nie byłaby im się w stanie przeciwstawić. Osiągnąć ten poziom mogłyby jedynie cywilizacje istniejące i rozwijające się wiele milionów lat. Na 7 poziomie wszystkie istoty są jednym i tym samym, są całkowicie niefizyczne, oraz widzą wszystko co istnieje takim, jakim jest naprawdę.

Źródło : http://www.parapedia.pl/polish/index.php

m31

 

1D do 7D (wg. Lyssy Royal)

 

POZIOM 1 (1D)
Świadomość jako punkt; materia.

Można to porównać do świadomości malutkiej cząsteczki energii, której jedynym pragnieniem i celem jest zaistnienie jako materia, bycie zauważoną i doświadczenie swego istnienia.

Pierwotne Pragnienie Człowieka – być kimś

Jest to podstawowy poziom istnienia – stać się materią lub energią. Rozwój świadomości przebiega od postaci cząsteczki, atomu, poprzez gazy, wodę, materię i minerały, aż do ich szlachetnych odmian.

POZIOM 2 (2D)
Świadomość jako linia; rozwój tożsamości grupowej lub gatunkowej.

Brak samoświadomości. Rozwój jej przebiega od prostych gatunków roślin, poprzez drzewa, prymitywne żyjątka, aż do naczelnych, gdzie zaczynają się pojawiać pierwsze oznaki samoświadomości i ego.

POZIOM 3 (3D)
Świadomość objętościowa; ego; linearne postrzeganie czasu, utrata tożsamości grupowej i rozwój tożsamości jednostkowej; umiejętność zapamiętywania przeszłości i przewidywania przyszłości z zachowaniem świadomości teraźniejszości.

Na tym poziomie wyłaniają się istoty ludzkie. Poziom ten tworzy złudzenie podziału, stanowiąc zarazem wezwanie do przebudzenia. Ludzkość przechodzi obecnie okres przejściowy i wkracza powoli w obszar czwartego poziomu, co tłumaczy tak licznie zachodzące teraz gwałtowne zmiany i mnożące się wyzwania dla rasy ludzkiej. Trzeci poziom to częstotliwość najsilniejszego oddzielenia od całości i stąd właśnie płyną nauki o integracji i potrzeba wspólnoty.

POZIOM 4 (4D)
(Plejadanie i inne cywilizacje 4 poziomu) – Nadświadomość; odtworzenie tożsamości grupowej bez utraty tożsamości indywidualnej; cykliczne i płynne postrzeganie czasu; percepcja wielowymiarowa i rzeczywistość wielostopniowa; trudność w zachowaniu wrogo usposobionej świadomości.

W dzisiejszych czasach na Ziemi obszar czwartego stopnia gęstości nakłada się na trzeci. Częstotliwość drgań trzeciego stopnia ulega wzmożeniu i podwyższa się, dlatego występuje u ludzi na całym świecie nasilenie problemów osobowościowych. Gdy jaźń dąży do przejścia w czwarty wymiar, muszą zostać rozwiązane konflikty wewnętrzne, a relacje z innymi – uzdrowione! W tym paśmie częstotliwości panują: odpowiedzialność za siebie, duchowa autonomia i jasność w porozumieniu się. Zanika całkowicie zdolność do ukrywania prawdy, uczuć i myśli. Jest to ostatni poziom, na którym świadomość wyraża się za pośrednictwem ciała fizycznego. Wiele cywilizacji z wyboru spędza długie okresy czasu w obrębie tej gęstości.

POZIOM 5 (5D)
(Przewodnicy i Mistrzowie Duchowi) – Świadomość „ja” jako świadomość zbiorowa; stan czystej energii; brak ograniczeń czasu linearnego.

Na tym poziomie rozumna świadomość poznaje swoje dziedzictwo. To obszar mądrości. Wielu z tej dziedziny z wyboru zostaje przewodnikami duchowymi tych, którzy przebywają jeszcze w ciałach fizycznych. Na piątym poziomie istota utożsamia się ze swą duchową jaźnią i zaczyna być świadoma, kim jest w rzeczywistości, przypomina to proces przypominania. Tu po raz pierwszy występuje nakierowanie na niefizykalność.

UWAGA: Przy przechodzeniu z piątego i szóstego na siódmy poziom świadomości znikają wyraziste rozgraniczenia. Ponieważ obszary te nie są nakierowane na fizykalność, podziały się zacierają.

POZIOM 6 (6D)
Samoistny zakres doświadczania poziomów świadomości, który może objawić się jako świadomość zbiorowa lub zindywidualizowana, lecz mimo to wyrażająca podstawowe cechy świadomości zjednoczonej oraz nieograniczoności.

Często ten poziom nazywany jest obszarem świadomości Chrystusowej. Odpowiada ona postawom, jakich świadectwo dali Chrystus lub Budda. Na tej częstotliwości następuje całkowite przypomnienie i jednostka przyjmuje odpowiedzialność bardziej za całość niż za siebie. Proces ewolucji jaźni i całości staje się jednym i tym samym.

POZIOM 7 (7D)
(Świadomość holistyczna) – Świadomość jako doświadczenie wielowymiarowe. Analogia: rozbite lustro, którego odłamki z powrotem poskładano w jedną, niemal idealną całość, lecz które zachowało pamięć o przeszłym rozdrobnieniu.

Jest to częstotliwość całkowitej jedności lub integracji. Ci, którzy wibrują na tym poziomie, stapiają się w jedno i stają się świadomą całością. Przyciągają do siebie niczym magnes istoty na niższych stopniach gęstości i nadają bieg naturalnemu dążeniu ku integracji. Wytyczają drogę do następnej oktawy doświadczenia.

Egzystencja nie polega na kolejnym przeżywaniu poszczególnych obszarów gęstości. W rzeczywistości istniejemy na wszystkich stopniach jednocześnie. Tę wielowymiarową obecność postrzega wasza dusza, lecz ego nie jest do tego zdolne. Nasza istota przenika raczej wszystkie gęstości na raz, niż ewoluuje krok po kroku.

Jest tak, ponieważ poza obrębem ludzkiego doświadczenia czas nie płynie liniowo. Wszystkie doświadczenia i idee występują jednocześnie. Nie można tego zrozumieć za pomocą intelektu, gdyż intelekt opiera się na wiedzy płynącej z ego, która ma charakter linearny. Można to tylko pojąć wewnętrznymi, alinearnymi, duchowymi zmysłami. „Czas” to wytwór, który stwarza w nas wrażenie, że wykonujesz jedną rzecz po drugiej. Czas linearny pomaga nam również doświadczyć idei podziału i rozbicia, niezbędnej do nauki w trzeciej gęstości (na 3 poziomie świadomości).

Gdybyśmy potrafili rozszerzyć i objąć swoją świadomością wszystkie gęstości na raz, nawiązalibyśmy kontakt z wyższą jaźnią, ze swymi przyszłymi wcieleniami. Jesteśmy nimi wszystkimi jednocześnie. To tylko nasze EGO potrzebuje ciasnych ram rzeczywistości czasu linearnego do porządkowania swego doświadczenia. To po prostu nieodłączny składnik ludzkiego doświadczenia na 3 poziomie świadomości.

Powyższy fragment pochodzi z książki LYSSY ROYAL pt. „MILENIUM”

maxresdefault

 

http://wolnaplaneta.pl/terra/2010/12/15/droga-rozwoju-energii-i-jej-swiadomosci-w-gestosciach-1d-do-7d-wg-lyssy-royal/

 

Trochę inna historia Adama i Ewy.

anunnaki

Anunnaki/Annunaki/Anunaki 

W mitologii sumeryjskiej grupa najwyższych w panteonie bóstw, będących dziećmi boga niebios – Anu, oraz bogini –  Ki.

Termin ‘Annunaki’ odnosi się do istot pozaziemskich, mających przed 450 tysiącami lat przybyć na Ziemię z planety Niburu i dokonać stworzenia człowieka. Głównym propagatorem tej teorii jest azerski pisarz i dziennikarz -Zecharia Sitchin. Dzięki swojej interpretacji starożytnych tekstów, stworzył alternatywną hipotezę o początku rodzaju ludzkiego, oraz ludzkiej cywilizacji.

Źródło : http://www.tajemnice-swiata.pl/sumerowie-i-annunaki/w

W  tym miejscu zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z informacjami na temat bytów zwanych Archontami. Annunaki nie sa naszymi stworcami, oni jedynie przypisali sobie ten zaszczyt i uważaja się za naszych panów – co jest totalnym wypaczeniem prawdy. Sporo na ten temat znajdziecie na stronie http://www.nowaswiadomosc.pl w serii art. zatytułowanych – poradnik przebudzonego.

http://www.nowaswiadomosc.ok/570-poradnik-przebudzonego-cz-1-archonci-pasozyty-umyslu.html

 

Annunaki-ancestors-Transfiguration-Pine-Cone-Enlightenment_zps8b0cbfe9

 

 

_Poszukiwacze złota _

Sumerowie twierdzą też, że bogowie Anunnaki – przybyli na Ziemię w poszukiwaniu złota. Doprowadzili bowiem do tego, że życie na ich planecie stawało się niemożliwe. Musieli chronić ginącą atmosferę. Jedynym rozwiązaniem było rozmieszczenie nad nią warstewek złota jako tarczy. Brzmi to logicznie – współczesne statki kosmiczne również pokrywa się cienką warstewką złota, by chronić kosmonautów przed promieniowaniem. Niezbędne im złoto Anunnaki odkryli na Ziemi i dlatego wysłali na nią swą misję. Początkowo szukali kruszcu w Zatoce Perskiej. Bez powodzenia. Zaczęli więc budować szyby górnicze. Pierwsze z nich,  o głębokości dochodzącej do 16 metrów, powstały w Południowej Afryce. Archeolodzy znaleźli dowody na to, że były wykorzystywane już 35 tys., 50 tys. a nawet 100 tys. lat przed Chrystusem! Na odnalezionych w Niniwie tabliczkach wyryte są rysunki szybów, a także wizerunki bogów, którzy zajmowali się eksploatacją minerałów. O kopalniach tych wiedział również Salomon. Wymieniona w Biblii kraina Ofir, z której sprowadzał złoto, znajdowała się właśnie w Afryce.

Odkrycie to rzuca nowe światło na pochodzenie człowieka. Ostatnio wiele mówi się o tym, że prawdopodobnie Afryka Południowa była miejscem narodzin homo sapiens. W tekstach sumeryjskich czytamy, iż bogowie wydobywali złoto na długo przed pojawieniem się ludzi. A że praca ta była zbyt ciężka, postanowili stworzyć siłę roboczą. I powstał człowiek. Na glinianych tabliczkach zapisana jest historia tego wydarzenia. Otóż najpierw próbowano wykorzystać do tego celu istoty humanoidalne, ale eksperymenty nie powiodły się. Dalsze próby przeprowadzono z małpami człekokształtnymi. Jedna z tabliczek relacjonuje, że jajo samicy małpy zostało zapłodnione przez boga o imieniu Enki i umieszczone w łonie bogini-matki Nimursag. Istoty zrodzone w ten sposób były bezpłodne, miały wady nerek, wątroby, nie mogły utrzymać moczu. Według Starego Testamentu “Adam”, to nie tylko imię pierwszego mężczyzny, ale pierwszej pary ludzi: “Mężczyznę i niewiastę stworzył je i błogosławił im: i nazwał imię ich Adam…” Na glinianych tabliczkach zachowała się także rycina przedstawiająca boga Enki, całą serię identycznych osobników oraz boginkę Ninki, trzymającą na kolanach pierwszego człowieka. Nie zapominajmy również i o tym, że w oryginalnej wersji Biblii, wyraz “bóg” występuje w liczbie mnogiej. A więc pierwszy wers Starego Testamentu “Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię”, powinien brzmieć “Na początku bogowie stworzyli niebo i ziemię”. O tym, że nie byli ziemskiego pochodzenia świadczą teksty na glinianych tabliczkach.

Bogowie ci mogli pokonywać ogromne odległości w Kosmosie dzięki specjalnym pojazdom. Ich piloci nazywani są przez Sumerów orłami. Potwierdziły to wykopaliska i odkrycie wielu płaskorzeźb przedstawiających istoty człekopodobne w uniformach rzeczywiście upodabniających je do orłów. Kim byli ci, którzy zostawili tak niezwykłą wiedzę? Sumerowie nie uważali ich za bogów, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wiedzieli, że są podobni do ludzi. Nazywali ich din-gir co znaczy “sprawiedliwi ze statku kosmicznego”.

Ewa Jarmicka
_________________

Ea_(Babilonian)_-_EnKi_(Sumerian)

_Anton Parks_ autor ksiażki  pt. Dark Secret of the Stars (w wolnym tłumaczeniu – Mroczny sekret gwiazd), pierwszą część zaskakującej trylogii, którą trudno zaszufladkować. Epicka, mitologiczna saga łącząca science fiction i fantasy, czy może historyczna książka ujawniająca nam wiele tajemnic, które miały miejsce na Ziemi przed pojawieniem się ludzkości? Co poprzedzało i poprowadziło do nastania cywilizacji ludzkiej? O czym mówią w zasadzie prawie całkiem niezrozumiałe i czasem sprzeczne historie w Biblii oraz innych tekstach, jak Biblia Słowiańska, Zwoje znad Morza Martwego czy Ewangelie z Nag Hammadi? Autorzy tacy jak René Boulay (Latające węże i smoki, wydane przez The Book Tree) czy Zecharia Sitchin (Dwunasta Planeta, wydane przez Louise Courteau Editrice) zdołali rozszyfrować niewielką część niezliczonych tekstów klinowych znalezionych w starożytnych ruinach akadyjskich, sumeryjskich i asyryjskich; zaczęli korzystać z powszechnie dostępnych kluczy, często niewiarygodnych, aby zrozumieć i wyobrazić sobie tą odległą przeszłość. Wydaje się jasne, iż “bogowie”, którzy położyli fundamenty pod ziemską cywilizację, w większości byli istotami gadoidalnymi. Boulay omawia w swojej książce wszystkie teksty, kroniki historyczne i “mity” mówiące, iż pierwszymi istotami, które położyły fundamenty pod inteligentne życie i cywilizację, były smoki. Nie rodzaj dinozaurów czy innych jaszczurów, lecz humanoidalne stworzenia pokryte łuskami, posiadające parę rąk, nóg i czasem skrzydeł. Ich opisy znajdujemy w kronikach chińskich, sumeryjskich, indyjskich (Mahabharata) i egipskich, a także na płaskorzeźbach w Ameryce Środkowej i Południowej. Często te istoty opisywane są jako zbawienne (szczególnie w Chinach). W starożytnym Sumerze są #8222;bogowie” i dobroczynni kolonizatorzy postrzegani jako obrońcy ludzkości (jak Enki) lub jako okrutni despoci (jak Enlil).Znaczenie smoków i innych gadów wzrosło w średniowieczu, w którym to historie o rycerzach stawiających czoła smokom w jaskiniach (szczególnie w Anglii) i wieśniakach korzystających ze szczodrości i ochrony tych stworzeń (południe Francji) uważano za prawdziwe. Wielu archeologów i specjalistów od sumeryjskich tekstów jest zakłopotanych dużą liczbą spójnych przekazów mówiących, iż bogowie przybyli z głębi kosmosu na ognistych rydwanach, aby zasiedlić Ziemię. Chcą postrzegać je jako metafory i przypowieści symbolizujące wieczne zmagania pomiędzy destruktywnymi i konstruktywnymi impulsami ludzkości wobec natury. Inni, jak Boulay i Sitchin, zdecydowali się nie interpretować tych tekstów, uznając je za relacje dotyczące rzeczywistych wydarzeń.
Zrozumienie oblicza ludzkości tamtej ery rzuca nowe światło na stan ówczesnego rozwoju technologicznego. Anton Parks kontynuował pracę Sitchina i Boulaya, posuwając ją znacznie do przodu. Pokazuje nam na przykładach, że gadzie pochodzenie jest wszechobecne dzisiaj w wielu animistycznych grupach etnicznych, szczególnie w Afryce
(Mali) – poprzez wyraźne odniesienia do obecności tych gadzich istot. Nie chcąc ujawniać zawartości trylogii w wywiadzie, autor, bardzo bliski gnostyckim koncepcjom, wyjaśnia jak i dlaczego systemy autorytetów i wierzeń oraz hierarchia patriarchalna trzymają w ryzach naszą cywilizację. Zabójczy konflikt, z którego zawsze zdawaliśmy sobie sprawę i który zdaje się nasilać oraz nastanie Nowego Porządku Świata (zapowiedziane przez Georga H. W. Busha 11 sierpnia 1991, 10 lat przed 11 września), mogą być konsekwencjami decyzji podjętych kilka tysięcy lat temu. Według Parksa, gadzi „bogowie” ze starożytnego Sumeru nie są naszymi twórcami (jak mówi Sitchin), lecz naszymi ponownymi kreatorami. Przywłaszczyli sobie część puli genów, „wzięli zakładni i odwrócili uwagę od własnych ambicji w dążeniu do władzy. Jak gromadził te wartościowe informacje tak konsekwentnie? Skąd wzięła się ta wizja?
Język i sumeryjskie kroniki tej antycznej cywilizacji pojawiły się dosłownie znikąd, tak jakby nagle nastąpił niewytłumaczalny technologiczny przełom. Temat ten zasługuje na osobną książkę.Anton podchodzi ostrożnie do pewnych aspektów swojej książki, ale to również żadna tajemnica – odkąd ukończył 14 lat, doznawał wizji światów, galaktyk, cywilizacji i dziwnych istot. Po wątpliwościach dotyczących swojego zdrowia psychicznego, zadał sobie pytanie,
czy nie były to wizje nieprawdopodobnej przyszłości. Wiele lat później, zdobywając wiedzę o sumeryjskiej cywilizacji, Anton dostrzegł, że jego wizje korelują z faktami historycznymi.
Niewiarygodne? Być może. Dla tych, dla których ścisła i szczegółowa relacja Antona Parksa jest niewiarygodna, Dark Secrets of the Stars pozostaje epicką sagą, która zadowoli miłośników tajemnic.

                               Annunaki-ancestors-Transfiguration-Pine-Cone-Enlightenment_zps8b0cbfe9
WYWIAD Z ANTONEM PARKSEM
Karmaone: Opowiedz nam o swojej podróży. Twoja pierwsza książka, The Dark Secret of The Stars, mówi nam wiele nie tylko o sumeryjskiej cywilizacji, lecz także o gadach i innych międzywymiarowych istotach. Piszesz bardzo ściśle i szczegółowo.
Anton Parks: Odkąd pamiętam, byłem raczej cichym dzieckiem, oprócz tego, że zawsze byłem przemądrzały, co czasem powodowało problemy w relacjach ze światem, szczególnie w dzieciństwie. Wychowałem się w chrześcijańskim środowisku. Jak wielu, przyjmowałem komunię i akceptowałem katechizm. Wszystko zaczęło się w 1981, gdy miałem 14 lat. W maju tamtego roku, z zupełnie nieznanych mi przyczyn, otrzymałem pierwszy przebłysk. Jak to wyjaśnić w prostych słowach…? Powiedziałbym, że to pojawiało się nagle, o dowolnej porze dnia. Nigdy nie miałem kontroli nad tym zjawiskiem. Z tego powodu nie sądzę, że był to channeling, ponieważ, o ile się nie mylę, kanał sam decyduje o otrzymywaniu informacji i nawiązuje kontakt tylko w stanie relaksacji. Zdaję sobie sprawę, że ślepe poleganie na channelingu nie jest zbyt sensowne. Mam z tym problem, ponieważ jest tylu wspaniałych ludzi postrzeganych jako szarlatani w tym środowisku. Jest wielu szczerych ludzi, którzy czasem błędnie interpretują otrzymywane informacje. Na samym początku, pierwszy przebłysk pojawił się niepewnie i z czasem „wizje” wzmocniły się bez mojego przyzwolenia.
Po 5 lub 6 miesiącach, częstotliwość ich pojawiania zwiększyła się, do jednego do trzech zdarzeń dziennie. Jest jedna rzecz, którą muszę wyjaśnić. Światło wydawało się być katalizatorem całego procesu. Kiedykolwiek zjawisko się manifestowało, zawsze było
powiązane ze światłem w otoczeniu, w którym się znajdowałem. To oznacza, że kiedy wizja się pojawiała, miała takie same spektrum jak światło w miejscu mojego pobytu. Było to subtelne połączenie, którego do dzisiaj nie potrafię w pełni wyjaśnić. Te przebłyski wyglądały jak strugi światła pochodzące „z góry” i wkraczające we mnie na czubku mojej głowy, tam gdzie umiejscowiona jest siódma czakra. Każde takie zdarzenie odłączało mnie od rzeczywistości i słało wysokiej jakości dźwięk i wizję. Otoczenie wydawało się być „kompletne”, często z tymi samymi postaciami, bez względu na to, gdzie w danym momencie się znajdowałem. Tak jak powiedziałem, to mogło pojawić się kiedykolwiek, niezależnie od gęstości światła. Zjawisko często występowało kiedy byłem w towarzystwie przyjaciół lub znajomych. Czas zatrzymywał się wokół mnie, a ja obserwowałem sceny trwające 2, 5 lub 10 minut! Wydedukowałem, że dla nich musiało to wyglądać co najwyżej na kilkusekundową nieobecność.
Karmaone : Jak reagowałeś wtedy na to wszystko?
Anton Parks : Pierwszy rok był bardzo trudny. Czułem się jak wariat. Obrazy, które otrzymywałem, wyglądały jak czyste science fiction. Czy ja sam sobie to wszystko wysyłałem? Skąd mogłaby pochodzić taka wiedza? Czytałem bardzo niewiele, a już z pewnością żadnego science fiction. Postacie mówiły nieznanym językiem (o którym wiem teraz), ale nie miał on nic wspólnego z francuskim. Dopiero w późnych latach dziewięćdziesiątych, po wielu niezwykłych zdarzeniach, zdałem sobie sprawę, że był to sumeryjski, lub raczej język z którego pochodzi sumeryjski… Minęło kilka miesięcy, zanim zdecydowałem się porozmawiać z moją matką. No wiesz, czternastolatek otrzymujący tego rodzaju obrazy może sprawiać wrażenie osoby z głębokimi zaburzeniami osobowości. Na szczęście – to prawdopodobnie nie przypadek – miałem bardzo dobrego słuchacza i ogromne wsparcie ze strony matki. To nigdy nie zdarza się przypadkiem w rodzinie. Pewnie nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale taka jest rzeczywistość. Wierzę w reinkarnację. Przed narodzinami, zależnie od tego, czego jeszcze chcemy doświadczyć, wypełniamy „formularz” i wybieramy zarys swojego przeznaczenia. Nikt nie robi tego za nas, nie szukajcie ukrytych władców! Nasi przewodnicy mogą czasem naprowadzić nas na inną ścieżkę, ale każdy z nas, bez wyjątku, wciąż ma wybór.
Kiedy jesteśmy „tam”, pomiędzy dwoma żywotami, nasi przewodnicy dają nam rady i nie wahają się powiedzieć nam, jeżeli nasze decyzje były zbyt „zachłanne”. Problem w tym, że jesteśmy bardzo uparci i pełni witalności przed „upadkiem”. Często mówi się: będę w taki czy inny sposób ważny, poznam jakąś szczególną osobę (często już znaną). Wszystko jest możliwe i ujmując to w pojęciach absolutnych – czas pomiędzy dwoma żywotami jest czasem połączenia z naszą totalną jaźnią. Zasłona jest częściowo uchylona, życie i śmierć są jednym i nie wytwarzają żadnego strachu. Idylliczne, nieprawdaż? W każdym bądź razie, nasze pochodzenie jest często zapominane przed „upadkiem”. Osobiście, czuję obecność kogoś lub czegoś – właśnie to dało mi stabilizację.Ci, którzy byli wystarczająco cierpliwi, aby przeczytać moją pierwszą książkę, pewnie zauważyli bezwzględność pewnych fragmentów tekstu. Życie, które opisuję, jest całkiem bezlitosne. Nie wiem, czy jestem bezpośrednio związany z tą historią i czy kiedyś byłem postacią zwaną Sa’am, ale kiedykolwiek dochodził do mnie przebłysk, byłem w jego ciele! Muszę o tym opowiedzieć. To jest części historii, w której Sa’am był właścicielem kryształu. Czy miałem bezpośredni kontakt z zawartością kryształu? Relacja Sa’ama mającego wiele wspólnego z tym kryształem (Gírkù) i większością jego filarów – co to oznacza? Zadawałem wtedy wiele pytań i prawie zwariowałem. Moje ego pewnie chętnie powiedziałoby „TAK! Byłem tą istotą.”. Z mojej strony wygląda to bardziej przeciętnie – po prostu nawiązałem kontakt z istotami, które miały kryształ, chociaż te dwiemożliwości nie wykluczają się.Krótko mówiąc, nieistotne czy byłem tą istotą z płetwiastymi rękoma, która miała na imię Sa’am, czy nie. Wszystko to odmieniło moje życie wystarczająco, żeby stwierdzić, że nie był to przypadek. W 2001 czy 2002, kiedy wreszcie podjąłem się opisania tej historii, moje socjalne i emocjonalne życia dosłownie rozpadły się! Odkryłem, że jestem „na krawędzi”, o krok od porzucenia swojej drogi. Mam wielkie szczęście, ponieważ jestem wspierany przez niektórych członków mojej rodziny, wiernych i niezwykłych przyjaciół, a teraz także przez swojego wydawcę, który wierzy w ten projekt. No wiesz, kiedy obieramy taką drogę, jesteśmy strasznie samotni. Myślę, że jest to konieczność. Mam najwyraźniej wiadomość do przekazania. Robię to wszystko dla swoich czytelników i oczywiście dla siebie samego, ponieważ w ten sposób zrzucam z siebie wielki ciężar. Prawdopodobnie wybrałem otrzymywanie tych informacji i przekazywanie ich dalej tym, którzy chcą usłyszeć. Bez intencji wpływania na kogokolwiek, jestem przekonany całym sobą, że ta historia jest prawdziwa. Mam sumienie i wiem ile kosztuje oszukanie swojego bliźniego, bowiem „u góry”
nie ma większej zbrodni! Historia ta zawiera się w trzech tomach i jest ścisłym opisem mojej dziesięcioletniej pracy.
Karmaone : Dlaczego nie otrzymujesz już przekazów? Co się stało?
Anton Parks : Po prostu pochłaniały zbyt wiele mojej przestrzeni życiowej. Żyłem prawie 18 lat z niezwykłą kobietą. To było całkiem „kartezjańskie”, musiałem lawirować pomiędzyprzekazami i codziennym życiem. Kilkanaście lat po pierwszych wydarzeniach poczułem,że nie będę mógł „normalnie” żyć, jeżeli pozwolę tym przebłyskom dalej niszczyć swoje życie. Zacząłem wtedy wreszcie cieszyć się życiem. Tak jak mówiłem, nie doświadczam już tego zjawiska. Wcześniej byłem więźniem. Przemęczenie zmusiło mnie do zaprzestania otrzymywania, więc zrobiłem wszystko, żeby zatrzymać ten proces. Ale mechanizm był tak mocno zakorzeniony, że to nie zniknęło w ciągu jednej nocy. Przez tygodnie i miesiące zjawisko słabło, obrazy stawały się coraz mniej wyraźne, a dźwięk był łatwiejszy do zniwelowania. Porównałbym ten proces do słabnących zakłóceń radiowych. Po czterech lub pięciu miesiącach zjawisko kompletnie zniknęło; to był początek roku 1991, trwała wtedy I wojna w Zatoce Perskiej! Potem próbowałem wieść zwyczajne życie, po cichu porządkując sobie wszystkie informacje i nie wiedząc zbytnio, co z nimi zrobić. Krok po kroku odkrywałem książki traktujące o podobnych kwestiach. To doprowadziło mnie wprost do sumeryjskich tablic. Prawdziwym szokiem dla mnie i dla moich znajomych było odkrycie tych dokumentów i fakt, że przekazują bardzo podobne treści do tych otrzymywanych przeze mnie. Interesują mnie Sumerowie i to właśnie doprowadziło mnie do odkrycia językowego kodu „bogów”. Bez „przebłysków”, nigdy nie odkryłbym i nie zdekodował tego tak szybko..
Karmaone : Czy byłeś w stanie zweryfikować wiarygodność Twoich informacji konfrontując je z pracą badaczy, którzy pracowali nad wieloma sumeryjskimi tekstami? Jakie były najbardziejzaskakujące zbieżności pomiędzy Twoimi poglądami i analizą tekstów autorów takich jak Sitchin? Czy spotkałeś się z pisarzem bardziej wiarygodnym od innych?
Anton Parks : Tak i nie. Oczywiście kiedy już odkryłem korelacje pomiędzy moimi
przekazami i sumeryjskimi tablicami, starałem się zdobyć jak najwięcej dokumentacji.
Zapoznałem się z tłumaczeniami Samuela Kramera, Jeana Bottéro, Marie-Joseph Seux,
Thorkilda Jacobsena oraz René i André Labat Caquot. Natychmiast zauważyłem, że często różniły się od siebie. Jednakże, główna zbieżność pozostaje taka sama; moja rodzina i ja dostrzegliśmy zaskakujące podobieństwo pomiędzy moimi wizjami i historią pojawiającą się na glinianych tablicach, z których niektóre miały więcej niż 5 czy 6 tysięcy lat! Z drugiej strony, zrobiłem wszystko, żeby nie zagłębiać się zbytnio w tłumaczenia, ponieważ nie chciałem naruszać historii, którą otrzymałem – wiele nowych elementów nie przystawało do niej. Patrząc na to wszystko przez pryzmat podobieństw, istnieje wiele wspólnych
elementów, takich jak klonowanie, które jest szczegółowo opisane w starożytnych tekstach i które zauważyli współcześni pisarze, tacy jak Zacharia Sitchin, R. Boulay i David Icke.
Książka skupia się głównie na wszystkim co otacza głównego bohatera, zwanego Sa’am w pierwszym tomie i występującego pod innymi imionami na Ziemi. Nie mogę obecnie mówić o tym w obawie przed ujawnieniem pewnych istotnych szczegółów dotyczących drugiej pracy, która jeszcze nie została opublikowana.
Karmaone : Wiele uwagi poświęcasz pracy nad językiem, nad dekompozycją sumeryjskich słów, żeby zbadać ich znaczenie i związki z niektórymi słowami języków współczesnych.
Swoją pracę opierasz na intuicji i dokumentacji, czy może pewne elementy tego języka są „zawarte” w Tobie?
Anton Parks : Tak jak mówiłem wcześniej, kiedy otrzymywałem te informacje, zauważyłem, że język ten nie miał nic wspólnego z francuskim, nawet jeżeli chwilowo rozumiałem go, tak jakby był to mój rdzenny język. Kodyfikacja języka była bardzo intensywna z powodu obecności kasty wśród Gina’abul (jaszczur[y] po sumeryjsku). Przez parę lat myślałem, że to hebrajski, ale kilka moich „bohaterskich” rekonesansów tego języka nie doprowadziło do konsolidacji z jego sylabariuszem (sylabariusz – rodzaj alfabetu, w którym pojedyncze znaki reprezentują całe sylaby, a nie pojedyczne głoski). Dopiero znacznie później, gdy lata dziewięćdziesiąte zmierzały ku końcowi, trop doprowadził mnie do sumeryjskiego. Było już „po wszystkim”. Próbowałem nadać początek i koniec informacjom, które otrzymałem podczas wszystkich tych lat. Kiedy zacząłem pisać swój pierwszy sumeryjski sylabariusz, od razu zdekodowałem pewne biblijne pojęcia – i okazały się one poprawne. Aby zdekodować dane słowo, trzeba znać kontekst, który doprowadził do powstania konkretnego pojęcia.
Weźmy na przykład sumeryjskie słowo Gina’abul (jaszczur[y]) -Rozbity na mniejsze części, daje GINA-AB-UL, tudzież „prawdziwy[prawdziwi] przodek [przodkowie] splendor[u]”. Kiedy ktoś zrozumie próżność, jaką opisuję w swoich książkach, taka nazwa rzestaje być zaskoczeniem! Rozważmy inny prosty przykład: imię „Adam” nie jest, jak chcielibyśmy wierzyć, hebrajskie i wywodzące się ze słów „Adam” (Glebe) oraz „adom” (czerwony). Wciąż jestem zaskoczony, że żaden autor nie zauważył, iż pojęcie to istnieje w sumeryjskim jako Á-DAM i oznacza „bydło, zwierzęta, stada” lub „zbiór, przygotowanie, instalację lub kolonizację”, tudzież formę słowa „narzucać”! Jeżeli Á-DAM był używany do wyznaczania osób, oznaczał „bydło, zwierzęta, zebrany, elitę władzy, instalacje”, lub „skolonizowanych, okaleczonych”. Idea niewolnika totalnie podległego „bogom” zawiera się w ekwiwalencie pojęcia Á-DAM, akadyjskim Nammaššû, które fonetycznie tłumaczy się
na sumeryjskie NAM-MAS-SU. Dosłownie oznacza to – „połowa porcji do zapłaty”. Myślę, że nie możemy być bardziej szczegółowi!
Karmaone : Paul Von Ward, amerykański pisarz specjalizujący się w badaniach nad
starożytnymi cywilizacjami i pracujący nad hipotezą wpływu istot pozaziemskich na owe cywilizacje wierzy, że starożytne języki, jak sanskryt, akadyjski czy sumeryjski, są pozostałościami języków, których nauczyliśmy się od tych obcych przybyszów. Języki te wyposażone są w prawdziwą siłę: kreatywną moc, magiczną i ewokatywną. Według Von Warda, cała ta wiedza została utracona. Co o tym sądzisz?
Anton Parks : Prawdziwa moc, którą jestem w stanie rozpoznać, to głównie konsolidacja władzy, co wyjaśniłem szczegółowo w swojej pierwszej książce. Kluczowe słowa z pierwotnych języków, takich jak chiński, hebrajski, grecki, łaciński, germański i rdzenno- amerykański, mogą zostać rozbite na sumeryjskie i akadyjskie sylaby. To prawdopodobnie będzie spore wyzwanie dla lingwistów, ale myślę, że opisałem tą kwestię bardzo szczegółowo w pierwszym tomie. Ja i mój wydawca zdecydowaliśmy o umieszczeniu wszystkich numerów sylab i akcentów, które rozbiłem, więc każdy głodny wiedzy może skontrolować moją pracę.Dla tych, którzy nie czytali The Dark Secret of the Stars – sumeryjski sylabariusz (język Emenita [męski]) używany był tylko przez męskich osobników Gina’abul. Kobiety, kreując cały sylabariusz Gina’abul, umiejętnie żonglowały elementami sumeryjskiego i akadyjskiego.
Zestaw ten uformował tzw. Emesa – matrycę językową. Dlaczego język (i sylabariusz) akadyjski w pełni uformował się po sumeryjskim? Odpowiedź na to znajdziecie w tomie trzecim – Rising Nebheru (L’Eveil de Nebheru).
Karmaone : Zecharia Sitchin przedstawił „Anunnaki” jako pojedynczą rasę, monolitycznągrupę złożoną z kilku klanów tej samej rodziny, która sprzeciwiła się Enki, Enlilowi, itd. W każdym razie, czytając Twoją książkę zdajemy sobie sprawę, że ta historia jest dużo bardziej skompikowana. Istoty, które przybyły na Ziemię, reprezentują kilka różnych ras, z których niektóre pochodzą nawet z innych wymiarów – mamy rasę jaszczurów, określanych mianem Gina’abul, mamy także rasy Sutum, Amašutum, Kingú, MusGe, itd. Czy mógłbyś opisać te klany i rasy, oraz wyjaśnic, czy fizjonomia tych stworzeń różni się od naszej i skąd one pochodzą? Jakie jest precyzyjne „położenie” Anunnaki? Dlaczego sumeryjskie tablice odnoszą się w szczególności do tych istot?
Anton Parks : Szanuję Zecharię Sitchina, jest on prekursorem na tym polu. Dzięki niemu wielu ludzi zaznajomiło się ze światem Mezpotamii. Jego duch dedukcji i występy często prowadziły do bardzo ciekawych wniosków. Jednakże, czy on i inni pisarze są zaangażowani w badanie pochodzenia Nungal (planiści naszej rasy; Ci, którzy którzy bez pozwolenia Yahvé współżyli z ludzkimi kobietami) Enkiego (po akadyjsku – Igigi)? Czy są zainteresowani rodowodem Kingú, Imdugud (Anzu) i MusGe? Szybko przekonali się, że to nie jest powiązane z linią rodową Annuna. Inne pojęcia jak Amašutum czy Mìmínu nie pojawiają się na tablicach, jednak w swojej książce poświęcam im również sporo uwagi.
Wszystkie te szczepy, należące do Gina’abul, często różniły się wyglądem zewnętrznym. Na przykład MusGe („wściekły wąż”) to skrzydlate smoki. Znani są również pod asyryjską nazwą „Pazuzu”. Mogą poruszać się bezproblemowo w pierwszych trzech wymiarach. Mìmínu to pozaziemskie istoty, znane jako „Szaraki”. To pojęcie znane jest pośród Dogonów z Mali i oznacza „mrówkę”. Jeżeli chodzi o Kingú (pojęcie identyfikowane z akadyjskim Quingu), są oni rdzeniem królewskiego szczepu Gina’abul. Tłumaczone na sumeryjski, daje KIN-Gu, „ziemski ład (lub regionalny)”. Kingú byli w stanie wojny z twórcami Anunna, czyli Ušumgal („Wielki Smok”, nazwa przyjęta później przez Sumerów, odnosząca się do ich bogów i władców). Kingú dzielili się na 3 różne typy – białych (wielkich członków rodziny królewskiej), czerwonych (wojowników-czyścicieli) oraz zielonych (ludzie, także wojownicy).
Akadyjskie tablice przedstawiają Quingu jako współwinnych wojny z Anunna razem z Królową Tiamat(a). To wojna, w których szczepy Gina’abul oddzieliły się od siebie. To wojna, która doprowadziła Anunna do Ziemi. Z tego powodu ci wygnańcy zostali określeni mianem Anunnaki („Anunna Ziemi”). Większość sumeryjskich tablic przedstawia przygody Anunna na niebieskiej planecie. To rodzaj ody, mówiący o wojownikach Anunna. Jest długi i szczegółowo opisuje ich własność, skupiając się zwłaszcza na ich genetycznej kontroli nad ludzkością. Stworzyli „stado hodowlane” dla własnej przyjemności, ponieważ Anunnaki są raczej leniwi! W ten sposób postrzegani są jako „bogowie” (lub nawet Bóg) przez ludzkość.
Ale prawdziwy Bóg jest gdzie indziej, a jego „anielscy wysłannicy” nie są daleko..
Zainteresowani aniołami i wysokimi wibracjami nie powinni zapominać, że we Wszechświecie przeciwieństwa zawsze się przyciągają, tworząc jedność
Karmaone : Dokładnie. W swojej książce wspominasz o istnieniu kasty „planistów”, zwanej Kadištu. Kim oni są? Reprezentują jakąś szczególną rasę, czy raczej społeczność istot pozaziemskich różnego pochodzenia? Jak blisko są Źródła i jaka jest ich rola? Mówiąc o Źródle, masz na myśli uniwersalne źródło wszystkiego, całego Wszechświata?
Anton Parks : Kadištu są wysłannikami Boga, od którego wszyscy pochodzimy. Odnajdujemy to pojęcie w akadyjskim „Qadištu”, które przywołuje kapłankę wysokiego szczebla.
Sumeryjski ekwiwalent tego pojęcia, NU-GIG, oznacza „zdrowy”, tudzież „wizerunek zła”. W oczach mieszkańców Mezopotamii Qadištu oznaczało święta prostytutkę. W pierwszej książce kładę duży nacisk na rolę płci i jej związek z boskością. Trzeba pamiętać o tym, że w mniemaniu Gina’abul kobiety (kapłanki Amašutum) są wysłanniczkami Źródła, a także częścią Kadištu. W związku z tym nie powinno dziwić postrzeganie tych kapłanek jako „wizerunku zła” (razem z Ewą, która jest cielesną grzesznicą, ponieważ zapoczątkowała rozróżnianie dobra i zła) oraz jako „zdrowych” (ponieważ znały zalety świętej seksualności, która leczy wszelkie choroby). Akadyjskie Qadištu przetłumaczone na Emesa (język- matryca), daje KAD4-IS7-TU, czyli „starożytne zgromadzenie [zgromadzenia] życia”. Pojęcie to jest także pokrewne łacińskiemu „Caduceus” (Kaduceusz – przedstawiany w postaci kija, oplecionego parą węży, z parą skrzydełek na szczycie; w dniu dzisiejszym używany jako symbol medycyny). Niezależnie od tego, czy mowa tutaj o kapłankach wysokiego szczebla,
tradycjach akadyjskiego Qadištu, lub o Kadištu (planistach), występuję tutaj silny związek z sekretną czakrą, symbolizowaną przez kaduceusz. Umiejętne sterowanie wszystkimi czakrami pozwala na wzrost świadomości, która nie chce męskich Gina’abul sterujących tym światem zza kurtyny przez tysiąclecia!Społeczność Kadištu jest w stanie konfliktu z większością Gina’abul w mojej historii. Lub raczej społeczność różnych pozaziemskich ras. Jej rolą jest zjednoczenie gatunków naszego świata w imię źródła wszystkich rzeczy, którena Ziemi postrzegane jest jako Bóg. Kadištu są bardzo potężni, ale mają podstawową zasadę, którą się kierują – nie mogą ingerować w sprawy istot o niższych wibracjach, które ewoluują. Obecnie ludzkość nie kontaktuje się z takimi istotami, ponieważ radzi sobie z Anunna. Na nieszczęście dla tych, którzy sterują naszym światem z ukrycia,ludzkość przechodzi gwałtowne zmiany i niedługo „wskoczy” do innego wymiaru. To historyczny moment, niecierpliwie oczekiwany od dawna. Kadištu obserwują nas bardziej niż kiedykolwiek. Wysyłają wiadomości poprzez ludzi, z którymi kontaktują się bezpośrednio (abdukcja), lub pośrednio (kontakt telepatyczny), chociaż pozostają czujni, ponieważ większość ludzi, z którymi kontaktują się w ten sposób, działa w dobrej wierze, ale często interpretuje przekazy w niewłaściwy sposób. Proszę zauważyć, że szaraki również zajmują się abdukcjami, zwykle będąc na usługach Gina’abul. Kadištu są w pewnym sensie Elohim z Biblii, tudzież boskimi aniołami (ze Źródła). Egzystują w wyższych wibracjach i bardzoniewielu z nich może poruszać się w trzecim wymiarze, doprowadzając do bezpośredniego kontaktu i wyjaśnienia celu ich przybycia. Sumerowie nazywali ich „Angal” – proszę zauważyć pokrewieństwo tego pojęcia z angielskim „angel” (anioł).
Karmaone : Mówisz o istnieniu kilku wymiarów, które miałyby być „nałożone” na nasze trzy wymiary, mniej więcej tak jak ciastko francuskie. Czy mógłbyś wyjaśnić na jakich poziomach egzystują jaszczurze rasy i w jakim my jesteśmy położeniu w odniesieniu do nich?
Anton Parks : Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę wyjaśnić kilka rzeczy. W Adam Genisis napotykamy na schemat opisujący KUR i dodający do niego dwuwymiarowy środek.To zbytnie uproszczenie Kigali („Grande Terre”), które złożone jest z KI (trzeci wymiar) oraz KUR, które zawiera w sobie niższe wymiary. KI jest wymiarem, w którym obecnie ewoluuje ludzkość na Ziemi. KUR jest niewidzialny dla istot ewoluujących w KI, ponieważ znajduje się poza trójwymiarową percepcją. KUR jest rdzeniem systemu wywodzącego się bezpośrednio z ideologii Gina’abul. Ukryte znaczenie można odczytać rozkładając wyraz KUR na człony KU-UR. W efekcie uzyskujemy „opasany fundament” lub „podstawę fundamentu”. Opisując KUR, zacznę od góry. Najpierw mamy KUR-GI-A. Bezpośrednie tłumaczenie tego pojęcia ujawnia, że to przejściowy wymiar, w którym pozostają dusze do momentu powrotu do Źródła, lub do Angal (zlokalizowanego na szczycie KI i KUR). Następnie – KUR-GAL (drugiwymiar), to znaczy Grand KUR – równoległy świat, w którym niektórzy Gina’abul budują swój dom na Ziemi. Zaraz poniżej znajduje się kolejny wymiar, czyli KUR-NU-GI (KUR bez powrotu). Rozbicie tego wyrazu na sylaby ujawnia bez cienia wątpliwości, iż jest to podstawowa częstotliwość, w której gubią się dusze. To miejsce, gdzie byty „blokują się” – stamtąd pochodzą duchy. Sumerowie postrzegali KUR-GI-A i KUR-NU-GI jako dwie reprezentacje piekła.
Mamy również KUR-BALA (pierwszy wymiar, najniższy ze wszystkich). Według Sumerów i tablic, to miejsce jest „poza”, ale jego dokładne tłumaczenie to „królestwo lub dynastia KUR”.
Na Ziemi KUR-BALA jest źródłem wielu podziałów i walk pomiędzy Gina’abul. Ten, kto panuje nad KUR-BALA, panuje również nad pozostałymi dwoma wymiarami (KUR-GAL i KI).
Władca KUR-BALA to dosłownie „wszystko widzące oko na szczycie odwróconej piramidy”, ponieważ posiada bezpośredni wgląd w KUR-GAL i KI! Dlatego na tablicach KUR (lub KUR-BALA) często jest przedstawiany jako „wróg w świecie, w którym panuje wieczny chaos”.
Pierwsze trzy wymiary tworzą rodzaj odwróconej piramidy, w której KI symbolizuje podstawę, a wymiar KUR-BALA szczyt. Z tego szczytu, każdy ma powiększające światło (tak jak szkło powiększające) na wszystkie wymiary aż do KI. Działa to również w drugą stronę, w dokładnie taki sam sposób. Stąd idea, że Bóg (Źródło) wie i widzi wszystko.Karmaone : W swojej książce piszesz o drzewie życia, jednocześnie odnosząc się do ogroduEden i tak zwanego węża kusiciela. Jakie jest prawdziwe znaczenie tej dziwnej, enigmatycznej historii, opisanej w Księdze Rodzaju?
Anton Parks : Nie mogę udzielić wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ ta
kwestia zostanie dogłębnie wyjaśniona w drugiej książce, Adam Genisis. Mogę jednak podać kilka ciekawych faktów na temat węża i jego kumpla, z którym Szatan jest często błędnie utożsamiany.
Po wielu perypetiach, Wysoka Rada Anunna jest zobowiązana do genetycznej „produkcji” człowieka, który będzie pracował dla „bogów”. Ci ludzie nie są identyfikowani jako Á-DAM (zwierzęta), lecz raczej jako Lůlů, to znaczy „mieszańcy”. Enki – syn An i Mamítu-Nammu, który przeprowadza przymusowo ową produkcję dla kasty rządzącej, Annuna – nie chce widzieć swoich genetycznych tworów jako Á-DAM (zwierzęta). Stopniowo zmienia więc niewolników w niezależne istoty. Pierwszy „wzorzec” zaprojektowany do pracy był androgeniczny. Enki „przecina” ów wzorzec na pół, tworząc mężczyznę i kobietę. Gliniane tablice przedstawiają tą sytuację następująco:Co widzimy? Enki pojawia się po lewej stronie. Dookoła niego węże (symbol kreacji i płodności), które trzęsą się rytmicznie. Możemy wysunąć wniosek, że wąż z Biblii to właśnie Enki-genetyk, znany również jako Nudímmud klonujący. Następnie zauważyć można obokniego gwiazdę ze strzałą skierowaną w dół. Gwiazda symbolizuje pojęcie DINGIR (bóg), a strzała „otchłań”, „dno”, co potwierdza, że „bóg” Enki jest dobry, ponieważ dzieli Abzu, podziemie. Amid „budzi” kobietę, która, jak widać, nie powstała z żebra Adama, lecz z czegoś w rodzaju kotła, który może łatwo dostosować się do sztucznej matrycy. Co dziwne, kocioł ten jest podobny do archaicznego sumeryjskiego znaku, który jest powiązany z żeńskim demonem Lilů (Lilith). Lilith symbolizuje choroby i zło. Czy stare, rabiniczne legendy nie mówią, że pierwszym towarzyszem Lilith był Adam? Poza tym, mężczyzna kieruje w stronę kobiety gałąź drzewa, która kończy się w waginie. Symbolika jest oczywista! Ale najciekawszą rzecz znajdujemy po prawej stronie – wściekły władca wymachujący swoimi podwójnymi widłami. Pośród Sumerów, widły symbolizują władcę połączonego z ziemią (glebą). Możemy bezproblemowo powiązać tą postać z „Satam” (szatanem), czyli z władcą terytorialnym lub władcą państwa. A kto jest „największym” Satam spośród Anunna? Enlil, oponent Enkiego!
Słowiański manuskrypt Adama i Ewy (Biblioteka Narodowa w Sofii, nr 433) wskazuje, że Szatan rościł sobie prawo do posiadania Ziemi(swobodne tłumaczenie – przyp. tłum.):„Moja jest Ziemia, podzielone są niebo i raj. Jeżeli staniesz się człowiekiem, którynależy do mnie, będziesz pracował na Ziemi…”Inne biblijne teksty, takie jak Ewangelia wg św.Mateusza (4, lub św. Łukasza (4,6) sugerują dokładnie to samo. Całkiem zabawny jest fakt, że to „Bóg” przyłapuje węża „uczącego” Adama i Ewę w Edenie. Dlaczego nie Szatan?
Innymi słowy – ogród powinien należeć do Szatana, a nie do Boga. Sumerowie kochają symbolizm. Wracając do tablicy – pod Satam znajdujemy Gullum (kota). Kot często uważany był za szkodliwe zwierzę. Na taką ideologię napotykamy również u Sumerów – rozbijając wyraz Gullum na mniejsze człony, uzyskujemy GUL (zniszczyć, unicestwiać) oraz LUM
(płodność, obfitość, przynoszący owoce). Oznacza to, że Satam (Enlil) posiada jeden cel – „zniszczenie obfitości” swoich robotników, którzy stali się zbyt wolni i niezależni w jego mniemaniu. Czy jest coś lepszego od kota do wyrażenia tej idei? Historia ta znalazła się również na końcu babilońskich tablic (Atrahasîs), które ukazują Enlila nakazującego Enkiemu skrócenie długości życia ludzi i uczynienie niektórych kobiet bezpłodnymi. Możecie także zauważyć, że Enki ma związane ręce i nogi. To odnosi się do faktu, że Enki nie jest tak wolny, jakby sobie tego życzył, będąc podwładnym Enlila.
Nie pytajcie mnie dlaczego żaden autor nie zauważył połączenia pomiędzy sumeryjskim
pojęciem Satam, homofonami słowa „Adam” oraz, co najważniejsze, obserwacją, że
sumeryjski „bóg” Enlil pełni rolę Satama („zarządca” lub „władca państwa”) na glinianych tablicach. Nie mam pojęcia! Jednakże, prawda została ponownie odnaleziona. „Zadymiony” Enlil, który symbolizuje „Boga” w Biblii, to nikt inny, tylko Szatan! Co więcej, jego imię – EN-LÍL („władca wiatru”) – może zostać również przetłumaczone z sumeryjskiego jako „władcainfekcji”. To nie przypadek, ponieważ Enlil, naczelny władca ziemskich Gina’abul, nie był akceptowany przez Sumerów, którzy postrzegali go jako krwawego i despotycznego władcę!
To jest spójne z gnostycką ideologią, która porównuje wielkiego Archona do Szatana.
Pojęcie SATA jest obecne w Egipcie. Bezpośrednie tłumaczenie oznacza „genialnego węża”oraz „dziecko (lub syna) Ziemi” (po lewej). Kiedy poskładamy egipskie człony, które tworzą wyraz Szatan, uzyskamy jednocześnie „przynoszący Ziemię” i „przynoszący zło”. To interesujące, ponieważ czasownik znajduje się na drugiej pozycji, tak jak u Gina’abul iSumerów. W dodatku, wizerunki pojawiające się na powyższym schemacie są spójne z mezopotamską i chrześcijańską ideologią, które przedstawiają Satama i Szatana w ten sam sposób. Naprawdę myślicie, że to przypadek? W Adam Genisis możemy zauważyć, że języki egipski oraz ten z Mezpotamii były bardzo istotne w tworzeniu wielu biblijnych pojęć.Karmaone : Wspominałeś o „Santana” i „Sandan”, obcej istocie, która służyła jako inżynier rolnictwa, ogrodnik i znawca roślin. Czy jest ona również powiązana ze słowem „Szatan”,którego tradycja opisuje jako zbuntowanego anioła? Czy jest powiązana z drzewem życia i z drzewem wiedzy?
Anton Parks : Całkiem słusznie zauważyłeś, że „również”. Pojęcie „Szatan” jest mieszanką „Satam” (zarządcy) oraz „Sandan” lub „Santana” (władca plantacji, ogrodnik) w sumeryjskiej tradycji. Jest pewien szczegół, który odróżnia Satam i Sandan. Satam jest potężny, zarządza całymi regionami lub nawet państwami. Enlil zarządza całym państwem Kalam (Sumer). Robi to jednak poprzez Sandana (Santana), bez których nic nie mógłby zrobić. W świecie Anunna, dominującej kasty, liczyła się jedna rzecz: przetrwanie dzięki rolniczym plantacjom! Ale u Gina’abul Sandan (Santana) to tylko i wyłącznie kobiety. Na długo przed Sumerami Sandan były tylko kobietami, które pracowały na rozległej,mezopotamskiej równinie, zwanej Eden lub Edin. W Dark Secret of the Stars szczegółowo opisałem bliskie związki pomiędzy kobietami i drzewami w ogrodzie Eden – masz więc odpowiedź na Twoje ostatnie pytanie.Karmaone : Gadzie cywilizacje, które opisujesz, są bardzo dziwne – oparte na segregacjii oddzieleniu. Segregacji płciowej – rasa kobiet, rasa mężczyzn, bezpłciowi, „roboty”(reprezentowane przez Szarych). Czy jest to spowodowane upadkiem, w którym technologiai inżynieria genetyczna odegrały znaczącą rolę? Czy te kasty i rasy mają wspólne pochodzenie?
Anton Parks : Muszę znowu odnieść się do owej wojny. Mówimy tutaj o Anunna, którzy doprowadzili do wojny na Ziemi. Na początku nie było płciowej separacji pośród Gina’abul. Wpewnym momencie Ušumgal MusGe odkryli seksualną moc kobiet. Niektórzy z nich chcieli uwięzić kobiety, ponieważ czuli do nich odrazę. Uwięzione kapłanki powielały tajemnice i rytuały mające chronić mężczyzn. Mniej więcej wtedy utworzyły również elementy, które uformowały język-matrycę EMESA. Językiem tym nie posługiwał się żaden mężczyzna.
Mogły w ten sposób bezpiecznie komunikować się między sobą. Gina’abul mają wspóle pochodzenie, ale poróżniło ich wiele konfliktów, co tłumaczy, dlaczego jedynie część z nich pozostała w Usu (Konstelacja Smoka), ich pierwotnym miejscu pochodzenia. Gina’abul rozprzestrzenili się po świecie. Na przykład Ušumgal i większość Amašutum trafili do Nalulkára (Wielki Wóz), Kingu do Te (Konstelacja Orła), a MusGe Mìmínu (Szarzy) do
Urbar’ra (Konstelacja Liry). Niektórzy Amašutum trafili do Mulmul (Plejady), gdzie także Anunna zostali stworzeni, itd.Karmaone : Opisujesz prawdziwą wojnę pomiędzy kobietami i mężczyznami, pomiędzy gadami i gadami. Mężczyźni są zimni, żądni władzy i skłaniający się ku technologii, podczas gdy kobiety są bardziej zrównoważone, zdolne do empatii i współczucia. Czy takie wyspecjalizowane towarzystwo to celowy zamysł planistów lub męskich jaszczurów? A może to rezultat dekadencji?
Anton Parks : Oczywiście nie powinniśmy generalizować, ale to nie kobiety spowodowały wojny na Ziemi! Postaram się wyjaśnić tą kwestię. Czy historia i aktualne wydarzenia na świecie nie pokazują, że mężczyźni, którzy mają władzę, są zimni, wyrachowani, głodni władzy i skłaniają się ku technologii, podczas gdy kobiety, ogólnie rzecz biorąc, są bardziej wyważone?
Tak jak mówiłem wcześniej, kobiety Gina’abul (Amašutum) były przez mężczyzn więzione poprzez separację. To spowodowało napięcia, które później przerodziły się w krwawe konflikty. Seks został zakazany na długi czas. Gina’abul walczyli, aby prokreować używając genetyki, co
spowodowało powstanie całego szeregu okazów i hybryd – na przykład Mìmínu („Szarzy”), którzy są jedynie niewolnikami męskich Gina’abul. Niedługo potem, Amašutum dołączyły do Kadištu, planistów naszego Wszechświata. Zawsze były mądrzejsze od swoich męskich towarzyszy, a to bez wątpliwości była najlepsza droga do naprawy błędów przeszłości.
Dokładnie umiejscowiłem w czasie wydarzenia, do których się odnoszę. Myślę, że z Barbarą Marciniak skontaktowały się Amašutum z Mulmul (Plejady). Przeczytałem jej trzy pierwsze książki i muszę powiedzieć, że jej przekazy są spójne z moją historią. Nasze źródła są prawdopodobnie wspólne. Marciniak skupia się na wydarzeniach, a ja opisuję stare epizody; pomimo tego, dostrzegam tutaj wiele zbieżności.Karmaone : Wiele starożytnych religii i kultów szamańskich czci naturę i przekazuje pojęcie „świętej kobiecości”. Gnostycy (teksty z Nag Hammadi) i religie Misteriów także czciły świętą kobiecość i Sofię (wiedzę), źródło wszystkich rzeczy w naszym świecie. Obecnie monoteistyczne religie (np. chrześcijaństwo, judaizm czy islam) są paternalistyczne. Bóg postrzegany jest w kategoriach płci męskiej (YHVH, Jahwe, Jehowa), jako ktoś apodyktyczny i surowy. Są to również redempcyjne i mesjanistyczne religie. Odnośnie chrześcijaństwa – wygląda na to, że miłowanie bliźnich i kult dziewicy są późniejszym dodatkiem, pochodzącym ze starych, pogańskich tradycji. Różni autorzy oraz teksty krytykują tą gnostycką religię i ideę patriarchalnego, podbijającego wojownika, co było w pewnym sensie wirusem zaszczepionym przez istoty pozaziemskie (Archoni). Czy rozsądnie jest myśleć, że Archoni to
po prostu gady (Anunna)?
Anton Parks : Tak, ale to tylko moja opinia! Chciałbym przypomnieć, że wiele wysiłków zostało poczynionych w celu ukrycia prawdy o pochodzeniu i wyglądzie „bogów”, którzy zmienili kod genetyczny ludzkości, aby ją zniewolić i zrównać z Á-DAM (zwierzętami).
Chciałbym ukazać dwa różne tłumaczenia tego samego fragmentu tekstu Zwojów znad Morza Martwego. Odpowiedź na pytanie pojawia się w zwoju 4Q544, gdzie odkryć można dwie postacie będące Amramem, ojcem Mojżesza. Oto (swobodne) tłumaczenie pochodzące z książki Roberta Eisenmana i Michaela Wise’a, The Dead Sea Scrolls Uncovered (Element Books, Shaftesbury, Dorset, 1992):[Zobaczyłem stróżów] w swojej wizji, wizji we śnie. Dwóch (mężczyzn) walczyło o mnie,
mówiąc (…) i prowadząc dużą walkę o mnie. Zapytałem: „Kim jesteście, ci, którzy macie władzę nade mną?” Odpowiedzieli mi: „Jesteśmy w stanie rządzić całą ludzkością.” Zapytali mnie: „Którego z nas do rządzenia [wybierasz]?” Odsłoniłem jego oczy i spojrzałem. [Jeden z nich] wyglądał jak przerażający wąż, wielokolorowy, ale bardzo ciemny. [I spojrzałem znowu], a jego wygląd, jego twarz jak żmija, i (…) i zobaczyłem innego, którego wygląd był przyjemny.(Swobodne) tłumaczenie Edwarda Cooka, pochodzące z książki Michaela Wise’a, Martina Abegga i Edwarda Cooka, The Dead Sea Scrolls (Plon, 2001):W mojej wizji, wizji marzenia, były dwie postacie kłócące się o mnie, mówiące (…) i ścierające się gwałtownie. Spytałem więc: „Jak to jest, że macie władzę nade mną?” Oni odpowiedzieli: „Jesteśmy panami całej ludzkości i mamy władzę nad nią.” I powiedzieli mi: „Którego z nas (…)” [Odsłoniłem oczy i ujrzałem] jednego z nich, którego wygląd [był przerażający], niczym mrówka; [jego strój był] bardzo ciemny i wielokolorowy (…) i zobaczyłem innego, którego wygląd był przyjemny (…)Jak pewnie zauważyłeś, tłumaczenie z 2001 całkowicie (negatywnie) przyćmiło urywek z wersji z 1992 roku, który jest dobrym opisem gadziego wyglądu pierwszego „anioła”. W wersji z 2001 roku tylko wyraz „wąż” został zmieniony, a wyraz „żmija” usunięty. Jeżeli to nie jest celowa manipulacja, to o co w takim razie chodzi?!Karmaone : Według Paula Von Warda, system władzy, którego doświadczamy dzisiaj, jest wynikiem systemu narzuconego przez Anunnaki i Sumerów: patriarchalnego,hierarchicznego i scentralizowanego, będącego sukcesyjną monarchią. Co o tym myślisz?
Anton Parks : Mogę to, niestety, potwierdzić. Zostało to zapisane na sumeryjskich tablicach.
Władza królewska była przekazywana kolejnym „bogom”. Były jednakże dwa rodzaje indukcji.
Więzy krwi, co zresztą wszyscy znamy; władza przekazywana z ojca na syna poprzez dziedziczność. Istniał jednak drugi sposób, bardziej hermetyczny, o czym świadczą zapisy na egipskich papirusach i mezopotamskich tablicach. „Niebiańska Krowa” (starożytna bogini) wybierała kochanka, któremu przekazywała swoją boskość i boskie moce, uprawiając z nim seks. Kochanek dzielił w świętym łożu małżeńskim energię witalną bogini (lub jednej z jej zwolenniczek, znanych jako święte prostytutki), aby uzyskać nieśmiertelność i stać się „Bykiem Nieba”. Na końcu rytuału, mężczyzna przejmował królewskie funkcje. Rytuał ten był praktykowany w Sumerze, w Egipcie i w starożytnej Grecji.
Zauważcie, że Romulus i Remus (założyciele Rzymu) zostali wychowani przez wilczycę, która uratowała ich przed niechybną śmiercią. Symbolizm tej historii jest oczywisty – po łacinie Luma (wilk) oznacza też „prostytutkę”. W starożytności kapłanki były traktowane jak prostytutki, ponieważ przekazywały uświęconą władzę królewską Bogini Matki przyszłym królom i książętom. Wilczyca w rzeczywistości była kapłanką, która wyznawała kult Bogini Matki i przekazywała władzę, nie poprzez dziedzictwo, lecz poprzez swoją pierś. Tak więc były dwa rodzaje indukcji, które odzwierciedlały różne ideologie. Pierwsza z nich jest czysto patriarchalna, ponieważ ojciec (król), był postrzegany jako ktoś, kto odziedziczył władzę. Druga zaś jest matriarchalna; „królowa” przekazuje swoje moce. Gina’abul byli uwikłani w wojnę pomiędzy pierwiastkiem męskim i żeńskim. Te przeciwieństwa są ewidentne, ma to również związek z zakazanym początkiem Adama i Ewy. Zostali stworzeni przez Enkiego, który wspierał kult Bogini Matki. Przepaść pomiędzy Enkim (wąż-genetyk i „uzdrowiciel”) oraz Enlilem, „Satamem” (zarządca terytorialny) Edenu, staje się oczywista, jeżeli uświadomisz sobie, że Enlil wspierał patriarchalną doktrynę upadłych „bogów” na Ziemi.
Credo Mutwa, zuluski szaman, mówi, że pośród Hutu i Tutsi z Rwandy, bogowie nazywanisą „Imanujelá”, co oznacza „gady” i może zostać przetłumaczone jako „Panowie, którzyprzybyli”. Pojęcie to można również przetłumaczyć na Emesa (język-matryca). Wiedząc, że
litery „o” i „j” nie istnieją w języku bogów, słowo IMANUJELÁ (gady) da: IM (wiatr, burze,chmury), AN (niebo), UH (jad), EL (transport, wysokość, być wysoko) oraz Á (siła, władza, cena). IM-AN-uh-EL-Á, dosłownie „niebiańskie chmury i jad posiadający władzę”.Karmaone : Według Nag Hammadi, nasz świat jest wynikiem błędu w procesie kreacji, stworzony przez istotę zwaną „Sofia” (Wiedza), o czym wspominasz w rozdziale siódmym.
Czy jest jakiś ekwiwalent tej nazwy w świadomości Gina’abul?
Anton Parks : W gnostyckiej ideologii, Sofia to Eon, kosmiczna boskość, a więc część zorganizowanego zestawu bogów znanych jako Pleroma. Nietrudno się domyślić, że chodzi tutaj o bóstwa pracujące w galaktycznym świetle, Kadištu (planistów). Ci sami Kadištu, którzy nazywani są Elohim w Biblii. Elohim to hebrajskie pojęcie używane w starożytności, aby opisać pierwszych bogów kreacji na Ziemi i ludzkie pochodzenie w Genesis (Gen. 1:26) – Adam (zwierzę-niewolnik), który pojawia się podczas drugiego etapu kreacji (Gen 2.7) z woli Jahwe, jest mieszanką sumeryjskich, męskich bogów – An, Enlila i Enkiego.
Elohim to żeńskie pojęcie, liczba mnoga, oznaczająca „boskość”, co odbija się do dnia dzisiejszego w słowie „Bóg”. Jego rozłożenie na czynniki pierwsze daje: EL (wysokość, być na wysokości), Ú (potężny, silny), HI (mieszanina), IM (glina, błoto), czyli EL-Ú-HI-IM (drugie „i” zaniknęło w hebrajskim). Tak więc prawdziwe, ukryte znaczenie Elohim to: „potężna, wysoka, zmieszana glina” (glina = człowiek).
Kto pośród Kadištu (EL-Ú-HI-IM) był w bliskich relacjach z patriarchalnym porządkiem zwanym Jahwe (An, Enlil i Enki) ? Tiamata i jej córka Nammu, tudzież Sofia i jej córka Zoé (wg gnostyków). Wyraz „Zoé” może zostać rozbity na ZU-E w sumeryjskim.Karmaone : Gdzie znajdują się dusze, które inkarnowały do ciał Gina’abul? Według Twojego opisu technologia gadów może wpływać nie tylko na ich kształt i wygląd, lecz także na duszę, która reprezentuje dane ciało?
Anton Parks : Można powiedzieć, że Gina’abul są bardzo zaangażowani w wykorzystywanie tej technologii na ludziach, chociaż wątpię, że są w stanie programować ludzi poprzez genetykę. Wiedza Gina’abul o klonowaniu sięga wielu tysiącleci wstecz. Jej ślady możemy odnaleźć na tablicach z Mezopotamii, w kodeksach Majów, lub na rysunkach z Egiptu, jak ten poniżej, pochodzący z grobu Totmesa III, znajdującego się w Dolinie Królów.Widzimy na nim kapłankę stojącą przy trzech sztucznych matrycach (SI-SI-IN-SAR). Na każdej z nich znajduje się jajko zapładniane przez spermę, a wewnątrz każdej z nich formuje się ciało.
Gina’abul wiedzą jak wpłynąć na wygląd i charakter poprzez genetykę. Mogą z góry określić cały zakres wiedzy posiadany przez dany „okaz”. Używają w tym celu kryształów i różnych rodzajów kwarcu. Nie mogę niestety powiedzieć więcej, ponieważ jestem przeciwny tego typu manipulacjom, które są kompletnie niemoralne. Historia, którą opowiadam, pełna jest takich manipulacji.
Odpowiadając na Twoje pierwsze pytanie, Gina’abul są ucieleśnionymi bytami, tak jak ludzie. Niektórzy ludzie mogą się ucieleśnić w nich i vice versa. Nie ma żadnych zasad poza ewolucją gatunków poprzez karmiczne prawa, których większość męskich Gina’abul nie przyswoiło.Karmaone : Dlaczego Anunnaki nie stosują się do owych karmicznych praw?
Anton Parks : Uras (Ziemia) jest dualna; koncepcje „dobra” i „zła” są opacznie rozumiane.
Zrozumieć karmę można tylko poprzez doświadczenie. Przed Gina’abul i Anunna, Ziemia była rodzajem „zoo”, w którym Kadištu zostawili całą swoją wiedzę; dlatego też występuje
tutaj taka różnorodność. Częstotliwość KI (trzeciego wymiaru) była znacznie wyższa przed wszystkimi gadzimi wojnami.
Tak jak mówi Marciniak, Ziemia to żywa biblioteka. Nasz układ słoneczny znajduje się na skrzyżowaniu głównych dróg używanych przez planistów od zarania dziejów. Wraz z przybyciem Gina’abul to miejsce stało się strefą wolnej woli. Bardzo wielu postrzega
inkarnację na Ziemi jako szansę, ponieważ to bardzo nietypowe miejsce. Czego gdzie indziej w naszej galaktyce możesz się nauczyć w ciągu kilku tysiącleci, na Ziemi zajmie Ci dwa lub trzy życia!
Jednakże, sytuacja się zmieni i panowanie Gina’abul będzie niedługo całkowite.. Taki jest porządek rzeczy, o czym bardzo dobrze wiedzą dusze inkarnujące od tysięcy lat na Ziemi i mające problemy z ukończeniem swojej nauki. To tłumaczy fakt coraz większej liczby duszy inkarnujących na Ziemi. Chcą korzystać z sytuacji aż do samego końca!
Gina’abul pomagają w rozwoju wydarzeń. Skrócili ludzki kod genetyczny, aby zamienić ludzi na Á-DAM, zwierzęta w ich służbie. To jest wciąż istotne, szczególnie jeżeli popatrzymy na dziwne i często nieludzkie zachowanie przywódców tego świata w służbie „galaktycznych grabarzy”, zwanych często przez Kadištu „Gílimanna”.
Przepraszam, że muszę się powtarzać, ale dusze, które inkarnowały na Ziemi dobrze wiedziały gdzie się pchają! Bezprawie Gina’abul i ich konflikt z kierunkiem rozwoju naszego wszechświata nie stoją w sprzeczności z karmiczną pracą, która się tutaj odbywa. Wszystko jest kwestią punktu widzenia. Dusza, która doświadczyła wszelkich form negatywizmu na Ziemi, będzie rozumiała „sprawiedliwość” po powrocie „do góry”. Ostatecznie będzie testować kosmiczne prawa służąc bliźniemu i Źródłu, z którego pochodzi i do którego w taki czy inny sposób zmierza. Kręte ścieżki, które trzeba przejść, aby osiągnąć ten cel, często powodują różne formy bólu.Karmaone : Czy myślisz, że samce gadów żywią się strachem i negatywną energią
generowaną przez „kobiety”, które są uwięzione, uzależnione? Religie i kulty starają się dostarczać czczonym bytom energię uwolnioną przez traumy i strach w czasie ofiary. Czy te praktyki wywodzą się z faktu, że owe byty są energetycznie chciwe?
Anton Parks : Prawdopodobnie musiałbyś porozmawiać z osobą taką jak David Icke. Szanuję go bardzo, chociaż oczywistym jest dla mnie, że się boi. Pomimo tego muszę przyznać (napisałem o tym w pierwszym tomie), że Icke ma rację w wielu kwestiach. „Naziemne” gady, takie jak Anunnaki (lub ich bezpośrednie potomstwo) muszą absorbować niską energię, która pojawia się, kiedy ludzie się boją. Powód jest prosty – „ziemska” częstotliwość (KI – trzeci wymiar) jest wyższa na Ziemi niż w innych światach,
którymi rządzą. Anunna przybyli na Ziemię przypadkiem. Mieli bardzo duży problem z adaptacją. Od przybycia na Ziemię, Anunna i ich akolici stworzyli wiele rodzajów manipulacji,
aby obniżyć wibracje KI. Ludzie, nawet w obecnej „niskiej” formie, stanowią duże zagrożenie dla Gina’abul.
W Dark Secret of the Stars, szeroko opisałem rolę kobiet, w szczególności rolę kapłanek Gina’abul i ich powiązania z planistami. Opisałem siłę kobiecości, którą nazywamy „mocą Bogini”. Męscy Gina’abul, np. niektórzy Ušumgal MusGe, prześladowali kobiety za kradzież ich mocy, poprzez tortury. To stworzyło podziały pomiędzy radykalnymi Gina’abul, gdy kobiety dołączyły do Kadištu.
Jednakże, kiedy niektóre kapłanki pozostały z Anunna na Ziemi, nie zawierały z nimi paktów.
Czy nie odnajdujemy wzmianki o tym w Księdze Rodzaju, gdzie Enki (Wąż) w służbie patriarchalnej ideologii Gina’abul inicjuje (tajną) kolaborację Á-DAM, „hodowlanego stada” z dziwnymi kobietami zwanymi Lilith? Lilith były sojuszniczkami Źródła (prawdziwego Boga) i z tego powodu są „demonizowane” przez religie, które preferują patriarchalny porządek świata.
Gnostycka ideologia odnosi się do tej sytuacji – wg niej dobro i zło zamieniły się miejscami na Ziemi. Początki ludzkości odnajdujemy nie tylko w Księdze Rodzaju. Możemy się o tym przekonać, badając tablicę nr 57 Kodeksu Borgia: Kapłanka „Ciemniej Gwiazdy” daje człowiekowi wiedzę ze świętego drzewa. Koncepcja Ciemnej Gwiazdy pojawia się dwukrotnie na tej tablicy – u góry, gdzie wyraźnie można
rozpoznać gwiazdę i jej ciemną stronę, i w ręku kapłanki (pokazującej gwiazdę oraz jaguara – symbol nocy). Zauważcie symbolikę na księżycowej kapłance, która ewokuje menstrualny fluid wg świętych rytów indyjskiej Tantry. Pomiędzy dwiema postaciami znajdują się dwa węże, odnoszące się do Ida i Pingala, dwóch kanałów energetycznych subtelnego Kundalini, służących do wznoszenia energii wzdłuż spirali. Jak widać na rysunku, wznoszenie owych energii oferuje możliwość osiągnięcia świata gwiazd. Ruchu przeciwny (w dół) to „mała śmierć”, reprezentowana przez czaszkę umieszczoną w słoiku lub pucharze, symbolizującym pierwszą czakrę, zwaną Muladhara w sanskrycie („miejsce korzeni”). To samo słowo po sumeryjski (MUL-AD-HARAS) oznacza „blask rozprzestrzeniający się od przecięcia”.Karmaone : Nigel Kerner, brytyjski pisarz, który napisał książkę o Szarych, opisuje ich jako roboty, rodzaj zdalnie sterowanych trutniów, zaprogramowanych, aby naprawić wadliwe geny swoich twórców. Te organiczne roboty w świetle dekadencji genetyki stały się w pewien
sposób niezależne, przez wieki tracąc kontakt ze swoimi twórcami. Co o tym sądzisz?
Nazywasz Szarych Mìmínu?
Anton Parks : Tak, to pojęcie, które otrzymałem. Zaskoczyło mnie odkrycie , iż to słowo funkcjonuje pośród Dogonów z Mali i oznacza „mrówkę”. Rozłożone na sylaby w sumeryjskim (Mi-Mi-NU) oznacza „liderów w niszczeniu nieprzyjaciół”. To tłumaczenie
jest nawet bardziej interesujące, ponieważ Credo Mutwa nazwał Szarych Mantindane po zulusku, „oprawcami”. To pojęcie rozbite na sumero-akadyjski oznacza: MAN (partner, równorzędny), TIN (żywy), DAN (nieszczęście, katastrofa), co daje TIN-MAN-DAN, lub „partner żyjący w katastrofie”.
Z tego co wiem, Szarzy pochodzą z Gwiazdozbioru Lutni, gdzie znajduje się wiele kolonii Gina’abul. Pracują w grupach, jak mrówki. Są siłą roboczą swoich twórców. Istnieje wiele odmian Mìmínu, w zależności od regionu. Ci, którzy zamieszani są w pracę w układzie słonecznym i zostali stworzeni przez Kingu (królewscy Gina’abul) są więksi i posiadają
włosy.
Istnieje wiele dowodów świadczących o obecności Szarych w układzie słonecznym, na przykład różne typy abdukcji odnotowywane każdego roku na całej kuli ziemskiej. Szczerze mówiąc, nie wiem czym stali się Mìmínu w dniu dzisiejszym. Ich los prawdopodobnie się
zmienił, odkąd posiadają autonomię, której nie mieli kilka tysiącleci temu. Historia, o której opowiadam, kończy się jakieś 2000 lat temu. Moja wiedza również kończy się w tym miejscu.
Karmaone : Według niektórych pisarzy (takich jak szaman Credo Mutwa, Robert Boulay [Flying Snake and Dragon], Zecharia Sitchin lub Mark Amaru Pinkham, William Bramley,itd.), zostaliśmy częściowo stworzeni przez Anunnaki. John Lash (i gnostycka tradycja) mówi, że gady chcą, byśmy wierzyli, że zostaliśmy przez nich stworzeni. Co tutaj jest grane?
Anton Parks : Istotną rzeczą jest tutaj fakt, że Gina’abul „wyekstraktowali” ludzi w zwierzęta w swojej służbie. Gina’abul, zmieszali geny człowieka ze swoimi własnymi i małpimi.
Oryginalni ludzie zostali stworzeni przez Kadištu. Ich rolą było trzymanie zwierząt zdala od ogrodu. Jak mówi Księga Rodzaju (1.26), byli ostatnim gatunkiem przeznaczonym do integracji z rezerwą planistów. Celem owej rezerwy było stworzenie genetycznych wysłanników Źródła. Oryginalni ludzie byli bardzo cenni, ponieważ byli kombinacją wielu gatunków należących do planistów. Specyficzna mieszanka, którą Gina’abul przeznaczyli dla swoich Á-DAM, jest kompozycją niemożliwą do osiągnięcia przez dzisiejszych naukowców.
To ten sam rodzaj technologii, który doprowadził do stworzenia oryginalnego człowieka.
Enki, syn An i Nammu, był odpowiedzialny za to smutne zadanie, ograniczony rzeczami, które opiszę w drugim tomie. Nazywam tą genetyczną kombinację „zmieszaną krwią” w pierwszej książce. Nie mogę powiedzieć więcej na ten temat, z powodów wspomnianych wcześniej. Celem ludzkości jest niepowtarzanie gadzich błędów!
Smutne aspekty Á-DAMa, zwierzęcia, są wciąż potwierdzane przez kilka tradycji. Częściowo w biblijnych tekstach, które powstały w tym samym czasie, co inne teksty znajdujące się w Biblii, lecz nie są uznawane przez Kościół. Dlaczego? Ponieważ podważają oficjalną wersję.
Apokryficzna „Księga Adama”, fragmenty z rodziałów 13 i 15 (Robert Laffont, 1980)
[swobodne tłumaczenie]:Kto zanurzył mnie w tym nieskończonym smutku złych aniołów, śmierdzących i wstrętnych?
Kto rzucił mnie w środek tych złych dżinów? Czy muszę dorastać w otoczeniu, którego nie cierpię, pośród istot, których pracy nienawidzę? Czy muszę przyjmować ich formę, w której żyję w ich mieszkaniu? Dlaczego moja prymitywna forma się zmieniła? Ach! Gdyby pozwolili mi powrócić do spokojnego przystanku, za którym tęskni moje serce. Gdyby pozwolili mi powrócić do niebiańskich zbiórek i konferencji i modlitw wypełnionych spokojem, które mogą mnie oświecić światłem z góry i nareszcie będę mógł zrzucić tą haniebną powłokę. Jak długo będę więźniem tego glinianego ciała?

 Apokryficzna „Apokalipsa Adama”, gnostycki tekst z Nag-Hammadi, N-H Codex 5 (Ganesha, 1989) [swobodne tłumaczenie]:

Odkąd Bóg ulepił mnie z ziemi, i Ewę w tym samym czasie, poszedłem z nią w kierunku chwały, którą dostrzegła zanim zostaliśmy stworzeni. To nauczyło mnie wiedzy poprzez jedno słowo wiecznego Boga. Potem zaczęliśmy przypominać wielkich, wiecznych aniołów.
Byliśmy najwyżsi, w istocie jak Bóg, który nas stworzył i moce, które są z nim, lecz o których nie wiemy. Następnie, dotknięty gniewem Bóg, wiekuisty władca, rozdzielił nas… Od tej pory zaczęły nas dotyczyć wszystkie rzeczy, które dotyczą śmiertelników. Potem, znaliśmy Boga, który nas stworzył. Ponieważ nie byliśmy niezależni od jego mocy. I służyliśmy mu w strachu i niewolnictwie. W efekcie, nasze serca stały się mroczne…

Credo Mutwa (wciąż on!) nazywa gady, które rządzą tym światem, Chitauli, co
oznacza „tyrani” w zuluskim. Znowuż, może to zostać przetłumaczone na sumeryjski: ŠITA4 (grupa), UL (splendor, stary) i I7 (dominacja, kontrola) – ŠITA4-UL-I7 , czyli „grupa, która rządzi splendorem” lub „grupa starożytnych, która rządzi”. To tłumaczenie jest podobne do sumeryjskiego GINA-AB-UL – „prawdziwi spadkobiercy chwały”.

Karmaone : Według tych pisarzy, gady wciąż są na Ziemi. Pewne rasy i odmiany żyją w podziemnym świecie. Inne kontrolują naszych światowych przywódców, w jakiś sposób
kreując dziedziczone godności w Europie. Co o tym myślisz? Czy naprawdę możemy mówić o gadach manipulujących naszym światem i duszami?
Anton Parks : Jaszczury są w konflikcie z samymi sobą od bardzo dawna, a te wojny są wciąż istotne na Ziemi. Ludzkość płaci wysoką cenę! Ziemia jest wyzwaniem dla męskiej kasty Gina’abul. Obecne wydarzenia geopolityczne nie są moją specjalnością, ale według informacji, które posiadam, nasuwają mi się następujące wnioski – odkąd ludzkość straciła bezpośredni kontakt ze swoimi ponownymi stwórcami, ludzie dążą do tego, aby stworzyć wrażenie kontroli nad własną historią i przeznaczeniem. Zmieniają oficjalną wersję historii, spreparowaną przez dominujące autorytety, które manipulowane są przez męską kastę Gina’abul (opisałem to szerzej we wstępie do tomu pierwszego).
Anunna i ich potomkowie są w stanie wojny z królewskimi Gina’abul, zwanymi Kingu, którzy troszczą sobie prawo do posiadania Ziemi. Ta starożytna wojna nie powinna wpływać na obecną ludzkość. Jednakże, męscy Gina’abul używają ludzi jako mięso armatnie. Ludzie zabijają się dla tych dwóch klanów w szczegółowo zaplanowanych konfliktach. Wierzę, że siły anglo-amerykańskie pracują dla frakcji Anunna i ich potomków. Królewscy Gina’abul posługują się krajami nordyckimi (Dania, Norwegia, Szwecja, Islandia i Finlandia), aby eliminować swoich wrogów. Ci, którzy uważają siebie samych za znajdujących się na szczycie socjalnej piramidy, to królewscy Gina’abul, zwani Kingu-Babbar, to znaczy Kingu albinosi! Są jaszczurami ze zniechęcającą bielą. Nienawidzą Ušumgal-Anunna i ich potomków, co nie przeszkadza im w łączeniu sił, kiedy akurat im to pasuje. Ta niesamowita historia „rasowej walki” ukazana jest tutaj:
Sulger, król Ur (2094-2047 r. p.n.e., władca Sumeru i Imperium akadyjskiego. Został
ubóstwiony podczas swojego panowania, aby zaznaczyć swoje boskie pochodzenie.
Widzimy go na tablicy, stojącego przed smokiem, który przekazuje mu boskie moce. Jeden z jego hymnów mówi, że Sulger wyglądał srogo i urodził się jako Ušumgal (Wielki Smok)

http://www.przyszloscwprzeszlosci.inf

 

Anunna i Kingu (Królewscy) używają ludzi jako pionków, a Ziemię traktują jak wielką szachownicę.Kroczą tą nikczemną drogą od tysiącleci. Obydwie strony myślą, że posiadają władzę i prawo do Uras (Ziemi).Ušumgal-Anunna i ich potomkowie gnieżdżą się w jaskiniach i innych podobnych miejscach.Bardziej „czyści” z nich nie egzystują w trzecim wymiarze (KI), który posiada zbyt wysokąwibrację. Niektórzy z nich obecni są w drugim wymiarze, który bezproblemowo mógłby być trzecim na innej planecie. Z tego co wiem, królewscy albinosi nie mają problemów z częstotliwościami. Ci, którzy żyją na Ziemi, raczej osiedlają się na biegunach lub w Abzu(podziemie). Nie boję się, że obecnie żyją w tym samym Abzu. Królewscy mają także swoje siedziby w górach i bazy w układzie słonecznym, np. na Księżycu.Grupa Gina’abul, której byłem częścią i o której piszę w swoich książkach, była gdzieś pomiędzy tymi dwoma grupami. Ta grupa rebeliantów, składająca się z Amašutum (żeńskie planistki), Ama’rgi(żeńskie, lądowe Gina’abul) oraz Nungal (klony-planiści), starała się pogodzić dwóch odwiecznych wrogów, co spowodowało polityczne komplikacje na Ziemi. Ludzie, niezależnieod swojego koloru skóry, zawsze służyli swoim ponownym twórcom. Mówi o tym afrykańskie pojęcie Wazungu, co oznacza „ludzka lub demoniczna wirowość”, pojęcie w liczbie mnogiej używane przez wiele afrykańskich plemion, opisujące nordyckie istoty pozaziemskie.Rozłożenie na sylaby w sumero-akadyjskim daje: WA (zrozumienie), ZU (wiedza, mądrość), UN (ludzie, populacja) i GU7 (żywność, jedzenie [czasownik]), czyli WA-ZU-UN-GU – „ci, którzy posiadają zrozumienie i wiedzę, i przynoszą żywność”.Rozbicie oryginalnego języka na tysiąc różnych jest wynikiem sporu pomiędzy rebeliantami Gina’abul (służącymi Kadištu) i dwoma pozostałymi klanami, które rywalizują o panowanie nad Ziemią. Stopniowe zanikanie “niebiańskiego” języka w ustach ludzkości, miało pokrzyżować plany jej ujarzmienia przez Kingu (Królewskich) oraz Anunna. Czy powinniśmy upaść, aby dostrzec nadzieję? Ci, którzy pilnowali ogrodu i dali ludzkości niewielką autonomię bardzo dobrze wiedzieli co robili. Tradycje religijne zmieniły się w boskich wrogów, jego (Boga) przeciwieństwo! Te istoty zatrzymały kodyfikację języka, aby uniknąć globalizacji, która prowadzi do centralizacji władzy i “robotyzacji” ludzkości. Teraz już rozumiesz co się tutaj dzieje? Globalne konflikty, ataki, wzrastająca niestabilność istnieją tylko po to, aby służyć drapieżcom! Mają pośredników w swojej małej wojnie, próbują obniżyć wibracje KI (trzeciego wymiaru), który przypuszczalnie ma służyć jako “odskocznia” do wyższych poziomów. Osłabili ludzkość..Przyszedł czas na odkodowanie tego, co zostało zakodowane. Tak jak pokazałem w The Dark Secret of the Stars i trochę tutaj, odkodowanie wielu pojęć z czterech stron świata jest możliwe dzięki zakodowanemu językowi rebeliantów Gina’abul. Ta informacja jest cenna, ponieważ ujawnia pochodzenie ludzkości i jej przyszłość… Duchowa podróż to nic innego jak dusza i światło łączące się w uniwersalną świadomość. To dotyczy nie tylko tej planety. Słowo “duchowość” (ang. spirituality) pochodzi z łacińskiego SPIRITUALS, SPIRITUS (“duch”). To w języku “bogów” daje: SI (światło), PIRIG (genialny, olśniewający) oraz czasownik U.S. (być blisko, droga, osiągać), czyli SI-PIRIG-US, “podążać za genialnym światłem”. Pewnego dnia wszyscy trafimy do tego światła – ludzie, Gina’abul, itd…

 

Obrazek

 

Michael Tellinge, autor książki i odkrywca tajemniczych struktur w Afryce, udzielił wywiadu 8 kwietnia 2010 w Coast To Coast Radio.

Tellinger opowiada George Noory’emu o najstarszych archeologicznych kamiennych strukturach w południowej Afryce, jako o miejscu pobytu na Ziemi Annunakich. Materiał wydaje mi się być na tyle interesujący i doniosły zarazem, że postanowiłem go spolszczyć, choćby nawet w skrócie.
Poniższy tekst nie jest więc tłumaczeniem rozmowy z CTC, ale jest wierną faktograficzną kompilacją większości jej wątków. Kolejność tematów nie odpowiada chronologii radiowego wywiadu, który jest do odsłuchania w naszym KINIE albo na You Tube.

Michael Tellinger wydał w 2006 roku książkę Slave Species of god (“Gatunek boskich niewolników”) opisującą wnioski ze swoich badań archeologicznych prowadzonych przez lata w południowej Afryce, gdzie zresztą mieszka. W 2007 roku wydał drugą książkę Adams Calendar (“Kalendarz Adama”). W maju bieżącego roku wydaje w Ameryce i w Wlk. Brytanii swoją trzecią książkę Temples of the African gods (“Świątynie Afrykańskich bogów”). Jest to kontynuacja poprzednich wydawnictw i relacjonowana poniżej rozmowa dotyczy zawartości tych książek.

Praca Michaela bazuje się na kolekcji zdjęć lotniczych wykonanych przez Johana Heine, który był dowódcą zespołu lotniczego formacji przeciwpożarowej w Południowej Afryce. Johan gromadził swoją fotokolekcję przez 20 lat. Lotnicza dokumentacja fotograficzna ogromnych obszarów dzisiejszego Zimbabwe oraz terenów ościennych ujawniła istnienie na tym obszarze niewyobrażalnie rozległej sieci konstrukcji architektonicznych, których ilość (samych stanowisk archeologicznych) szacowana jest na ok. 100 000.

George Noory i Mike Tellinger w Coast To Coast (8 kwietnia 2010) – transkrypt rozmowy:

Pierwsze wiadomości o pozostałościach zdumiewającej kultury na obszarze południowej Afryki są do odnalezienia w relacjach Portugalczyków, którzy się osiedlili jeszcze w XVI wieku na wschodnim wybrzeżu południowej Afryki. Byli to potomkowie więźniów, który dawano alternatywę: więzień lub eksplorator, gdzie eksplorator oznaczało udział w kolonialnych wyprawach do Afryki z których nielicznym udawało się powrócić. Ale część z “eksploratorów” się osiedliła na terenach swojej “eksploracji” i pozostał z tamtych czasów zapis autorstwa Antonio Fernandeza, (1510 rok), który jako pierwszy opisał ogromne obszary pozostałości architektonicznych zabudowań starej i nieznanej cywilizacji. Nieznanej do tego stopnia, że ludność miejscowa zamieszkująca tamte tereny po dziś dzień nie zna swojego pochodzenia, zaś o pozostałościach kamiennych budowli rozciągających się na obszarze tysięcy kilometrów kwadratowych mówi, że “stworzył to diabeł, albowiem człowiek nie jest zdolny do takiego stworzenia”. Co ciekawe, część plemion zamieszkująca tamte tereny jest określana słowami Caranga (Macaranga), co oznacza Dzieci Słońca. Afryka Południowa nie jest miejscem, gdzie praktykowano kult słońca. Pojawił się on dużo bardziej na północ – w Egipcie. Skąd więc ta nazwa w południowej części Afryki?

Istnieje wiele prac opisujących pojawienie się na Ziemi Annunakich – przybyszy z innej planety, którzy nie tylko eksploatowali ziemskie zasoby złota, ale i stworzyli w drodze genetycznych manipulacji rasę swoich robotników i niewolników zarazem – Homo Sapiens. Najbardziej znane są, rzecz jasna, prace Zacharia Sitchina, ale grono autorów opisujących te wydarzenia jest szersze. Rzecz w tym, że jak dotąd poza próbami przekładu dawnych zapisów (jak np. sumeryjskie tabliczki glinianie) nie było fizycznych dowodów potwierdzających te hipotezy. To, co odkryli Johan Heine i Michael Tellinger takich dowodów dostarcza.

Historia Annunakich

Annunaki przybyli na naszą planetę około 400 000 lat temu. Pierwotnie poszukiwali złota, które potrzebne im było dla przeciwdziałania problemom klimatycznym, które nękały ich macierzystą planetę. Być może była nią Nibiru przemieszczająca się po mocno eliptycznej orbicie wokół Słońca z czasem obiegu rzędu 3 600 lat.

Pierwotnie wydobywali złoto z morskiego piasku. Jego ilości nie były jednak wystarczające. Szukali więc większych pokładów cennego kruszcu i znaleźli – w południowej części Afryki. Pokłady te były (i są po dziś dzień) najrozleglejszymi pokładami złota na Ziemi. Centralnym miejscem tego obszaru jest dzisiejsze Zimbabwe, gdzie niniejszym Enki założył główną kwaterę Annunakich i skąd zarządzał ich aktywnością na naszej planecie.

Annunakich nie było wielu – ich liczbę szacuje się na 300 do 600 przedstawicieli. Tak więc ich fizyczne możliwości wydobywcze były bardzo ograniczone – pomimo posiadanej przez nich technologii. Postanowili więc stworzyć rasę niewolników i robotników zarazem – na tyle inteligentnych, by mogli się posługiwać wydobywczymi narzędziami i rozumieli cel swojej pracy i na tyle zarazem zależnymi od swoich “bogów”, by nie stawiać im oporu.

Pierwsze próby stworzenia rasy poddanych robotników datowane są przez Tellingera i Heine na około 285 000 lat temu. Eksperyment trwał długo i skutkował pokoleniami hybryd i nie koniecznie udanych – z punktu widzenia Annunakich – osobników. “Udane egzemplarze” – Homo Sapiens – powstały około 200 000 lat temu.

Pierwsze próby polegały na zapłodnieniu kobiet Annunakich nasieniem męskich przedstawicieli gatunków człokopodobnych zamieszkujących południową Afrykę. Miejscem, w którym dokonywano pierwszych aktów łączenia genów rdzennych mieszkańców Ziemi oraz “bogów” był obiekt nazwany współcześnie Kalendarzem Adama (o którym więcej szczegółów poniżej). O ile samą kompozycję genów udało się Annunakim w końcu dopracować, o tyle mieli problem zarówno z czasem oczekiwania na dorośnięcie do wieku dojrzałego przedstawicieli nowej rasy (około 20 lat bądź co bądź) jak i z rozerwaniem więzi, która rodziła się pomiędzy ich matkami (wspomnianymi u Sitchina “siedmioma boskimi matkami”) a ich potomstwem. Trudno było ich dzieci od momentu osiągnięcia wieku dojrzałego przekwalifikować na podporządkowanych niewolników… Tak więc zrodził się pomysł klonowania i takowy został przeprowadzony. Tillinger powołując się na własne zdolności channelingowe twierdzi, że czas potrzebny do przeprowadzenia całego procesu klonowania – aż do “stworzenia” dojrzałego osobnika – został ograniczony do 9 miesięcy.

Na ile zostaliśmy stworzeni na podobieństwo swoich stwórców? Prawdopodobnie w dużym stopniu. Aczkolwiek Annunaki byli opisywani jako zdecydowanie wyżsi od nas, niebieskoocy i o długich blond włosach. Pierwotny Homo Sapiens był niższy od nich i miał ciemne mocno kręcone włosy. Miał też ciemno czerwoną skórę – czerwoną, jak ziemia w południowej Afryce. Ów czerwonoskóry motyw pojawia się zarówno u Sitchina jak i w innych źródłach pisanych. No i w Ameryce…

Przez 200 000 lat bez mała Homo Sapiens stworzył pod okiem Annunakich swoją własną cywilizację niewolniczej samoorganizacji, która wszelako zaczęła się wymykać Annunakim z pod kontroli. Cywilizacja ta zamieszkiwała południową Afrykę, zaś liczba jej przedstawicieli w zaawansowanym okresie sięgała kilkudziesięciu milionów ludzi. Posługiwała się dużo bardziej zaawansowaną technologią, niż nasza dzisiejsza – udostępnioną nam w pewnym zakresie przez “bogów” – Annunakuch. Czas krytyczny, w którym Annunaki byli zdecydowani ograniczyć radykalnie skutki swojego eksperymentu zbiegł się z przewidzianym przez nich kataklizmem. Nie jest jasne, czy był to przelot Nibiru czy innego ciała niebieskiego, ale jest jasne, że skutkiem najprawdopodobniej takiego właśnie zdarzenia stopniały lody antarktyczne i w połączeniu z zaburzeniami magnetycznymi i geologicznymi planety doprowadziły do potopu, który zmiótł prawie całą ludzką cywilizację z powierzchni planety. Miało by to mieć miejsce około 13 000 lat temu. (Atlantyda…)

Wszelako Enki postanowił podjąć kolejną próbę odbudowy cywilizacji ludzkiej i umożliwił przetrwanie potopu wybranym (Noe…). I z pewnej perspektywy można przyjąć, że owa odbudowana cywilizacja nadal oddaje swoje złoto swoim “bogom” – wystarczy się pointeresować naturą kryzysu ekonomicznego wieków XX i XXI oraz jego związku z złotem jako fikcyjnym parytetem systemu monetarnego. Tylko nie do końca wiadomo, czy “bogowie”się nie zmienili w międzyczasie…

Dlaczego Annunaki w pewnym momencie porzucili planetę? Tellinger nie ma jasnej odpowiedzi w tej sprawie. Jedną z hipotez jest przegrana wojna z Reptylianami. Ale to są jedynie przypuszczenia – Tellinger stara się odwoływać do archeologicznych dowodów (o których poniżej), a w kwestii wojny z Reptylianami – jak na razie – dowodów nie odnalazł. Aczkolwiek zwraca uwagę na udokumentowane pozostałości po wojnach atomowych, które miały miejsce wiele tysięcy lat temu (chociażby opisy wedyjskie, ale też i wiele dowodów archeologicznych wskazujących na powybuchowe zeszklenia materii w różnych miejscach na Ziemi). Jest to o tyle ciekawy wątek, że – jak zostanie przedstawione poniżej – Annunaki posługiwali się free energy oraz technologią opartą na częstotliwościach rezonansowych, co stoi w sprzeczności z posługiwaniem się technologią atomową. A skoro tak, to pośrednio potwierdza to, iż Annunaki musieli się skonfrontować z inną formą cywilizacyjną, która takową destrukcyjną technologią, jak atom, się właśnie posługiwała.

———————————————————————–

Dowody archeologiczne

Kalendarz Adama jest – zdaniem Tellingera i Heinego – najstarszym monumentem ludzkich rąk. Powstał co najmniej około 75 000 lat temu, aczkolwiek nie jest wykluczone, że dużo wcześniej.

Sztuka datowania znalezisk o których mowa jest trudna i nie opiera się na metodzie testowej, jak np. datowanie węglem, albowiem kamieni się nie da tą metodą zbadać. Tak więc bierze się pod uwagę właściwości fizyczne kamienia ale i aspekty funkcjonalności badanych konstrukcji i kontekst kulturowy ich powstania.

W przypadku budowli Wielkiego Zimbabwe, z których główną jest legendarne Miasto Enkiego właściwości fizyczne kamieni wskazują na czas dzielący ich od momentu powstania na skalę wielu setek tysięcy lat. Wynika to z grubości płaszcza patynowego, którym kamień się okrył (a konkretnie ilości warstw tego płaszcza). Oczywiście data powstania kamienia nie musi być datą powstania budowli. Natomiast jego erozja, tak. Erozja tych kamieni szacowana jest na zdecydowanie ponad 100 000 lat temu, a jej proces się rozpoczął po posadowieniu kamieni w miejscu zabudowy.

Aspekty funkcjonalne konstrukcji Kalendarza Adama, czyli jego zorientowanie względem układu gwiazd i planet, wskazują na czas powstania przekraczający 100 000 lat – wówczas jego orientacja w połączeniu z jeszcze jednym obiektem znajdującym się nieopodal (niewielkim pomnikiem Sfinksa) odwzorowywała Pas Oriona, podobnie jak i w Egipskich Piramidach

Zresztą w pobliskiej dolinie znajduje się kompleks 3 piramid – przeskalowany zestaw z pod Gizy – którego układ synchronizacji a Orionem również wskazuje na datę powstania przekraczającą 100 000 lat.

Zamieszanie z datowaniem kompleksów archeologicznych bierze się stąd, że na warstwach starożytnych zabudowań powielano budowle dużo późniejsze, aż do czasów nam współczesnych, budując na energetycznej siatce stworzonej przez Annunakich, aczkolwiek bez świadomego odniesienia się do niej. Stąd pobieżne badania archeologiczne ograniczały się do datowania górnych warstw zabudowań i nie odnalazłszy w nich śladów naprawdę odległych nam czasów traciły nimi zainteresowania. Tellinger i Heine swoich odkryć i analiz dokonali badając najgłębsze warstwy kamiennych konstrukcji.

Kalendarz Adama jest kręgiem kamiennym o średnicy około 20 m z dwoma głównymi monolitami ustawionymi tak, by cień jednego wskazywał zapisy kalendarzowe wyryte na drugim. Wiadomo, że jest usytuowany w miejscu szczególnej emanacji energetycznej i zarazem w miejscu, gdzie dokonano pierwszego poczęcia Homo Sapiens ok. 285 000 lat temu w łonie kobiety Annunakich. Wydaje się też być miejscem pierwotnego wylądowania “bogów” na naszej planecie. Pełnił też przez tysiąclecia rolę najbardziej kluczowego miejsca kultów i ceremonii w społeczności ludzi – niewolników Annunakich.

Tellinger rozróżnia pojęcie “boga”przez małe “b”, czyli Annunakich, “bogami” jakimi się jawili współczesnym im ludziom oraz “Boga” przez duże “B”, czyli Stwórcę.

Kalendarz Adama jest umiejscowiony na 31º długości geograficznej, podobnie jak piramidy w Gizie. Tellinger zwraca też uwagę na konotacje liczby 31 takie jak np. wartość numerologiczna słowa ELOHIM, która wynosi właśnie 31.

Kalendarz Adama jest centralnym punktem największej na świecie aglomeracji “miejskiej”, która istniała kilkadziesiąt i ponad sto tysięcy lat temu. Jej obszar pozwoliły dopiero ocenić zdjęcia lotnicze. Tellinger i Heine szacują go na ok. 10 000 km kw. Przy czym na terenie tym znajdują się różne w charakterze budowle.

Poza mieszkalnymi są tam co najmniej dwie zdumiewające struktury architektoniczne:

Pierwsza z nich to coś na podobieństwo plastra miodu składającego się z tysięcy heksagonalnych komór o średnicy około 2,5 m. Ich przeznaczeniem mogło być… klonowanie dorosłych osobników Homo Sapiens i wydaje się to być jedynym spójnym z przekazami i rozumem wyjaśnieniem ich przeznaczenia.

Drugą jest sieć wielu tysięcy form kamiennych o charakterze kopuły/dzwonu, które są połączone ze sobą tysiącami kilometrów … no właśnie, nie wiadomo, jak to nazwać, albowiem pozornie są to drogi obudowane na całej długości kamiennym murem z dwóch stron, ale one dochodzą do owych budowli/dzwonów i zatrzymują się na ich ścianach. Albowiem owe “dzwoniące” budowle nie mają drzwi.

O ile zabudowania mieszkalne były wykonane z rodzaju granitu zwanego Dolorite (ang), o tyle owe przedziwne zabudowania “bez drzwi” zostały zrobione z kamienia, który wydaje się, że podlegał jakiejś szczególnej obróbce, która zmieniała jego skład, właściwości oraz pozwalała szczególnie go uformować. W jego składzie znajdują się elementy krystaliczne, aluminium i żelazo. Ma on szczególne właściwości rezonansowe.

Tellinger przyznaje, ze zajęło mu kilka lat zrozumienie przeznaczenia owych konstrukcji. Jego wnioski wskazują jednoznacznie na strukturę wytwarzającą pole energetyczne w wyniku rezonansu tysięcy połączonych ze sobą obiektów “dzwoniących” niejako w odpowiedzi na stałą falę rezonansową. Źródłem tej fali mógłby być… Ankh – prastary symbol kojarzony dotychczas z Egiptem, a najwidoczniej pochodzący właśnie z czasów Annunakich. Albowiem Ankh został znaleziony w jednej z budowli owego kompleksu “elektrowni”. Do tego bowiem celu owa sieć – zdaniem Tellingera – służyła. A Ankh, jak wiemy choćby od Drunvalo Melchizedeka, był właśnie rezonansowym kamertonem…

Liczba samych archeologicznych “sajtów” na tych terenach była szacowana pierwotnie na 20 000, później na 100 000 a obecnie – co będzie opublikowane w najnowszej książce Tellingera w maju 2010 – jest szacowana na 200 000 miejsc. To niesamowita spuścizna naszego Genesis całkowicie wyparta zarazem z głównego nurtu nauki i archeologii.

Tak rozległe struktury świadczą o cywilizacji wielu milionów osobników – ludzi – albowiem dopiero w takiej skali cała ta megabudowla zaczyna nabierać sensu.

Nasz cywilizacja pochodzi z południowej Afryki. Wszystki znane nam “stare” cywilizacje – egipska, sumeryjska, majańska czy olmecka – wszystkie wywodzą się z Afryki. I jeżeli pod tym kątem zaczynasz analizować ich kulturę, to zobaczysz, że każda z nich hołduje elementom prastarej afrykańskiej cywilizacji.

Czy Annunaki wracają?

Nie sądzę, by wszyscy odeszli – odpowiada Tellinger. Ja jestem przekonany, że niektórzy z nich pozostali. Ale ewoluowali, jak wszystko. Musieli się zaaklimatyzować do zmieniających się warunków, jak i my się przystosowywaliśmy. Może nawet mogą być w postaci świetlnej, nie koniecznie formie fizycznej. Ale jestem pewien, że są wśród nas. Być może czekają na kolejne przybycie Nibiru. Sitchin szacował czas jego obiegu wokół Słońca na 3 600 lat. Są jednak poważne wątpliwości co do datowania cyklu jego obiegu i nawet sam Sitchin je zgłaszał. Jeżeli mielibyśmy doświadczyć bliskiej obecności takiego ciała niebieskiego, to z pewnością wpłynie to zasadniczo na losy naszej planety. Przy czym nikt nie jest w stanie oszacować skali takiego wpływu. Zwłaszcza, że przy tak długiej eliptycznej orbicie stosunkowo niewielkie zakłócenie toru lotu Nibiru nawet na przeciwległym do nas końcu elipsy może bardzo poważnie zmienić trajektorię przelotu takiego zjawiska przez nasz Układ Słoneczny, więc nie ma kryteriów do oszacowania ewentualnych skutków.

Niezależnie od tego, czy ktoś jest skłonny przyjąć odkrywaną przez panów Tellingera i Heinego wiedzą o Annunakich i o naszym Genesis, czy nie koniecznie, to w niczym nie ogranicza to wiary i przekonania autorów tego odkrycia w sprawczą moc Stwórcy, której wyrazem jest cała odyssea tych istot zwanych Annunaki, w której z kolei nasza rola jest zaledwie cząstką ewolucji… ich… naszej… Stwórcy.

Tellinger ma nadzieję zainteresować swoimi odkryciami Amerykę. Wiąże więc nadzieje z promocją swojej nowej książki. Wierzy, że tą drogą jego odkrycia przebiją się do mainstreamowej nauki. Jest przekonany, że zarówno świadomość naszego pochodzenia jak i zrozumienie dla naszej sytuacji cywilizacyjnej są punktem wyjścia do dalszego ewolucyjnego kroku. Z drugiej zaś strony odtworzenie technologii, którą nam Annunaki zostawili, dałoby nam potężny impuls rozwojowy, na dostatek energetyczny i pozwoliłoby na odejście od toksycznych technologii eksploatujących naszą planetę. Gra więc jest warta świeczki. Zresztą Tellinger wskazuje przykład Japończyków, którzy w latach 30. poważnie się przymierzali do zbudowania “Promienia Śmierci” – tajemniczego wynalazku, o którym dużo mówiono i pisano, ale nikt oficjalnie go nie skonstruował. Opublikowane przez japońskich akademików plany tego urządzenia, zdaniem Tellingera, odwzorowują zależności harmoniczne i wibracyjne, które są zakodowane właśnie w owych konstrukcjach elektroenergetycznych południowej Afryki.

Odwiedź strony związane z pracą panów Michaela Tellingera i Johana Heine. Znajdziesz na nich zdjęcia obiektów, o których mowa w powyższym wywiadzie.
http://www.adamscalendar.com/pages/mich … linger.php
http://www.makomati.org
http://www.zuluplanet.com/
http://www.slavespecies.com/

źródło:
http://www.schodamidonieba.pl/index.php … ie-ruiny-i annunaki&catid=56:swoje&Itemid=55
http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?

 

 ———————————————————-

 

Wiedza publikowana o Annunakach jest coraz większa. W ostatnich latach, było wiele artykułów o charakterze spekulacyjnym na temat Planety X, która również jest znana jako Planeta Nibiru lub Niburu. Większość z tych zapisków jest oparta nieco na książce Sitchina , “Dwunasta Planeta”. Sitchin, tak jak Velikovsky i Darwin, użył odpowiednich teorii by poprzeć swoje twierdzenia. Pytanie: czy Nibiru jest prawdą czy wymyslem? Odpowiedź na to jest prosta – to prawda, Nibiru istnieje!

Są ci, którzy sądzą, że Anunnaki z Nibiru powrócą na Ziemie w najbliższym czasie. Sądzą, że Planeta X zamierza ku ziemii. Wierzący w Nibiru panicznie się boją zjawisk związanych z przcięciem ukladu slonecznego przez Nibiru. Obawiają się, że to spowoduje trzęsienia ziemi, fale pływowe, poważne powodzie, deficyty żywności z powodu zmiany klimatycznych warunków, choroby, burze meteorów, erupcje wulkaniczne i tym podobne. Obawiają się, że to spowoduje wielkie katastroficzne straty dla życia na ziemi.

Planeta Nibiru (Ne.Bi.Ru) jest znana pod wieloma nazwami w zależności od kultur: Planet X, Dwunasta Planeta, Marduk, Raj, “Niebo” i “Królestwo niebios”, Niburu i itp. Pomimo że Nibir nazwano Dwunastą Planetą, formalnie rzecz biorąc nie jest to planeta naszego Układu Słonecznego. Tak naprawdę, jest planetą z innego układu słonecznego i gwiazd, która była kiedyś słońcem tego układu i została zgaszona. Nibiru nie była nigdy widoczna z ziemi, ale gwiazda, która była w bliskim sąsiedztwie w tym ukladzie byla widoczna z ziemii.

Pierwsi ludzie nazwali Płanetę X jako Nibir w sumeryjskim, i Marduk w babilońskim. Zostało zapisane, że starożytny Mesopotamian sądził, że Nibiru jest dwunastą planetą w naszym Układzie Słonecznym i że to jest “niebo” skąd ich bogowie pochodzili i gdzie mieszkali.

Nibirian, ludzie Nibiru, często określani jako Anunnaki, Nephilim, Elohim i Mardukians. Słowo “Anunnaki” dosłownie znaczy “ci, którzy przybyli z nieba na ziemie”. W Starym Testamencie ci “niebiańscy” goście nazywają się “Anakim”.

Nibiru zostało wypełnione przez super rasę znaną jaką “Nefilim” w Hebrajskim, co oznacza “oni którzy mają zejść z niebios na ziemie”. Anunnaki byli jedną z wielu ras, technologicznie posuniętych naprzód względem innych (w tamtych czasach). Anunnaki nazwali ich gwiazdę domową (słońcem) “ZAOS”.Anunnaki są wojowniczy i lubiący podbijąć inne rasy. Są gwałtowni, źli, pożądliwi, kazirodczy, krwiożerczy, kłamliwi, zazdrośni i despotyczni. Są również mięsożerni i często kanibalistyczni. Również żądają ofiar z ludzi -dziewic.

Jeśli wyobrażasz sobie najgorsze cechy, które możesz wyobrazić sobie każdy w szatanie, to dokladnie tacy są Anunnaki. Specjalizują się w kontrolowaniu umysłem. Również gospodarcza kontrola niemal doskonala z zagospodarowaniem pieniędzy i licznymi systemami. Prowadzoną szeroko zakrojoną inżynierię genetyczną. Stworzyli super rase istot, które i nazwali je “Ducaz”. Ducaz są używane dla podbijania i kontrolowania populacji Nibirian i innych podbitych ras.

Ducaz zostały wysłane przez ich “mistrzów”, Nephilim lub Elohim na walkę w wojnach z innymi obcymi rasami i służyli jako szpiedzy, ochroniarze i policjanci. Jest wiele frakcji wśród Anunnaków. Jedna z najbardziej zgorzkniałych wrogów Ducaz nazywala siebie “Pers-sires”, to grupa cudzoziemców zwana przeze mnie “Vulturites” i nie dlatego że wyglądają jak sępy, jak niektórzy twierdzą. W rzeczywistości nie są ani troche podobni do sępów. Są bardzo trafne powody, dlaczego nazwałem ich Vulturites, ale nie poruszę tego w tej dyskusji.

Ironicznie, Pers-sires są właśnie inną frakcją rasy Anunnaków. Ducaz i Pers-sires (Vulturites) zawsze byli śmiertelnymi wrogami i są do dzisiaj. Te dwie grupy są teraz na Ziemi ubiegającej się o zwierzchnictwo świata. Wiele z nich jest obecna na politycznych, finansowych, naukowych, religijnych, prawnych, medycznych (specjalnie w bankach krwi), rozrywkowych, wojskowych, rolnych lub dochodowych stanowiskach, a także w usługach seksualnych. Większość z tych osobników świadomie nie jest poinformowana o ich pochodzeniach. Ten wojowniczy wyścig posiada nienasycone pragnienie kontroli nad innymi istotami i władze nad innymi rasami mniej uprzywilejowanych klas niż Anunnaki.

Z powodu wielkiego zderzenia, ziemi, planet i księżyców nasz układu słonecznego poważnie zostały naruszony. Nibiru również cierpiał z powodu wielkiego uszkodzenia w efekcie tego kosmicznego zderzenia. To spowodowało przejście Anunnaków na ziemie w poszukiwaniu stałego miejsca zamieszkania. Nie przyszli szukać fizycznie złota jak to opisywal Stichin. Zdziwili się, że złoto jest naturalnym minerałem Ziemi, Anunnaki nie spodziewały się go na Ziemi. Przyszli na ziemię do kopalni złota aby zrobić tarczę -ochronić ich słabe powloki atmosfery na Nibir.Anunnaki byli zachwyceni znalezieniem złota na ziemi, ponieważ używali go do ornamentyki. Sciągneli na ziemię wielu niewolników oraz Annuaków niższych kategorii do pracy w tyc kopalniach.

Ponieważ ich dom Nibiru został zniszczony, Arystokracja Anunnaków zostala zmuszona do pozostania jakiś czas przy ziemii. Mieszkali glownie z olbrzymim statku kosmicznym krążącym po orbicie ziemi. Z czasem Annuaki podbili inne cywilizacje wywalczając skrawe ziemii dla siebie. Byl to między innymi Mars. Większość zamieszkala w pasie Oriona. Inni się przekonali, że Annuaki są poteżną rasą i zapewne po dziś dzień inne rasy się ich obawiają.

Arystokracja Anunnakw z Nibiru są genetycznymi manipulantami, którzy wiedzą jak stworzyć sztuczne organizmy żywe. W swojej arogancji próbowali grać Boga. Ich bardzo zaawansowana technika i ich decydująca wielkość i siła uczyniły ich niemal niezwyciężonymi w oczach pierwszych ludzi. Stąd, Arystokracja Anunnaków została pokazana i spostrzegana jako symbol boski. Arystokracja Anunnaków czasami bywa zwana jako Nordics albo Blondes. Byli wysocy, zdrowi i silni, pełni wigoru, lekkoatletyczni i zazwyczaj jasnej karnacji. Ich symbol mocy to skrzydlaty dysk, który reprezentował ich ZAOS. Arystokracja Anunnaków później była znana jako Elohim i Nephilim.

Arystokracja Anunnaków (Nephilim) stworzyła wiele religii, więc mogli być uważani jako bogowie; co dawało im wielką satysfakcję. Anunnaki rozwinęli religie przez korumpowanie jakiejkolwiek duchowości, którą zauważyli w autochtonicznych ludziach Ziemi. Wykorzystali religie jako mocne środki panowania nad autochtonicznymi ludźmi. Inne religie zostały utworzone w bezpośrednim sprzeciwie wobec siebie w porządku do dysonansu rasy, nieufności, zamieszania, wojny i arogancji.

Anunnaki wysylaly hybrydy z lepszych światów na Ziemie. Wkrótce potem po ich przyjeździe, zaczęli dominować na ziemii jak mogli. Przejęli kontrolę nad częścią planety przez inżynierię genetyczną. Wyparli autochtonicznych ludzi z ich własnych stanowisk i zmusili ich do całkowitej uległości. Użyli autochtonicznych ludzi do kontrolowania eksperymentów z DNA. Dziś, to cudzoziemcy, którzy uprowadzają ziemian dla klonowania i również okaleczają zwierzęta w różnych celach. Większość z tych uprowadzeń i napaści jest przeprowadzona przez Anunnaki Remnants (termin ten używam, aby dać do zrozumienia, którzy Anunnaki byli pozostawieni własnemu losowi na Ziemi).

Jak wspomniano wcześniej Arystokracja Anunnaków podbiła i uczyniła niewolnikami lud pierwotny który już mieszkał na Ziemi. Niektórzy twierdzą, że Jezus był hybrydą z Nibiru, złośliwie sugerują, że był Anunnakiem. Jest to oczywiście nieprawdą. Jezus jest w rzeczywistości, Awatar Światła, który “nadaje postać cielesną” dla przypomnienia i obudzenia “zaspanych” Święte istoty ich prawdziwego Świętego pochodzenia.

W Księdze Rodzaju 6:2-4 jest zapisane przez Anunnaków (którzy napisali większość Starego Testamentu), że “synowie Boga” (samce Anunnaki) “zobaczyli córki mężczyzn, które były uczciwe”. Przy badaniu tej nauki, Anunnaki próbowali pokazać, że “synowie Boga” zostali zwabieni do Ziemi i skorumpowali przez autochtoniczne kobiety z Ziemi. Tak naprawdę, kobiety z Ziemi w tym czasie były bardziej niepokalane niż osobniki męskie i były szanowane przez nich.

Szowinizm Anunnaków spowodował, że kobiety zostały ujarzmione przez mężczyzn i traktowane jak “podnóżki” w wielu kulturach wliczając w to arabskich, azjatyckich, żydowskich i zachodnich społeczeństwach. W Izajaszu 66:1 można znaleźć słowa “tak mówił Pan, niebo jest moim tronem i ziemia jest podnóżkiem stóp moich…”. Efezjan 5:22-24 Paweł, który nadał postać cielesną Anunnaką, napisał: “Żony poddają się mężom, jak Pan. Bo mąż jest głowa żony, właśnie tak jak Chrystus jest głową kościoła: On jest Zbawicielem ciała. Dlatego, jak kościół podlega pod Chrystusa, więc niech żony będą podlegać ich własnym mężom w każdej rzeczy”. Dlatego według nauczania Pawła, żony są podnóżkami a mężowie są górą. W jednym uzurpatorskim ciosie, Paweł, w imieniu Anunnaków, podporządkował wszystkie chrześcijańskie kobiety niższemu statusowi. Wiele kościołów utożsamia nauczanie Pawła do nauk Chrystusa. To jest bluźnierstwo!

Mity tworzenia na całym świecie są podobne pod względem ich głównych nurtów. Dlaczego tak jest? Dzieje się tak, ponieważ różne mity tworzenia zostały rozpowszechnione przez Anunnaków, którzy wyemigrowali rozprzestrzeniając się na calej ziemii. Religie uworzone przez Anunnaków do kontroli i manipulacji populacją włączyło różne mity tworzenia. Te religie nie są oparte na miłości, lecz oparte są na strachu.

Anunnaki zapoczątkowali zdobnictwo ciała biżuterią. Również promowali bardzo kosztowne gusty, które zmuszają ludzi do gospodarczego niewolnictwa. Przedstawili poligamię, kazirodztwo i pedofilię, które są cechami charakterystycznymi dla Anunnaków. Takie cechy są zanotowane w różnych kulturach, wliczając w to wiekowego egipskiego członka rodziny królewskiej i patriarchów Starego Testamentu, którzy podążali za rozkazami Anunnaków. W wielu sensach, my w tych technologicznie zaawansowany wiekach, jesteśmy niewolnikami współczesnych towarów, rządów, systemów, kultur, religii, obyczajów i itp. Ale przede wszystkim jesteśmy niewolnikami tej wirtualnej rzeczywistości , spowodowanej utratą wzroku przez jego subtelnośc, fałsze i udawanie Świętego Królestwa.

Anunnaki pierwsi odwiedził Ziemię około 500,000 lata temu. Do tego czasu, już podbili Plejady, Marsa i wiele innych światów.

Po kilku próbach, pierwsza fala udanej inżynierii genetycznej nastąpiła na Ziemi około 300,000 lata temu. Anunnaki wprowadzili wiele obcych ras, które podbili i wszczepiali DNA na ziemi. Również porwali specjalną rasę zwaną Rasą Kobiet i doprowadzili je na Ziemie. Ta rasa kobiet cierpiała niezwykle w ramach likwidacji i nadużycia Anunnaków. Różne obce rasy z innych światów zostały doprowadzone na Ziemie i byli uważani jako niewolnicy przez arystokracje Anunnaków. Jedni zostali sprzedani do ciężkich robot, inni do seksu, a jeszcze inni do wojsk.

Poprzez inżynierię genetyczną, kobiety zostały uczynione fizycznie niższą jakością do mężczyzn w posturze, sile i prędkości. Nawet w zawodach gdzie siła i prędkość byli niezwiązane z tematem, taki jak duchowieństwo, prawo, medycyna, polityka, handel, nauka, itp., kobiety są w bardzo niekorzystnej sytuacji nawet do dnia dzisiejszego. To wykazuje rozmiary szowinistycznego wpływu Anunnaków. Poza inżynierią genetyczną na ludziach, były również podobno prace przeprowadzona na rozmaitych gatunkach zwierząt wliczając w to ptaki, gady, ryby, bestie i rośliny. Anunnaki również ćwiczą bestialstwo. Stworzyli mieszane hybrydy pol ludzi, o których są legendarne juz historie… pól lew – pól czlowiek, pól ryba-pól czlowiek itd.

Historia Księgi Rodzaju została utworzona i odnotowana przez cywilizację sumeryjską, opisujące historię Anunnaków na Ziemi, która była zgodna z tym, co Anunnaki podyktowały.

Rozwinięta cywilizacja Sumeria żyjąca wiele tysięcy lat temu była “podrasowana” przez Annuaki niemal natychmiast przez wprowadzenie wielu aspektów cywilizacyjnych, wliczając w to -system praw, ład społeczny, gospodarcze wzory, religie, nauka, matematyka, wagi i miary, literatura, muzyka, sztuka widowiskowa, kosmologia, obraz, rzeźbiarstwo, astronomia, astrologia, medycyna, hodowla zwierząt, udomowienie roślin, homeopatii, kulinarnych umiejętności, sztuki, rozrywki i itp. Sumeria stała się cywilizacją, której inne społeczeństwa zacofane zazdrościły i bały się.

Około 35,000 lata temu, człowiek opanował Ziemię z człowieka neandertalskiego. Arystokracja Anunnaków zamordowała całą neandertalską populację po tym jak skończyli używać neandertalczyków jako okazów dla genetycznych eksperymentów. Homo sapiens były wynikiem drugiej fali inżynierii genetycznej. Ta druga fala pozwoliła homo sapiens płodzić nowe życie z Anunnakami.

W miarę upływu czasu rzeczy wymykały się spod kontroli. W okresie rozkwitu Atlantydy, były podróże kosmiczne dla klas uprzywilejowanych. Teleportacja była wspólna również w tamtych czasach dla klas uprzywilejowanych.. Atlantowie “niewolnicy” byli coraz bardziej zaawansowani, zaczęli ignorować ich “bogów” – arystokracje Anunnaków. Dotyczyło to ich mistrzów. Dlatego podjęto decyzję o ich zniszczeniu, zniszczeniu Atlantydy. Niektórzy z arystokracji Anunnaków i ich wybrani opiekunowie umknęli z Ziemi w olbrzymich statkach kosmicznych i udali się na inne planety, takie jak Mars i do innych gwiazdozbiorów. Większa część Anunnaków zostala pozostawiona z tyłu.Annuaki wyprowadzają się z ziemi i niszczą Atlantyde wraz z wszystkimi, którzy tam mieszkali, wliczając również innych Annuaków.

Jednakże, niektórzy Annuacy-Niewolnicy poznali plany arystokracji Anunnaki i zniszczenia Atlantydy. Zdążyli zbiec zabierając ze sobą wiedze. Resztki Anunnaki, które uszły zagladzie zaczęły konstruować kultury, które teraz znamy jako Aztecan, Inca, Maja, i przede wszystkim starożytny egipt. Jest wielu Anunnaków na planecie ziemia do dziś. Niektórzy to potomkowie tych, którzy uciekli z Atlantydy.

Po zniszczeniu Atlantydy, trzecia fala inżynierii genetycznej przeprowadzonej przez wyżej sklasyfikowane resztki Anunnaków miały miejsce około 20,000 lat temu. Jedna grupa Anunnakow zbudowala piramidy zprzęgając masy ludzi i wykorzystując swoją technologie. Piramidy byly budowane jako stacje dla statków Annuaków z wyższych sfer.

Annuaki powrocily na ziemie i zskoczyla ich wizja nowych kultur jakie stworzyly Annuaki które pozostaly na ziemii. Ucieszyl ich fakt, ze ich bracia dominują poniekąt na ziemii. Annuaki przygotowywaly się do przejęcia poraz kolejny kontroli na ziemii. Zrobili to za pomocą potopu. Ocalalo nie wiele dowodów kultur, które wtedy istnialy… ocalal sfinks i piramidy w tym azteckie. Niemal wszystko zostalo zniczone na calym świecie lącznie z tym co pozostawili Annuakowie po sobie ostatnim razem będąc i tworząc na ziemii. Annuaki postanowily tworzyć nowe cywilizacje od nowa. Najszybciej stworzono cywilizacje Sumeryjską. W Sumeryjskich zapisakach widnieją informacje o Shem (statek kosmiczny). Annuaki byli ludźmi Shem i przybywali na ziemie, aby kompulować z prymitywnymi ziemianami. To zapisane jest w Księdze Rodzaju. Annuaki również zapoczątkowaly ciwilizacje w Bbilonie. Jeżeli wymykalo się coś z pod kontroli to niszczyli i tworzyli nowe w innych miejscach. Dziś resztki Annuaków planują jak przywrócić swojej rasie panowanie nad ziemią. Planują wznowić świat raz jeszcze za pomocą Annuaków, którzy pozostali na ziemii i wcielili się w ziemian, Ci o tym wiedzą i budują schrony i podziemne tunele, aby uchronić się przed zagladą która ma nastąpić.

Resztki Anunnaków są wśród nas. Kontolują wladzami, klonują ludzi i zwierzęta, pracują nad naszym umyslem. Przygotowania do przywrócenia wladzy Annuakom trwają o czym najwięksi tego świata wiedzą, ale to ukrywają w posludze Annuakom.
http://www.masterminds.pl/Tajemnicze.25 … i.230.html

Ewolucja czy interwencja?

SPOJRZENIE NA GENETYCZNE DZIEDZICTWO CZŁOWIEKA
Bogowie z krwi i kości posłużyli się inżynierią genetyczną, aby stworzyć ludzi “na swój obraz i podobieństwo” w celu wykorzystania ich jako niewolników. Ten zdumiewający wniosek można wyciągnąć na podstawie dosłownej interpretacji liczących sobie 5000 lat tekstów wykopanych w ostatnim stuleciu przez archeologów w Mezopotamii. W niniejszym artykule przedstawiam naukowe dowody zaczerpnięte z tych starożytnych źródeł potwierdzające powyższe stwierdzenie i stawiam tezę, że “bogowie”, którzy nas stworzyli, wciąż mogą przebywać pośród nas korzystając z uzyskanej na drodze genetycznej manipulacji długowieczności. Chociaż w pierwszym momencie może się to wydać nieprawdopodobne, niewykluczone, że ci “bogowie” rządzą Ziemią od 270 000 lat.

Wygląda na to, że w czasach mniej odległych, obejmujących ostatnie 13 000 lat, poszczególni bogowie brali kolejno Ziemię “we władanie” zgodnie z “gwiezdnym zegarem” dzielącym liczący 25920 lat cykl precesyjny na 12 okresów. Dowody istnienia tego zegara napotkać można jeszcze dzisiaj w tajemniczych megalitach Stonehenge w Anglii i Machu Picchu w Peru. Analiza tego gwiezdnego zegara dostarcza naukowej podbudowy przekonaniu, że bogowie z krwi i kości – nasi stwórcy – szykują się do rychłego powrotu między nas.

Dokonane w ostatnich latach nowe odkrycia przyniosły wiele poważnych wyzwań naszym dotychczasowym poglądom na przeszłość ludzkości. Powszechna uwaga skupia się na Egipcie, gdzie odkryto tajne przejście w Wielkiej Piramidzie, a niezależne datowanie Sfinksa wykazało, że wykonano go w okresie między 10 500 a 8 000 lat p.n.e., co na wszystkich wywarło wielkie wrażenie. Mniej znane jest natomiast odkrycie, że do cięcia granitu w starożytnym Egipcie używano najprawdopodobniej ultradźwiękowych urządzeń – technologii poznanej dopiero pod koniec XX wieku.

Historyczne anomalie nie ograniczają się bynajmniej do Egiptu. Na całym świecie można znaleźć miejsca takie jak Stonehenge, Tiwanaku (Tiahuanaco), Nazca, Baalbek, a teraz także podwodne konstrukcje w Japonii, które nie pasują do historycznego paradygmatu. W Baalbek w Libanie, by wymienić tylko jeden przykład, starożytny kamienny taras zawiera między innymi trzy osiemsettonowe głazy, które ułożono w murze na wysokości 20 stóp (6 m).

Wzniesienie podobnej konstrukcji byłoby trudne nawet dla współczesnych inżynierów dysponujących najnowszymi urządzeniami dźwigowymi. Krótko mówiąc, spuścizna milknącej w pomroce dziejów prehistorii istnieje w postaci kamieni, map oraz mitologii, które nasza dwudziestowieczna technologia dopiero od niedawna pozwala nam dostrzegać we właściwy sposób.

Wielu z nas koncepcja “bogów” wyda się obca bądź bezsensowna, gdyż zostaliśmy przyzwyczajeni do wiary w Jedynego Boga, o pozostałych pisząc przez małe “b” i traktując ich jako bożki, istoty nadprzyrodzone, czy też przejawy prymitywnej mitologii. Poglądy takie stanowią dziedzictwo 2 000 lat monoteizmu, który nie tylko zniekształcił oryginalne znaczenie starożytnych tekstów, ale – co istotniejsze – wypaczył nasze myślenie.

Wprawiający nas w zakłopotanie termin “bogowie” nie budził żadnych zahamowań u Sumerów, którzy traktowali tych bogów jak ludzi z krwi i kości rządzących ludzkością za sprawą swego wyższego statusu i technologii.

Wiara Sumerów, że człowiek został stworzony przez bogów Anunnaki, wyraźnie wskazuje, że nie przechodziliśmy ewolucji na drodze darwinowskiego doboru naturalnego. Czy tak kontrowersyjna teza ma jakiekolwiek naukowe podstawy?

Sam ewolucjonista Stephen Jay Gould wspomina o “ogromnym nieprawdopodobieństwie ewolucji człowieka”. Pozwólcie, że przedstawię skalę tego nieprawdopodobieństwa. Jeśli za punkt wyjścia przyjmiemy małpę, to aby mogła ona zmienić się w procesie ewolucji w człowieka, musiałaby ulec wielu poważnym ewolucyjnym skokom. Naukowcy są zgodni, że dobór naturalny działa poprzez mechanizm mutacji, przyznają jednak zarazem, iż zdecydowana większość mutacji jest zła. Potwierdzają również, że mechanizm mutacji wymaga długiego czasu, ponieważ mutacje wywołujące poważne zmiany (makromutacje) stanowią szczególne zagrożenie dla przetrwania gatunku. Ponadto wyrażają pogląd, że jeśli w gatunku ma wystąpić mutacja pozytywna, dojdzie do tego wyłącznie w sprzyjających okolicznościach, jak choćby w małej, wyizolowanej populacji.

Taka kombinacja nieprawdopodobnych czynników w połączeniu z zaledwie 6 milionami lat, jakie człowiek miał przypuszczalnie na wyewoluowanie od małpy, wprawiła w niemałe zakłopotanie niektórych naszych czołowych ewolucjonistów i myślicieli, w tym Rogera Penrose’a i Noama Chomsky’ego.

W roku 1954 panował pogląd, że wiodąca do człowieka linia hominidów oddzieliła się od małp 30 milionów lat temu, po czym przechodząc stopniową ewolucję, osiągnęła naszą obecną formę. Ten liczący 30 milionów lat okres w bezstronny sposób pokazuje, jak długo powinna trwać ewolucja. Tymczasem kolejne odkrycia wykazały, że ten rozdział miał miejsce zaledwie przed 6 milionami lat, co zmusiło pragnących wyjaśnić nasze istnienie ewolucjonistów do przyjęcia znacznie szybszego tempa ewolucji.

Inne kłopotliwe odkrycie dokonane po roku 1954 dotyczy szokująco wolnego postępu ewolucyjnego homo erectus i jego poprzedników do momentu oddalonego w czasie jakieś 200 000 lat wstecz. Wykres ewolucyjny zmienił się z pięknej linii prostej w błyskawiczną eksplozję.

Wielka siła teorii Darwina według jej zwolenników, takich jak Richard Dawkins, tkwi w tym, że mając do dyspozycji dość czasu przy pomocy doboru naturalnego można wytłumaczyć dosłownie wszystko. W przypadku ludzkości właśnie brak ewolucyjnego czasu stanowi największy problem. Co przemawia przeciwko takiej wersji, jeśli przyjmiemy, że musiało dojść nie do jednej, ale kilku makromutacji w ciągu zaledwie 6 milionów lat?

Przyjrzyjmy się tej kwestii dokładniej. Darwiniści często podkreślają, że jesteśmy bardzo podobni do szympansa, jako że w 98 procentach posiadamy identyczne DNA. Chciałbym w tym miejscu odwrócić zagadnienie i spytać, w jaki sposób zaledwie 2 procent genetycznych różnic może odpowiadać za tak wiele “wartościowych” cech człowieka: większy mózg, język oraz seksualność, by wymienić tylko kilka z nich. Ponadto, dziwnym wydaje się fakt, że homo sapiens posiada zaledwie 46 chromosomów, podczas gdy szympansy i goryle mają ich 48. Teoria doboru naturalnego nie potrafi wyjaśnić, jak zanik dwóch chromosomów – bardzo poważna zmiana strukturalna – mógł nastąpić w tak krótkim okresie czasu.

W jaki sposób hominid homo erectus, nie podlegający żadnym zmianom przez 1,2 mln lat, 200 000 lat temu przekształcił się w homo sapiens wyposażonego w o 50 procent większy mózg, zdolność posługiwania się językiem oraz współczesną anatomię? Jedną z naczelnych zasad darwinizmu jest, że “natura nigdy nie wyposaża gatunku ponad potrzeby codziennej egzystencji”. Gdzież był konkurent, który sprawił, że mózg homo sapiens osiągnął niespotykany poziom rozwoju i złożoności? Jakiż rywal spowodował, że zdolności intelektualne nabrały zasadniczego znaczenia dla przetrwania. Kogo próbowaliśmy przechytrzyć?

Sto lat temu genetyka była zupełnie nieznana, dlatego też rzeczą śmieszną byłoby sugerowanie, że biblijna idea boskiego stworzenia dotyczyła w rzeczywistości fizycznej interwencji genetycznej. Dziś takiej interwencji, wzmiankowanej w tekstach sumeryjskich, nie da się już tak łatwo odrzucić.

Faktem jest, że pod koniec XX wieku posiadamy genetyczne możliwości działania niczym “bogowie” i tworzenia życia w próbówce. Wspomniana już dwuprocentowa zmiana w ludzkim DNA przeciwstawia się darwinizmowi, natomiast dobrze pasuje do interwencji genetycznej.

Ponadto, możliwość, że nasze DNA ma w części pozaziemskie pochodzenie, byłaby pomocna w wyjaśnieniu szeregu anomalii związanych z rodzajem ludzkim, często przytaczanych przez zwolenników teorii wodnej małpy.

Idea genetycznego ulepszenia przez bogów Anunnaki (określam je terminem “interwencjonizm”) stwarza alternatywę dla tradycyjnego sporu Kościoła z Nauką. Co najważniejsze, zyskujemy możliwość wyboru między dwiema teoriami naukowymi.

W przeszłości ewolucjoniści na siłę dopasowali do ludzkości swoją teorię doboru naturalnego tylko dlatego, że nie było żadnej innej naukowej koncepcji. Nie byli w stanie uwzględnić interwencji genetycznej, ponieważ genetyka po prostu jeszcze nie istniała. Nawet dzisiaj ich oczy i umysły pozostają zamknięte na możliwość interwencji z powodu szeroko rozpowszechnionego uprzedzenia zaliczającego “bogów” do kategorii mitologicznej.

“NIEŚMIERTELNI” BOGOWIE SUMERÓW
Dlaczego opowieści o bogach są nagminnie odrzucane jako mitologia? Jedną z przyczyn są bogowie Indii oraz Egiptu łączący w sobie cechy ludzi i zwierząt. Jednakże to nierealne, zoomorficzne wizerunki zostały zbudowane tak, aby oddawać pewne widoczne atrybuty prawdziwych, antropomorficznych bogów z dawnych epok.

Jeśli cofniemy się do czasów cywilizacji sumeryjskiej, kiedy ludzie żyli pospołu ze swoimi bogami, odkryjemy, że bogów Annunnaki rzeczywiście pisywano jako istoty przypominające ludzi. Termin “bogowie” należy zatem rozumieć jako określenie technologicznie zaawansowanych ludzi z krwi i kości, którzy stworzyli nas na “swoje podobieństwo” i z tego powodu fizycznie nas przypominają. Gdyby dzisiaj przechadzali się wśród nas, nawet byśmy tego nie zauważyli.

Jeszcze większy problem wypływa z rozważań nad rzekomą nieśmiertelnością bogów Anunnaki i właśnie na nim skoncentruję się w niniejszym artykule.

Według starożytnego tekstu znanego jako Atra-Hasis ten sam bóg, który stworzył człowieka, ocalił także Noego z Potopu i był później, w latach 3 800-2 000 p.n.e., czczony przez Sumerów. Jeśli ów bóg, znany jako Ea bądź Enki, rzeczywiście był stwórcą homo sapiens, to w epoce sumeryjskiej musiał sobie liczyć co najmniej 180 000 lat. Nic zatem dziwnego, że uczeni odrzucili te twierdzenia jako romantyczną mitologię.

Zacytowany przykład jest typowy dla starożytnych tekstów, konsekwentnie potwierdzających nieśmiertelność bogów. Ale jeśli ich nieśmiertelność jest tylko pozorna? Jeśli jest ona jedynie przejawem niezwykłej długowieczności?

Korzystając z zachowanych tekstów rzeczywiście natrafiamy na wzmianki sugerujące, iż Anunnaki doświadczali efektu starzenia w bardzo długim okresie czasu. Na przykład Ninharsag, bogini, która asystowała przy stworzeniu człowieka, była później znana w Egipcie jako “Krowa”, co niewątpliwie pozostawało w związku z jej wiekiem. A kannejski bóg El w jednym ze starożytnych tekstów został przedstawiony jako siwobroda postać.

DŁUGOWIECZNOŚĆ – NOWA GAŁĄŹ GENETYKI
Co współczesna nauka ma do powiedzenia w sprawie wydłużonej długowieczności? Czy jest fizycznie możliwe, aby ludzkie ciało żyło tysiące lat? Przyjrzyjmy się ostatnim odkryciom w dziedzinie genetyki.

W przeszłości dominował pogląd, że nasze ciało zużywa się po prostu pod wpływem stresów codziennego dnia. Dzisiaj jednak wiemy, że proces starzenia jest genetycznie zaprogramowany w komórkach naszego ciała. Podczas podziału komórek rozpad jednej na dwie nowe pociąga za sobą duplikację przekazu genetycznego (ludzkiego genomu), którego nośnikiem w każdej żywej komórce jest 46 chromosomów. Jednak duplikacja ta nie jest doskonała i stopniowo nasz program genetyczny ulega uszkodzeniom na skutek błędów kopiowania. Kiedy w komórkach nagromadzi się duża ilość takich błędów (albo mutacji), efekty starzenia stają się wyraźnie widoczne.

Genetyk Steve Jones przedstawia starzenie jako “kryzys tożsamości biologicznej” i wyjaśnia, że nasze ciała pracują według “niedoskonałej instrukcji obsługi, w której roi się od błędów drukarskich”. Profesor Raijnder Sohal z Południowego Uniwersytetu Metodystycznego mieszczącego się w Dallas w Teksasie, stwierdza, że “po przekroczeniu 55 roku życia ludzkie istoty bardzo szybko się zużywają, ponieważ tempo niekorzystnych zmian podwaja się co sześć lat”. Eskalacja genetycznej degradacji przybiera tak poważne rozmiary, że gdy dobiegamy osiemdziesiątki, krytyczna jedna trzecia naszych protein ulega zniszczeniu.

W czerwcu 1995 roku ogłoszono, że uczeni zidentyfikowali gen długowieczności zdolny przedłużyć życie mikroskopijnych stworzeń nawet o 65 procent. Zespół kierowany przez Toma Johnsona z Instytutu Genetyki Behawioralnej Uniwersytetu Kolorado odkrył gen, któremu nadał nazwę “Age-1″, który reguluje zdolność robaków do naprawy swoich komórek. Eksperymentując z mutacjami tego genu naukowcy stwierdzili, że jedna z nich w znacznym stopniu podnosiła odporność badanych mikroorganizmów na toksyny, zmiany temperatury oraz promieniowanie ultrafioletowe. Zespół żywi przekonanie, że ten istotny przełom stanowi pierwszy krok w kierunku zrozumienia, w jaki sposób można dokonać naprawy zdegenerowanych przez starość komórek. Jego członkowie wyrażają nadzieję, że w ciągu następnej dekady dojdzie do wyodrębnienia i poznania ludzkiego odpowiednika Age-1, co pozwoli na wydłużenie ludzkiego życia o ponad 40 lat.

W grudniu 1995 roku pojawiły się doniesienia, że dr Barbara Bergman, a także zespoły z uniwersytetu w Zurychu i Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie dokonały kolejnego ważnego przełomu, który nazwano świętym graalem neurobiologii”. Dotychczas uważano za biologicznie niemożliwą regenerację komórek nerwowych mózgu oraz rdzenia kręgowego (w odróżnieniu od komórek innych tkanek), które uległy uszkodzeniu. Tymczasem Bergman odkryła, że stosując antyciała może zablokować działanie chemicznego inhibitora zapobiegającego wzrostowi nerwowych komórek szczura. W ten sposób z powodzeniem zdołała przywrócić potencjał wzrostu komórkom, jaki posiadały one w młodości. Odkrycie to posiada ogromną wagę dla ludzkiej długowieczności, gdyż ludzki mózg jest jednym z naszych najbardziej krytycznych systemów. Co ciekawe, podział komórek w naszym mózgu ustaje bardzo wcześnie, po nim zaś następuje długotrwały proces stopniowego obumierania, co rzutuje na tak istotne funkcje jak słuch, powonienie czy pamięć.

Z kolei we Francji zespół uczonych pod kierunkiem dra Francois Schachtera pracował nad nie mniej ważnym czynnikiem, jakim jest system odpornościowy człowieka. Na drodze żmudnych porównań DNA francuskich stulatków z kontrolną próbką populacji współczesnej, Schachter wyodrębnił gen o nazwie “HLADR”, który znacznie częściej występuje w grupie staruszków. I co dziwne, właśnie system odpornościowy odznacza się najwyższym wskaźnikiem mutacji spośród wszystkich komórek organizmu i z wiekiem jako pierwszy traci zdolność prawidłowego funkcjonowania, przez co stajemy się podatni na wszelkie choroby. Połączone pogarszanie się stanu zdrowia immunologicznego oraz mózgu odgrywa zasadniczą rolę w procesie starzenia, który kończy się naturalną śmiercią.

Dlaczego system kopiowania genetycznego jest tak niedoskonały? Wygląda na to, że problem tkwi częściowo w powietrzu, którym oddychamy. Doug Wallace, szef genetyków z Uniwersytetu Emory w Atlancie w stanie Georgia, spędził 25 lat na studiowaniu drobnych tworów zwanych mitochondriami, które istnieją wewnątrz każdej żywej komórki. Mitochodria zaopatrują w energię komórki, a tym samym całe ciało. Syntezują tlen (dostarczany przez nasze czerwone ciałka krwi) oraz inne składniki odżywcze, a powstała przy tym energia umożliwia wykonywanie różnych funkcji. Wallace, podobnie jak wielu innych znanych uczonych, uważa, ze nadmiar “wolnych rodników” wywołuje uszkodzenia komórek.

Koleżanka dra Francois Schachtera, Marie-Laure Muiras jest jedną z wielu uczonych zajmujących się poszukiwaniem sposobu na zmniejszenie uszkodzeń powodowanych przez wolne rodniki. W grupie stulatków Muiras odkryła gen o nazwie “PARP”, który prawdopodobnie odpowiada za proces naprawy DNA. Gdyby udało się nam w pełni zrozumieć ten system genetyczny, moglibyśmy podjąć próbę stworzenia genów zdolnych zarządzać super efektywnym systemem podtrzymującym.

Alternatywną obroną przed starzeniem jest usunięcie wolnych rodników, zanim wywołają one jakiekolwiek zniszczenia. Profesor Rajinder Sohal wszczepił muszkom owocowym geny chroniące ich komórki przed atakiem wolnych rodników i skutecznie wydłużył czas ich życia o 1/3. Doug Wallace sądzi, że możliwe będzie zniwelowanie efektu działania wolnych rodników poprzez opracowanie mieszaniny środków chemicznych, które utworzą wokół komórek rodzaj bariery.

Ostatnie badania dostarczają coraz więcej danych o zachodzących w komórkach procesach starzenia. Naukowcy z Geron Corporation, mający za doradcę między innymi Jamesa Watsona (ze sławnego zespołu Watson i Crick, który odkrył budowę cząsteczki DNA), wierzą, że być może odkryli biologiczny zegar, mechanizm sterujący życiem i śmiercią komórki. Mowa tu o “telomerze” – powtarzalnej sekwencji DNA znajdującej się na końcu każdego chromosomu i często porównywanej z plastykowym zabezpieczeniem końcówki sznurowadła. Za każdym razem, gdy komórka się dzieli, a DNA chromosomu zostaje powielone, owa końcówka staje się nieco krótsza. U dzieci jej długość sięga 20 000 “znaków”, a u sześćdziesięciolatków jest o połowę krótsza. Gdy telomer zostaje zredukowany do odpowiedniej długości, komórka przestaje się dzielić i popada w stan zwany “starzeniem się”. W tym stadium komórki oraz ich funkcje ulegają coraz liczniejszym uszkodzeniom.

Uczeni pracujący dla Geron Corporation żywią cichą nadzieję na znalezienie sposobu wpływania na długość telomeru. Byłby to ogromny postęp niosący możliwość zapobiegający powstawaniu większości błędów powstających przy genetycznym kopiowaniu, a także przywracania młodości starzejącym się komórkom.

Jeżeli wyeliminujemy efekt działania wolnych rodników, zwiększymy nieskończenie liczbę podziałów komórkowych i przywrócimy wzrost komórek mózgu i rdzenia kręgowego, co wówczas ograniczać będzie ludzkie życie? Gdybyśmy nawet na skutek jakiejś deformacji, to nowe odkrycia w dziedzinie inżynierii tkanek pozwolą naprawić i zabezpieczyć nasze ciała.

Według słów dra Francois Schachtera, jednego z najwybitniejszych naukowców w tej dziedzinie, “nie ma powodu, dla którego nie mielibyśmy przedłużyć ludzkiego życia. Jesteśmy bardzo blisko uzyskania odpowiedniej technologii i fragmenty układanki szybko wskakują na swoje miejsce”.

DŁUGOWIECZNOŚĆ BOGÓW
Stojąc u progu istotnego przełomu w badaniach nad starzeniem, musimy postawić sobie pytanie, czy bogowie Anunnaki, którzy rzekomo nas stworzyli, byli tutaj przed nami.

Istnieją dowody na to, że nasze geny, geny odziedziczone po bogach, długo ewoluowały w całkowitym spokoju gdzie indziej. Mimo iż prawa doboru naturalnego statystycznie preferują rozwój genów długowieczności, trudno sobie wyobrazić, żeby bogowie osiągnęli idącą w setki tysięcy lat długość życia na drodze naturalnej. Rozwiązanie tej zagadki może tkwić w tym, że poddali swoje geny sztucznej mutacji, przechodząc genetyczną terapię podobną do tej, jakiej teraz szukają nasi uczeni. Znajdujemy się zatem w takim punkcie historii, w którym możemy zacząć traktować poważnie zawarte w starych tekstach dowody nieśmiertelności bogów.

Jeśli bogowie żyli tak długo, jakich dowodów możemy się spodziewać? Skamieniałe szczątki, jeśli nawet istniały, niczego nam nie powiedzą. Ich kod genetyczny pozostanie niemy, chyba że zdołamy wprowadzić jedną z takich superistot do laboratorium (co wydaje się mało prawdopodobne). Jedyny dowód takiej długowieczności stanowią zatem teksty pisane oraz przekazy kulturowe.

Niezwykłą cechą tekstów starożytnej Mezopotamii poświęconych Anunnaki są zawarte w nich wzmianki o potomkach zrodzonych z siostry przyrodniej. Według panujących wśród bogów zasad dziedziczenia, takie dziecko stawało się prawowitym spadkobiercą nawet przed pierworodnym synem. Reguła ta jest zapisana w opowieści o najwyższym bogu Anu (który mieszkał w “Niebie”) oraz jego dwóch synach, którzy zeszli na Ziemię. Syn pierworodny, Enki, został zastąpiony przez urodzonego później Enlila, potomka Anu i jego siostry przyrodniej. Zatem to właśnie Enlil zachował męskie geny ojca w lepszym stanie niż Enki. Podobna praktyka wydaje nam się dziwna, gdyż wypływa z kazirodztwa. Co więcej, zwiększa ryzyko odziedziczenia dwóch kopii szkodliwego genu recesywnego. Dlaczego więc bogowie nie tylko nie przejmowali się chowem wsobnym, ale wręcz go faworyzowali?

Odpowiedź może być tylko taka, że geny Anunnaki były czyste i nie zawierały żadnych szkodliwych niedoskonałości. To może wyjaśniać dość niezwykłe znaczenie imienia babilońskiego boga Marduka (MAR.DUK – “Syn Czystego Wzgórza”), które wskazuje zapewne na genetyczną czystość jego ojca Enki. Szczegóły tekstu wyraźnie sugerują, że bogowie usiłowali uniknąć rozproszenia swoich sztucznie nabytych genów długowieczności.

Bez względu jednak na genetyczne usprawnienia, jakich dokonali Anunnaki, wciąż podlegali bezlitosnemu procesowi starzenia. W uzupełnieniu przytoczonych wcześniej przykładów, moje badania wskazują, że starsi bogowie Enlil i Enki w okresie najnowszej historii ludzkości wkroczyli w widocznie wyraźną fazę spoczynku. Gdyby tak było w istocie, moglibyśmy mieć nadzieję na odnalezienie dalszych prób spowolnienia procesu starzenia – działań wykraczających poza początkowe sztuczne stworzenie genów, które następnie usiłowano zachować na drodze kazirodztwa. Mówimy tutaj o systemie podtrzymywania, odpowiedniku współczesnych zabiegów służących zwalczaniu wolnych rodników. I ponownie coś takiego znajdujemy.

Od dawna zakładano, że egipskie wizerunki bogów, którym podawane są puchary (z nieznaną zawartością) symbolizowały ich nieśmiertelność. Starożytny artysta nie zadawałby sobie trudu upamiętnienia wydarzenia nie będącego szczególnie ważnym.

Symboliczna waga czary nieśmiertelności jest także widoczna w wielu grobach Mezopotamii, gdzie archeolodzy odkryli ciała, których dłonie przytrzymywały przy ustach puchar, zupełnie jakby zmarły miał za chwilę się napić. W pochówkach tych stosowano również wiele innych przedmiotów codziennego użytku wskazujących na związek pucharu z życiem wiecznym. Kulturowe podobieństwo z Egiptem nie wymaga tutaj szerszego omówienia.

Czy widoczny w starożytnym Egipcie związek bogów z pucharami stanowi namacalny dowód, że spożywali oni zapobiegające starzeniu substancje? Na dowody takie natrafimy niekoniecznie w Egipcie, lecz w pobliskiej Mezopotamii, gdzie królowie i najwyżsi kapłani obcowali ze swoimi bogami.

Jednym ze źródeł tej ezoterycznej wiedzy może być sumeryjski król Gilgamesz. Tablica X eposu o Gilgameszu zawiera opis jego podróży do krainy Anunnaki, gdzie spotyka on Noego (Ziusudrę lub Utnapiszti). W tablicy XI Noe przedstawia Gilgameszowi historię Potopu i na odchodnym wręcza mu roślinę o nazwie “starzec znowu młody”:

Wyjawię co, Gilgameszu, słowo zakryte

i powiem ci tajemnicę zioła.

To zioło rośnie jak cierń na dnie morza

kolce jego, jak u róży, w dłoń cię kłuć będą.

Jeśli dłoń twa to zioło posiądzie,

młodość przez nią odzyskasz.

Inny sumeryjski tekst poświęcony Adapie – “modelowemu człowiekowi” stworzonemu przez Ea/Enki – opisuje jego podróż na Nibiru, planetę bogów. Znajdujemy w nim odniesienia do “wody życia” i “chleba życia”, które zapewniało potencjalną nieśmiertelność Adamowi i Ewie. Z perspektywy genetyki wszystkie te substancje, z “owocem” z Edenu, mogły być zapobiegającymi starzeniu lekami, chroniącymi komórki przed zniszczeniem przez wolne rodniki.

ZNACZENIE EDENU
Biblijna opowieść o Adamie i Ewie jest dzisiaj postrzegana jako czysty mit, jednak trzy elementy wskazują, że być może jest to wysoce upiększona relacja z rzeczywistego wydarzenia.

Pierwszy z tych elementów to obecność węża – dobrze znanego symbolu bogów starożytnego Egiptu, a także samego Enki, inżyniera genetycznego, który miał stworzyć rodzaj ludzki.

Drugim elementem jest zdobycie przez Adama i Ewę wiedzy o seksie. Starożytne teksty, takie jak Atra-Hasis sugerują, że pierwszy człowiek to określany mianem LU.LU był hybrydą Anunnaki i homo erectus, zaś następni mężczyźni i kobiety zostali sklonowani, tak aby odciążyć bogów oraz boginie. Jak się wkrótce przekonamy, wydarzenia te poprzedziły incydent w Ogrodzie Eden. Ponieważ wszystkie hybrydy rodzą się bezpłodne, zdolność prokreacji udzielona ludzkości w Edenie nabiera szczególnego znaczenia.

Trzeci element to znaczenie słowa Eden, które z całą pewnością wywodzi się z sumeryjskiego terminu E.DIN. DIN jest skrótem zaczerpniętym z DIN.GIR, słowa oznaczającego “bogów”, przeto nie ma wątpliwości, że Eden oznaczał “siedzibę bogów”. Jak wynika z moich badań, powinniśmy się spodziewać więcej niż jednej boskiej siedziby, ponieważ Ziemia była podzielona geograficznie pomiędzy dwóch rywalizujących braci, Enlila i Enki, a potem także między ich potomków. Podczas gdy Enkici zamieszkiwali kontynent afrykański (znany jako “Abzu” lub “świat niższy”), Enlilici zasiedlali Azję, a zwłaszcza żyzne ziemie Mezopotamii. Mamy zatem do czynienia z Edenem zachodnim i Edenem wschodnim.

Stary Testament wskazuje wyraźnie, że człowiek już istniał, kiedy został umieszczony przez Boga w Ogrodzie Eden. Wymieniany przez profesora Samuela Kramera tekst Mitu o motyce także to potwierdza, a ponadto wskazuje, że Panem Bogiem był Enlil, który odbył podróż do Afryki i przemocą chwytał niewolników LU.LU:

Pan zawezwał AL.A.NI, wydał mu rozkazy.

Założył na niego rozłupywacz ziemi, jak koronę na głowę

I skierował go do miejsca-gdzie-ciało-się-pleniło.

W dziurze ukazała się głowa człowieka;

Z ziemi przedzierali się ludzie do Enlila.

Pan patrzył na czarnogłowych niewzruszonym okiem.

W innych tekstach, “miejsce-gdzie-ciało-się-pleniło” określane jest jako “Bit Shimti” – “dom” Shimti. Sumeryjskie sylaby SHI.IM.TI w dosłownym przekładzie oznaczają “dech-wiatr-życie”. Bit Shimti oznaczało zatem “dom, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane”. Bardzo podobne słowa występują w Księdze Rodzaju (2,7), gdzie jest mowa o tym, że Pan Bóg uformował człowieka i “tchnął w jego nozdrza tchnienie życia”.

Wygląda zatem na to, że człowiek został stworzony przez Enki w zachodnim Edenie Afryki (w zgodzie z “afrykańskimi” dowodami naukowymi), a następnie pojmany przez Enlila i osadzony w Mezopotamii, aby wspomagał go w jego pracy.

Przyczyna wygnania Adama i Ewy z Edenu staje się teraz zupełnie jasna. Do tego momentu ludzie stanowili podlegającą całkowitej kontroli populację, którą wykorzystywano do niewolniczej pracy, wobec czego długowieczność była w niej cechą korzystną. Skoro jednak Adam i Ewa nabyli zdolności rozrodcze, bardzo istotne stało się odcięcie im dostępu do “drzewa życia”, dzięki któremu mogliby żyć wiecznie, co doprowadziłoby do nie kontrolowanej eksplozji populacji.

DŁUGOWIECZNOŚĆ CZŁOWIEKA
Jeśli człowiek został stworzony na genetyczne podobieństwo Anunnaki, który żył ponad 200 000 lat, to czy początkowo także i on żył dłużej? Uwzględniając przedstawiony przeze mnie scenariusz, takie założenie wydaje się sensowne. Stary Testament sugeruje, że tak właśnie rzeczy się miały w przypadku Adama, który żył 930 lat. Sumeryjskie Listy Królów idą jeszcze dalej i wymieniają okresy panowania idące w tysiące lat (być może niektórzy z tych “królów” byli po prostu bogami). Nie muszę tutaj dodawać, że oba te źródła są tradycyjnie lekceważone ze względu na swoje oczywiste nieprawdopodobieństwo. A jednak dzięki możliwościom współczesnej genetyki otwiera się sposobność, aby przestudiować zawarte w nich dane w sposób naukowy.

W Biblii pierwszą sprawą dotyczącą długowieczności, jaka rzuca się w oczy, jest fakt, że dotyczące wieku dane musiały zostać znacznie pomniejszone. Stary Testament starannie przedstawia linię przodków od Adama do Noego, podając wiek, w jakim każdy z ojców spłodził syna. Lata te, z uwzględnieniem wieku Noego w momencie potopu, dają łącznie 1 656 lat, co sugerowałoby, iż ludzkość została stworzona 1 656 lat przed potopem.

W podobny sposób Biblia wylicza linię przodków po Potopie, od Noego do Abrahama, podając okres 292 lat.

Bez względu na to, czy przyjmiemy, że Abraham narodził się w roku 2 123 p.n.e., czy sięgniemy po jakąkolwiek inna powszechnie akceptowaną datę, nie otrzymamy niczego sensownego, bowiem okaże się wówczas, że Potop wydarzył się w roku 2 415 p.n.e., zaś człowiek został stworzony w roku 4 071 p.n.e. Naukowe dowody na istnienie rozwiniętej cywilizacji w roku 3 800 p.n.e., szczątki homo sapiens sprzed 200 000 lat, wraz z brakiem jakichkolwiek archeologicznych śladów Potopu około roku 4 000 p.n.e., sugerują, że biblijne dane są zasadniczo zaniżone.

Wydaje mi się, że wydawcy Biblii, nie znając genetyki, nie potrafili zaakceptować oryginalnych długości życia, które tam wymieniano. W mojej opublikowanej ostatnio książce Gods of the New Millenium (Bogowie nowego tysiąclecia) zrekonstruowałem wiek patriarchów poprzez odwrócenie obliczeń poczynionych przez wcześniejszych wydawców. W rezultacie doszedłem do wniosku, że długości życia z okresu przed Potopem zostały podzielone przez wygodny dzielnik 100. Tak więc Adam żył przez 93 000 lat.

MATEMATYCZNY DOWÓD DŁUGOWIECZNOŚCI CZŁOWIEKA
Rzecz zdumiewająca – możliwe jest uzyskanie chronologicznego dowodu potwierdzającego moją teorię długowieczności człowieka w oparciu o starożytne teksty datujące przybycie Anunnaki oraz stworzenie ludzkości względem Potopu. Data przybycia Bogów określona jest przez tajemniczy wiersz w Księdze Rodzaju (6,3), w którym Pan powiada:

Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat.

Oświadczenie to składa Bóg na krótko przed Potopem, kiedy daje wyraz swemu pragnieniu całkowitego zniszczenia ludzkości. Według Księgi Rodzaju Noe przeżył raczej 950 lat niż owe zapowiadane 120. Jeśli jednak powyższy cytat przetłumaczy się dosłownie, okaże się, że powinien tu być użyty czas przeszły, a nie przyszły. A zatem “żył tylko sto dwadzieścia lat”.

W roku 1976 Zecharia Sitchin doszedł do wniosku, że w tych obliczeniach “lata” oznaczają “okresy” i odnoszą się nie do ludzkości, lecz do bogów. Tak więc Biblia stanowi zapis okresów, w których Pan przebywał na Ziemi. Co zaś się tyczy daty stworzenia rodzaju ludzkiego, znajdujemy ją w arkadyjskim tekście zatytułowanym Kiedy bogowie pracowali jak ludzie. Tekst ów zawiera stwierdzenie, że stworzenie człowieka poprzedzone było czterdziestoma okresami cierpienia bogów:

Przez 10 okresów cierpieli w znoju;

przez 20 okresów cierpieli w znoju;

przez 30 okresów cierpieli w znoju;

przez 40 okresów cierpieli w znoju.

Po tym czasie bogowie wzniecili bunt, który doprowadził do pomysłowego rozwiązania. Bóg Enki ofiarował pomniejszym bogom stworzonego na drodze inżynierii genetycznej niewolnika, aby ulżył ich doli.

Powyższych 40 okresów w połączeniu z biblijnymi 120 okresami stwarza podstawę chronologii pozwalającej datować początki homo sapiens na około 80 okresów przed Potopem.

Jak długie były jednak te “okresy”? Wychodząc ze świętej liczby Sumerów, Zecharia Sitchin szacuje jeden okres na 3600 lat. Do przyjęcia takiej ewentualności skłoniły go święte teksty babilońskie wymieniające różnych królów sprawujących władzę łącznie przez 432 000 lat (120 “sar” po 3 600 lat każda) przed Potopem. Wyznaczając datę Potopu na 11 000 lat p.n.e., Sitchin datuje przybycie bogów na 443 000 p.n.e., a stworzenie człowieka na 299 000 lat p.n.e.

Czy jednak Sitchin nie popełnił błędu? Dane bablilońskie pozostają w sprzeczności ze znacznie wcześniejszą i bardziej wiarygodną sumeryjską Listą Królów, w której jest mowa tylko o 67 sarach przed Potopem, a nie 120. Poświęciłem mnóstwo czasu na sprawdzenie chronologii Sitchina opartej na 3600-letniej sarze i doszedłem do wniosku, że trudno ją zaakceptować. Co więcej, uzyskałem zdumiewające zgodne rezultaty tak w przypadku Starego Testamentu, jak i sumeryjskiej Listy Królów po zastosowaniu sary o długości 2 160 lat.

Ta nowa chronologia ujrzała światło dzienne dzięki zdumiewającemu odkryciu dotyczącemu systemu matematycznemu Sumerów. W odróżnieniu od naszego systemy dziesiętnego, system sumeryjski miał postać sześćdziesiątkową. Jednostki tego pierwszego na świecie systemu matematycznego zmieniały się w dość dziwny sposób, gdyż najpierw zwiększały się dziesięciokrotnie, potem sześciokrotnie, potem dziesięciokrotnie i tak dalej. Wyglądało to następująco: 1, 10, 60, 600, 3 600, 36 000, 216 000, 2 160 000, 12 960 000. Ostatnia z tych liczb, posiadająca szczególne znaczenie dla Sumerów, stanowi dokładny iloczyn 500 oraz 25 920, które odpowiadają długości cyklu precesyjnego Ziemi. Wcześniejsze liczby odpowiadają 100 i 1000 pomnożonym przez precesyjny okres 2 160 lat (25 920 podzielone przez świętą liczbę 12). Liczba 2 160 odgrywała zatem równie ważną rolę, co liczba 3 600.

Wielu naukowców stanęło wobec zagadki astronomicznej wiedzy zakodowanej w sumeryjskim systemie matematycznym. Pragnę teraz przedstawić coś równie zdumiewającego. Jeżeli zapiszemy precesyjną liczbę 2 160 w sześćdziesiątkowym systemie sumeryjskim, przybierze ona następującą postać:

JEDNOSTKI: 3600 600 60 10 1

3 6 0 0

Liczby 2 160 i 3 600 są zatem matematycznie blisko ze sobą powiązane! Co więcej, wydaje mi się, że związek ten wywołał ogromne zamieszanie. Jeśli wrócimy do babilońskiej Listy Królów, którą posłużył się Sitchin, stwierdzimy, że sary 3 600 mogą równie dobrze pochodzić z tekstu sumeryjskiego zawierającego zapis, że “sar to 3-6-0-0”. Gdyby zapis ten prawidłowo przekształcić z systemu sześćdziesiętnego, oznaczałby on wówczas w rzeczywistości, że “sar to 2160”.

Chociaż zarówno 3 600, jak i 2 160 były ważnymi liczbami Sumerów, moje badania wskazują, że liczba 2 160 nabrała większego znaczenia po Potopie. W mojej opinii jest wielce prawdopodobne, że zapisy sprzed Potopu wyrażone w sarach o długości 3 600 lat po Potopie zostały przekształcone w sary liczące 2 160 lat. Dopiero po tej konwersji kapłanom pierwszej cywilizacji bogowie nakazali sięgnąć po pióra i pisać.

W mojej książce szczegółowo przedstawiłem, jak sar o długości 2 160 lat doskonale pasuje do sumeryjskich Lisy Królów oraz Księgi Rodzaju. Tym samym zyskałem kolejny argument na to, że ludzkie życie trwało kiedyś tysiące lat. Zrekonstruowałem także długości życia poszczególnych patriarchów i dokładnie wykazałem, w jaki sposób utraciliśmy geny długowieczności. Poza naturalnymi przyczynami genetycznymi zidentyfikowałem dalszą genetyczną interwencję ze strony Anunnaki w dobie Potopu mającą na celu zahamowanie gwałtownego przyrostu ludzkiej populacji. Podejrzewam też, że rasy ludzkie zostały stworzone poprzez celową interwencję genetyczną mniej więcej w tym samym czasie.

[imghttp://cudmilosci.net/images/stories/sumerowie4.jpg][/img]
W oparciu o wyznaczoną przeze mnie datę Potopu – 10 983 p.n.e. – doszedłem do wniosku, ze bogowie przybyli w roku 270 183 p.n.e., a człowiek został stworzony w roku 180 183 p.n.e. Należy podkreślić, że ta ostatnia data doskonale koresponduje z wykopaliskami oraz dowodami genetycznymi związanymi z nagłym pojawieniem się homo sapiens.

GWIEZDNY ZEGAR I POWRÓT BOGÓW
Chronologiczny dowód oparty o precesyjny okres 2 160 lat stanowi zaledwie jeden aspekt gwiezdnego zegara zaprojektowanego przez Anunnaki po Potopie, aby dać młodszym bogom sposobność sprawowania władzy nad Ziemią.

Zegar ten znajduje odzwierciedlenie w posiadającym ciało lwa sfinksie z Gizy, który symbolizuje okres lwa (10 900-8 700 p.n.e.), kiedy to został wyrzeźbiony. Cywilizacja ludzka, która rozpoczęła się w erze byka, używała symbolu barana przeszło 4 000 lat temu dla upamiętnienia precesyjnego przejścia do ery barana.

Fakt, że bogowie posługiwali się w tamtych czasach takim gwiezdnym zegarem znajduje potwierdzenie w budowie zarówno Stonehedge w Anglii, jak i odległego Machu Picchu w Peru – oba te obiekty skonstruowano jako obserwatoria astronomiczne. Najnowsze książki poświęcone mniej odległej przeszłości zidentyfikowały Jezusa i nazareńczyków jako “rybaków ludzi” – sektę dysponującą pradawną wiedzą i działającą w ramach ruchu “nowego wieku” dla uczczenia rozpoczęcia ery ryb jakieś 2 000 lat temu.

Reasumując, genetyka dała nam klucz do tajemnic naszej przeszłości i uwiarygodniła twierdzenie, że bogowie starożytnych mitologii byli prawdziwymi ludźmi z krwi i kości, najprawdopodobniej astronautami o wydłużonej genetycznie długości życia. Realność tych “nieśmiertelnych” bogów wyjaśnia w końcu zagadkę posiadania przez starożytne cywilizacje wiedzy na temat liczącego 25 920 lat cyklu precesyjnego oraz wagi, jaką doń przywiązywano.

Tę astronomiczną wiedzę przechowywano w pewnych tradycjach okultystycznych oraz tajemnych stowarzyszeniach przez dwa tysiąclecia, lecz, jak zwykle, opinia publiczna nie zna wszystkich faktów.

Zamiast obchodzić zbliżającą się erę wodnika błędnie odrzucamy ją jako astrologiczną bzdurę i koncentrujemy uwagę na nowym tysiącleciu, którego początek zbiega się przypadkowo z nadejściem nowej ery. Wielu z nas wchodzi w nią z silnym przeczuciem, że zdarzy się coś niezwykłego. Miliony ludzi wyrażają przekonanie, że niebawem będziemy świadkami Powtórnego Nadejścia Chrystusa, inwazji obcych czy też narodzin Nowego Porządku Świata.

Dowody z przeszłości tymczasem sugerują jeszcze inną niezwykłą możliwość: powrócą bogowie Anunnaki, w sensie fizycznym lub politycznym, i przejmą ster tego statku.

Choć w pierwszej chwili może się to wydać zupełnie niewiarygodne, możliwe, że spotkamy się z naszymi stwórcami.
Alan F. Alford

http://forum.przyszloscwprzeszlosci.pl/sumerowie/sumerowie-i-annunaki-t66.html

 

———————————————————————–

 

* Poniższy artykuł pochodzi z 5-tego numeru Nexusa z roku 2010

Na początku wszechrzeczy istniał tylko jeden bezkształtny praocean. Działo się to przed stworzeniem świata i ziemskich zbiorników wody. Praoceanu nie przenikał bodaj najsłabszy promyk światła. Hen, aż po najdalsze krańce wszechświata, przelewały się bezkresne fale, wieczyste, nie znające stwórcy, którego praocean nie potrzebował, sam bowiem był boskim początkiem i stwórcą wszystkiego na świecie. Był przepotężną boginią Nammu, zwaną w Babilonie Tiamat, „matką rodzicielką nieba i ziemi”. Słusznie korna i wdzięczna myśl Sumera zwraca się z matczynym mianem do Nammu. Bo oto w mroku praoceanu utworzyła się kosmiczna góra Niebo-Ziemia, An-Ki. Niebo objął we władanie bóg An, ziemią zaopiekowała się bogini Ki. 
Objęli się mocnym uściskiem, a wokół nich w górze, w dole, z boków, słowem wszędzie szumiał wieczny ocean. Z pierwszego związku nieba i ziemi narodził się Enlil, bóg powietrza. Młody, silny bóg zapragnął nieskrępowanej przestrzeni i swobody ruchów. Ciasno mu było i niewygodnie pomiędzy ściśle splecionymi ciałami rodziców. Poruszył więc swą matkę Ki, podczas, gdy An dźwignął samodzielnie nieboskłon. Pomiędzy płaski krąg ziemi i twardą kopułę niebios wtargnął świeży ożywczy wiatr. Dokonało się oddzielenie męskiego nieba od żeńskiej ziemi. Zjawili się teraz inni bogowie. Enlilowi powiła Enkiego – władcę ziemskich wód, sama Nammu, a może Ki, bo co do tego nie było zgody. Pojawiła się również Inanna, bogini miłości, tak później popularna Isztar-Asztarte . boga An otoczył wianuszek dziatwy zwanej Annunaki. Całe niebo i ziemię zamieszkali bogowie. Oni to założyli pierwsze ziemskie, a wdzięczni mieszkańcy umieli wypłacać się bogom-założycielom żarliwym i wyłącznym kultem. Te pierwsze wydarzenia musiały się dziać, niestety, w ponurych ciemnościach. Pod kopułą niebios nie jaśniało żadne światło. Aby zaradzić kłopotliwej sytuacji, bóg powietrza Enlil postanowił wraz z jedną z wybranek serca zrodzić jasnego Nannę – bladoświetlisty księżyc. A oto historia tej błogosławionej miłości.

Wśród boskich mieszkańców miasta Nippur, założonego przez Enlila, błyszczała urodą młodziutka Ninlil. Ambitna matka, dumna z urody dziewicy, postanowiła wydać ją za boga, patrona miasta, Enlila. Trzeba było jedynie ułatwić pierwsze spotkanie młodych. Resztę pozostawiła kobiecemu sprytowi córki. Zwróciła się więc do Ninlil tymi słowy: „W czystym strumieniu wykąp się córko, w czystym strumieniu, Ninlil. Promiennooki bóg będzie przechadzał się brzegiem i ujrzy cię na pewno”. Posłuszna córka ochoczo usłuchała tej rady. Pobiegła nad strumień i zanurzyła się w przejrzyste fale. Przechadzający się nadbrzeżem Enlil nie pozostał nieczuły i z miejsca nawiązał zalotną rozmowę, jednak nieśmiałe dziewczę wymijająco odpowiedziało na propozycję „me usta są zbyt małe i nie umieją całować…”. Niezrażony, a nawet zachęcony tym miękkim oporem Enlil wezwał swego nieodstępnego powiernika i opowiedział mu o swojej miłości od pierwszego wejrzenia. Zaradny Nusku postarał się natychmiast o łódź. Enlil wypłynął na środek rzeki, pochwycił w objęcia kąpiącą się i uczynił ją matką nowego boga, bladoświetlistego Nanny.
Zuchwały i gwałtowny czyn wzbudziło ogólne zgorszenie wśród pozostałych bóstw. Nie bacząc na to, że Enlil był ich przełożonym jako najstarszy syn boga An, osądzili go surowo i ogłosili bezwzględny wyrok: „Enlilu, bezwstydniku idź precz z miasta”. I Enlil musiał iść na wygnanie do wyznaczonego mu podziemia. Panował tam jeszcze taki sam mrok, jak na całym świecie. Sklepieniem była tu płaska od spodu tarcza ziemi, w dole toczył zaś swe wody bezkresny praocean. Ninlil nie opuściła swego kochanka w ciężkiej dobie. Wiernie, choć ociężale kroczyła jego śladem: utrudniał jej ruchy owoc namiętnego spotkania na rzece – Nanna. Enlil stąpa powoli z opuszczonym czołem, zatopiony w głębokiej, przykrej zadumie. Oto jego syn, ten który miał roztaczać promienny blask po sklepieniu niebios, ma teraz wegetować w mrokach podziemia. Z winy ojca będzie musiał zamienić światło na ciemność. Przenigdy. Zasady panujące w podziemiu są jednak surowe i bezwzględne. Nikomu nie wolno wyjść na powierzchnię tarczy ziemskiej, jeżeli nie pozostawi w podziemiu swego zastępcy. Otóż w przystępie ojcowskiej miłości bóg Enlil postanawia zastawić nie jednego, ale trzech zastępców, aby tylko ocalić nie narodzonego jeszcze pierworodnego syna. W tym celu wyprzedza swą z trudem posuwającą się za nim nieodstępną małżonkę i przybiera na się kształt strażnika podziemnej bramy. W tej postaci wita nadchodzącą Ninlil, uprowadza ją do sypialni i jako mąż- niemąż czyni ją matką Nergala, który w ten sposób jeszcze przed poczęciem został przeznaczony do roli bóstwa podziemnego. Postępuje tak jeszcze dwukrotnie, przeobrażając się kolejno w strażnika podziemnej rzeki i w przewoźnika. Zamiast jednego Nanny zostawi pod ziemią trójkę nowych bóstw.
W tej sytuacji nikt nie mógł kwestionować prawa Nanny do opuszczenia podziemia. Uwolniony bóg księżyca wzniósł się bez przeszkód na sklepienie niebios i rozpromienił świat nie znanym dotąd blaskiem. Wszyscy przyjrzeli wreszcie się uważnie światu i sobie. Z czasem pojawi się tu również bóg słońca Utu, syn Nanny, jeszcze potężniejszy niż jego rodzic.
Od chwili pojawienia się światła bogowie mogli wieść wygodniejsze życie. Mieli już zboże i inne pożyteczne rośliny, lecz nie umieli wykorzystać tych bogactw. Obcy ich podniebieniu był smak chleba, obca skórze jakakolwiek odzież. Rośliny jedli na surowo, niby owoce, wodę zaś pili wprost z rowu. Twardy los dokuczył przede wszystkim młodym boginiom. Zaczęły użalać się władcy ziemskich wód Enkiemu na swą nagość i głód, domagać się służby, której zapobiegliwe starania uwolniłyby piękne panie od przyziemnych trosk i pozwoliłyby oddawać się lepszym zajęciom. Enki ma pod swą pieczą prawa „me”, więc powinien zaradzić ciężkim warunkom. Bóg miał mocny sen, a może po prostu nie kwapił się z wysłuchaniem całej litanii skarg. Dobudziła go dopiero matka, dostojna Nammu. Po krótkim namyśle, wspomagany przez matkę-ziemię Ninhursag (dawna Ki), nabrał w dłonie gliny i ulepił boskokształtne stworzenia. „Niech zagospodarują ziemię korzystając z dobrodziejstw bogini zbóż Asznan i boga bydła Lahara. Niech w pocie czoła uprawiają pola, niech wypiekają smakowity chleb. Niech hodują liczne trzody owiec, kóz i wołów, gromadzą zapasy tłustej śmietany i żółtego masła. Niech tkają białe szaty, niech wznoszą wyniosłe świątynie. Niech dostarczają nieśmiertelnym bogom dachu nad głową, jadła i napoju. Oto jedyny cel istnienia. Życie sług bogów będzie ciągle zagrożone i niepewne. Niech w niewczesnej pysze nie myślą nawet o takim skarbie jak wolna wola. Tylko bogowie wydają rozkazy, ludzie mają pokornie pochylić głowy i pełnić ślepo dostojną wolę.
Dzieło stworzenia zostało w ten sposób ukończone. Wieńczyło je powołanie do życia nędznych sług bożych – ludzi. Dumny Enki zaprosił bogów na uroczyste przyjęcie. W nastroju ogólnego wesela przodowali bohaterowie dnia, twórcy ludzi, Enki z matką-ziemią Ninhursag. Nie szczędzili sobie mocnych napojów. Usposobiona krotochwilnie bogini zaczerpnęła nieco gliny i ulepiła sześć rodzajów nienormalnych osobników. Była tam między innymi niepłodna kobieta, eunuch i ślepiec. Enki przepowiedział ich przyszłe losy i ulitowawszy się nad ich dolą nakarmił całą czeredę chlebem i zapewnił im miejsce w społeczeństwie. Oto dlaczego wśród ludzi zdarzają się osobniki kalekie od urodzenia.
W odpowiedzi na wyczyn Ninhursag sam Enki zapragnął stworzyć coś nowego, czego jeszcze na świecie nie widziano. Niestety, było to dzieło nieudane. Powstała istota słaba na ciele i umyśle, bezsilny starzec. Mimo to Enki uprosił Ninhursag, aby nie poskąpiła i temu nieszczęśnikowi chleba. Chociaż bogini przemawiała dobrotliwie i ofiarowała pożywienie, dziwny stwór nie umiał jej ani odpowiedzieć, ani jeść ani sięgnąć po strawę. Nie mógł ani stać, ani siedzieć, ani ugiąć kolan. Zniecierpliwiona bogini rzuciła przekleństwo na Enkiego za stworzenie czegoś tak nędznego, a zawstydzony bóg przyznał się pokornie do winy. Istnieje też podanie, że bezsilny i zgrzybiały starzec przyprawił o wstyd także i boginię. Kiedy Enki zażądał aby Ninhursag z kolei przepowiedziała przyszłość jego wytworowi, podobnie jak on uczynił ich sześciu kalekom, bogini nie umiała się wywiązać się z tego zadania. Na szczęście nie wszyscy ludzie byli tak nieudani. Ogromna większość odznaczała się zdrowiem i normalnymi zmysłami. W interesie samych bogów leżało przecież, by pod opieką pracowitego człowieka ziemia zakwitła urodzajem.
Zdarzyło się jednak, że bogowie nie byli zadowoleni z dzieła rąk Enkiego i Ninhursag. Raz nawet do tego stopnia oburzyły ich grzechy i zbrodnie rodzaju ludzkiego, iż postanowili, co prawda niejednogłośnie, wygubić doszczętnie całe to plemię. Wśród grzeszników znalazł się jeden sprawiedliwy. Był to król Ziusudra (zwany potem przez Akadów Utnapisztim, a przez Hebrajczyków Noe), pokorny i pełen bojaźni bożej. Cnotliwemu władcy bóg Enki polecił zbudować dla siebie i swojej rodziny potężną łódź, która ocali go w momencie bliskiego kataklizmu. Sumeryjski Noe dokładnie spełnił wolę najmądrzejszego z bogów, stróża nieodwracalnych praw „me”. Przyszłość pokazała, że pośpiech był tu konieczny. Oto nagle zadęły jednocześnie wszystkie wiatry, a spienione masy morskich wód runęły na pola, miasta i św`01-+-iątynie. Siedem dni i siedem nocy kłębiły się bałwany tam, gdzie tak niedawno jeszcze szemrały kłosy zbóż, wznosiły się dachy domów i zręby wyniosłych pałaców. Jedna, jedyna olbrzymia łódź Ziusiudry miotana wichrem i kołysana falami potopu przetrwała te nieszczęsne dni.
Wreszcie rozpogodziło się niebo i zajaśniał słoneczny Utu. Ziusiudra pokłonił mu się z najwyższą czcią i pokorą oraz złożył w ofierze wołu i owce z ocalonego na łodzi dobytku. Bogowie wyładowali już gniew na zniszczeniu ziemi. Nieśmiertelni postanowili obsypać teraz łaskami przedstawiciela wymarłego gatunku. Obdarowali go wiecznym życiem, a na miejsce zamieszkania przeznaczono mu cudowną krainę Dilmun, skąd wschodzi słońce. Potomkowie cudownego Ziusiudry znów zaludnili ziemię i nigdy już nie narazili się bogom tak, jak na swoje nieszczęście zrobili ich poprzednicy. Największym dobroczyńcą odnowionego plemienia ludzkiego stał się nie tyle, bóg ziemskich wód Enki, ile bóg powietrza Enlil, jego dostojny ojciec. Przypadła mu w udziale rola cywilizatora ludzi, ich wychowawcy i nauczyciela techniki. Bez jego udziału: „żadne miasto nie powstanie, nie będą położone fundamenty… ani król wzniesiony, ani zrodzony wielki kapłan… nie mogą morskie ryby złożyć ikry w trzcinowych zaroślach. Ani niebieskie ptaki budować gniazd na rozległej ziemi. Ani wędrujące niebem chmury uronić swej wilgoci. Rośliny i trawa, chwała dolin, nie byłyby urosły. Na polach i łąkach nie zakwitłyby bogate złoża. Nie dostarczyłyby owocu drzewa z górskich zarośli…”. Tak głoszą spisane na glinianych tabliczkach teksty Sumerów.`
Enlil jako pierwszy na świecie ujął w dłoń motykę. Nie byle jaka to była motyka: cała ze szczerego złota, ostrze miała z lapis lazuli, zęby z rogów jednorożnych wołów. Enlil wręczył to narzędzie asystującym mu z podziwem Anunakom, licznej dziatwie boga nieba An. Ci uczcili wynalazcę dziękczynnymi modłami i przekazali motykę „czarnogłowemu ludowi sumeryjskiemu. Pod dotknięcie nowego narzędzia zazieleniły się pola uprawne, z biegiem czasu coraz bardziej rozległe. Bóg powietrza nie skąpił dalszych dowodów życzliwości. Ofiarował przeróżne rodzaje drzew i zbóż, pragnąc zapewnić Sumerowi powszechny dobrobyt. W tym dziele pomagali Enlilowi dwaj boscy bracia: Emesz – bóg pory suchej (lata) i Enten – bóg pory deszczowej (zimy). Wywiązawszy się ze swych rozlicznych sezonowych obowiązków udali się kiedyś do miasta Nippur, by złożyć dziękczynne ofiary ojcu Enlilowi Emesz – bóg upalnej pory roku, dźwigał domową i dziką zwierzynę, ptactwo, naręcza zbóż i kwiatów. W koszu Entena – boga zimnego okresu, błyszczało złoto i srebro, skrzyły się drogie kamienie, mieniła się rybia łuska, na ramieniu zaś ciążyły mu drwa na opał. Obaj bracia spotkali się przed drzwiami świątyni. Spojrzał Emesz na braterskie dary i począł chełpić się wyższością. Ale i Enten pragnął współzawodniczyć o tytuł „rolnika bogów” i nie pozostał mu dłużny w odpowiedzi. Spór się wciąż zaostrzał; wreszcie zwaśnieni bracia wezwali na sędziego ojca Enlila. Bóg powietrza przywykły do roli rozjemcy powaśnionych stron, po krótkim namyśle spór rozstrzygnął, przyznając zwycięstwo i tytuł rolnika bogów Entenowi, bogu pory deszczowej. Pokonany brat nie okazał zbrodniczej zawziętości Kaina. Wręcz przeciwnie, ugiął kolana przed triumfatorem dnia, a potem odwiedził go obładowany nektarem, winem i piwem. Pogodzeni bracia zasiedli do przyjacielskiej uczty, a gospodarz obsypał gościa złotem, srebrem i lapis lazuli. W radosnym nastroju wznosili toast za toastem. Tymczasem bóg – cywilizator Enlil przemierzał nadrzeczną krainę Sumeru, hojnie rozdzielając urodzaj i błogosławieństwo. Podkreślał zaszczytną rolę, jaką spełniał lud sumeryjski w rozpowszechnianiu boskich praw, sławił go jako posiadacza prawdziwej nauki. Pozdrowił stolicę Ur, życząc jej „aby mogła się wznieść na wyżyny nieba”. Równie łaskawy okazał się bóg dla „Czarnej góry”, czyli kraju Nelucha, tj. terenów na południu, na pograniczu dawnego Iranu i Pakistanu. Błogosławił jej drzewa i trzciny, woły i ptaki, złoto i srebro, brąz i miedź oraz opalonych mieszkańców. Nie zapomniał też odwiedzić Eufratu i tygrysu. Napełnił je lśniącą wodą, ożywił rybami i powierzył opiece specjalnych bóstw. Różne inne bóstwa miały zaopiekować się wiatrami, kanałami i rowami nawadniającymi, zbożem, suszarniami cegły, budowlami, roślinnością i równinną zwierzyną. W końcu stajnie i owczarnie powierzył bogu Dumuziemu, zwanemu później przez Babilończyków Tamuzem.
Syn Enlila, bóg ziemskich wód Enki, za przykładem ojca nie chciał się oddawać bezczynności. Wzniósł ze złota, srebra i lapis lazuli wspaniałą rezydencję w mieście Eridu, które pływało na falach Eufratu, jak przystało na siedzibę boga wód. Ambitne dzieło architektoniczne było dokonane. Enki postanowił teraz na chwilę spocząć w nadbrzeżnych trzcinach. Tymczasem nadbrzeżem spacerowała właśnie bogini Ninhursag. Boginie nie starzeją się nigdy i czcigodna matka bogów i babka Enkiego wyglądała wciąż wieżo niczym młoda dziewczyna. Enki popatrzył na nią z zachwytem. Zapytał jeszcze tylko swego powiernika Isimuda, czy wypada, by pocałował piękną boginię. Doradca nie dostrzegł w tej zachciance, skierowanej ku własnej babce, niczego zdrożnego. (Wśród bóstw sumeryjskich koligacje rodzinne były mgliste i trudno się było zorientować, kto jest właściwie matką, a kto synem. Może wszyscy bogowie są dziećmi An i Ki-Ninhursag?) Enki nie dopatrywał się w swych uczuciach grzechu kazirodztwa i zachęcony słowami Isimuda wskoczył do lodzi, popychanej pomyślnym wiatrem. Młody bóg podpłynął do Ninhursag, chwycił ją w objęcia nie szczędząc pocałunków ni namiętnych pieszczot. Minęło zaledwie dziewięć dni. Dla bogini każdy z nich miał długość miesiąca i oto zrodziła się nowa bogini. Nie sprawiła przy porodzie najmniejszego cierpienia. Wzbudziła od razu pożądanie Enkiego i została przezeń poślubioną Po dziewięciu dniach przyszła na świat nowa bogini. I tę pokochał Enki, stając się po raz trzeci szczęśliwym ojcem. W ten sposób poślubił kolejno swoją babkę, córkę i wnuczkę. Owocem ostatniego stosunku z wnuczką i trzecim błyskawicznym pokoleniem była Uttu, opiekunka roślin Przed kwietną boginią stanęła czcigodna Ninhursag i udzieliła dziewczynie wielu skutecznych rad. Dziewczątko potrzebowało ich bardzo, stanęło przecież w obliczu pradziadka, ojca i kandydata na oblubieńca w jednej osobie. Uttu usłuchała wszystkich pouczeń i nie przejmując się rodzinnym galimatiasem została żoną boga ziemskich wód, Enkiego. Przerwała dalsze wewnątrzrodzinne związki męża w ten sposób, że zamiast córki powiła mu osiem rodzajów roślin.
I znów, jak po pracach cywilizacyjnych, Enki zapragnął odpoczynku po poczwórnym małżeństwie. Wyciągnął się wygodnie pośród bagnisk nadrzecznych. Wtem spostrzegł nie widzianą dotąd roślinę i spytał nieodstępnego Isimuda o jej nazwę. Powiernik natychmiast przyniósł roślinę swemu panu. Ten, niewiele myśląc, pożarł ją wiedziony karygodnym łakomstwem. Proceder powtórzył się jeszcze siedem razy i ostatnia z nowo narodzonych roślin uległa zagładzie. Ośmiokrotne bezprzykładne obżarstwo Enkiego, którego ofiarą padło własne potomstwo, oburzyło do głębi Ninhursag. Czuła się odpowiedzialna za tę sprawę. „Dopóki nie umrze, dopóty nie spojrzę na niego okiem życia” – tak brzmiał wyrok urażonej bogini. A Enki wyraźnie osłabł i zachorował po spożyciu ośmiu roślin Ból dokuczał mu aż w ośmiu partiach ciała. Dolegała mu szczęka, bóg świdrował w zębach, ból ogarniał ramię, dawało znać o sobie obolałe Zebro. Żalił się głośno, a strapieni bogowie, pokryci żałobnym pyłem, nie wiedzieli, w jaki sposób dopomóc pierwszemu choremu bogu. Ogarniały ich smutne myśli Przekonali się, że ich los, chociaż są istotami nieśmiertelnymi, nie jest wolny od trosk i fizycznego bólu. Grożą im, jak widać po Enkim, rany i cierpienia, trapią choroby. Kto wie, czy i śmierć nie zdoła ich dosięgnąć…
Nikt nie wiedział , jak pomóc choremu. Wreszcie pewien chytry lisek, znęcony nadzieją sutej nagrody, zdecydował się sprowadzić zagniewaną Ninhursag. Ona jedna może uleczyć cierpiącego i oddalić odeń widmo śmierci Misja powiodła się i oto bogini pochyla się nad niedomagającym Enkim. Puściwszy w niepamięć dawną urazę dopytuje się troskliwie co mu dolega. Dla wyleczenia każdego chorego organu stwarza ad hoc opiekuńczą boginię (imię każdej z nich zawiera w swym oryginalnym brzmieniu nazwę odpowiedniego narządu). Jedna ma pielęgnować i wyleczyć zęby, druga – szczękę, inna – ramię, wreszcie bogini Ninti ma się zająć chorym żebrem. Osobliwe miano nosi to bóstwo. Słowo „ti” znaczy w języku Sumerów zarówno „żebro” jak i „dawać życie”. Tedy Ninti to Pani żebra i Pani-dawczyni życia. Być może dlatego biblijna Ewa, dawczyni życia, powstała z Zebra swego małżonka, chociaż w języku hebrajskim, podobnie jak w wcześniej u Akadów , znikła już gra słów Pod troskliwą opieką aż ośmiu boskich lekarek Enki szybko powrócił do zdrowia i odzyskał pełnię dawnych sił. Mógł teraz znów bez przeszkód oddawać się odpowiedzialnym obowiązkom przechowywania i strzeżenia boskich praw „me”.
Boskie prawa „me” odgrywały ważną rolę. Rządziły one światem od dnia jego powstania i zapewniały mu trwanie. Kierowały też losami ludzi i całą ich cywilizacją. Zawierały określenia różnych instytucji, obrzędów, postaw umysłowych i emocjonalnych, wierzeń i obrzędów. Boskie prawa „me” były fundamentem cywilizacji wykwitłej w kraju Sumerów. Rozumiała to dobrze piękna bogini miłości Inanna, późniejsza Isztar-Asztarte. Była ona opiekunką miasta Uruk i jako dobra gospodyni pragnęła zapewnić swej siedzibie świetność Uruk powinien awansować na centrum kulturalne całej krainy Sumerów. Nie było to łatwe zadanie, wielu konkurentów stawało na przeszkodzie. Każdy gród posiadał opiekuńcze bóstwo, które zaklęte w bryłę posągu kultowego przyjmowało hołdy, a jeszcze częściej błagania w chwilach ciężkich dla mieszkańców An, bóg nieba, władał miastem Uruk, Enlil upodobał sobie Nippur, Nanna opiekował się starym grodem Ur, słoneczny Utu rezydował w Larsa, wreszcie bóg ziemskich wód Enki obrał sobie pływającą siedzibę w Eridu. Tam też przechowywał boskie prawa. Otóż ambitna Inanna postanowiła za wszelką cenę zawładnąć cennymi prawami „me” i przewieźć je do własnego miasta Uruk. W ten sposób miałaby zapewnioną znajomość przyszłości i wszystkie związane z tym „jasnowidztwem” korzyści.
Pewnego dnia Enki usłyszał jakieś kroki zbliżające się do jego siedziby w Eridu. Przez swego pomocnika, wiernego Isimuda, zapytał, kto przybywa. Uradowany wiadomością, iż gościem tym ma być urocza Inanna, rozkazał natychmiast, by przyjąć ją ze wszystkimi należnymi jej honorami. Niezawodny Isimud wypełnił pilnie pana i oto para bóstw zasiadł a do uroczystej wieczerzy. Na świętym stole rozłożono smakowite owsiane ciastka, obficie posmarowane masłem, w delikatnych naczyniach błyszczała źródlana woda. Mile chłodziła spieczone wargi Inanny, znużonej długą wędrówką We wspaniałym pucharze, rzezanym na kształt lwiego oblicza, perliło się daktylowe wino. Urocza i zalotna bogini zachęcała a gospodarza do coraz to nowych toastów. Robiła wszystko, aby wprowadzić go w jak najlepszy humor. Podochocony Enki ofiarował pięknej współbiesiadniczce królewską koronę, tron, potem berło, wyniosłą świątynię…Inanna przyjmowała dary z zachęcającym uśmiechem i czekała na dalsze podarunki. Gospodarz rychło strącił zupełnie głowę pod urokiem bogini i pod wpływem wypitego wina. Zaczął wręczać Inannie kolejno wszystkie powierzone jego pieczy boskie ustawy „me”. W bezgranicznej hojności doszedł aż do pełnej setki, a wreszcie skłonił się na stół! biesiadny i zapadł w głęboki sen. Sprytna Inanna tylko na to czekała Nie tracąc ani chwili czasu załadowała bezcenną zdobycz do lodzi i odpłynęła Spiesznie w kierunku ukochanego Uruk. Piękną boginią miotały sprzeczne uczucia: pierś jej przepełniała duma i radość z dokonania tak trudnego dzieła, ale i trwożyła myśl, jakie to niebezpieczeństwa mogą grozić w dalekiej podróży z Eridu do Uruk i co czyhać może w siedmiu kolejnych portach.
Jakże słuszne okazały się obawy bogini. Oto w Eridu Enki zbudził się z pijackiej drzemki i ze zdumieniem i przerażeniem stwierdził brak boskich praw na ich stałym miejscu. Ogarnięty paniką zapytał Isimuda o powód tej niezwykłej straty. Powiernik przypomniał swemu panu wizytę uroczej Inanny, wesołą ucztę i jego karygodną hojność Bóg ziemskich wód postanowił natychmiast naprawić swój niewybaczalny błąd. Podtrzymywała go na duchu jedna, jedyna myśl, że jeszcze nie wszystko stracone, bowiem bogini Inanna dotarła dopiero do pierwszego z siedmiu portów. Enki wysłał więc spiesznie wiernego Isimuda, przydając mu do pomocy wielką gromadę straszliwych morskich potworów, by pochwycił łódź i odebrał boskie prawa „me”. stanąwszy przed obliczem uroczej Inanny, Isimud zwrócił się do bogini miłości grzecznie, ale stanowczo : „Mój król rzekł do mnie, sam Enki rzekł do mnie : «Zezwalam Inannie iść do Uruk, lecz przywieź mi z powrotem Łódź Nieba do Eridu»”. Bogini udaje oburzenie. Jakże to , Enki cofa swój dar, lamie własne słowo boskie? Widać przysięgał fałszywie I oto ona, Inanna, ma wracać pieszo z pustymi rękami? Nigdy. Mimo sprzeciwów bogini macki morskich straszydeł już oplatają Łódź Nieba napełnioną prawami „me”. W rozpaczy bogini wzywa swego niezawodnego powiernika, Ninszubura. „Przybądź mój wierny towarzyszu Inanny […], mój zwiastunie miłych słów, mój głosicielu słów prawdy, Ty którego ręka nigdy nie chybia, którego stopy nigdy nie chybiają. Ocal Łódź Nieba i ofiarowane Inannie boskie prawa”. Nie zawiodła się bogini i tym razem. Ninszubur mężnie stanął w jej obronie i ciosami miecza przepędził precz gromadę potworów. Sześć razy próbowały zawładnąć łodzią i sześć razy wierny towarzysz Inanny dał im skuteczny odpór. W triumfie dotarła Inanna do swego Uruk i tam poczęła uroczyście wyładowywać jedno po drugim boskie prawa. Mieszkańcy Uruk szaleli z zachwytu. Słowa dziękczynnej modlitwy przeplatały się z okrzykami radości i entuzjazmu na ulicach wielkiego miasta. Boskie oblicze bogini promieniało dumą i zwycięstwem.
Zmienne Są jednak koleje losu i nawet życie bóstw nie jest łatwe. Nie zawsze szczęście miało się uśmiechać do uroczej bogini. Czekało ją jeszcze wiele gorzkich jak piołun doświadczeń i upokorzeń. Pewnego pięknego letniego dnia Inanna przemierzyła cale niebo i przeszła całą ziemię. Znużona wędrówką i skwarem południa ujrzała nagle cienisty sad, obrzeżony szeregiem rozłożystych drzew. Z westchnieniem ulgi ułożyła się na chłodnej trawie, ukołysana do snu monotonnym szmerem listowia. Nie wiedziała, że zza ogrodzenia śledziła ją para czarnych, namiętnych młodzieńczych oczu właściciela tego rozkosznego zakątka. Młody ogrodnik miał początkowo w swej pracy same niepowodzenia. Suchy, gorący wiatry pustynny nawiewał bezustannie sypki pyl z okolicznych wzgórz. Rośliny więdły i schły pomimo ciągłego podlewania i troskliwej opieki. Ale młodzieniec nie poddawał się łatwo zniechęceniu. Po uważnych obserwacjach, głębokim namyśle i nauce boskich praw wpadł na znakomity pomysł Wzdłuż grządek zasadził szeregi rozłożystych drzew. Ich gałęzie rzucały na wschodzące roślinki opiekuńczy cień od rana aż do zmierzchu. Pod ich to osłoną spoczywała teraz utrudzona wędrowniczka, ponętna i bezbronna. Namiętny młodzieniec nie oparł się swiętokradczej zachciance. Całował usta uśpionej i bezkarnie sycił się jej wdziękami… Ustąpiły cienie nocy, promienny Utu wzniósł się na wyżyny nieboskłonu Przebudziła się Inanna i ze zgrozą uświadomiła sobie gwałt, którego padła ofiarą tej nocy. Miotając się we wstydzie i gniewie postanowiła spuścić straszliwe plagi na kraj, znaleźć i srogo ukarać niecnego uwodziciela. Napełniła krwią wszystkie studnie w całym kraju, wszystkie zarośla i ogrody kraju nasyciła krwią. Gdy służebnice czerpały wodą ze studzien, w wiadrach czerwieniła się złowroga posoka. I nie odnalazła gniewna bogini winowajcy. Wiele tajemnic ukrywa się nawet przed oczyma bogów : i nieśmiertelni stają się czasem bezradni wobec przeciwności losu. Tymczasem występny młodzian za radą ojca, któremu zwierzył się ze zbrodni, opuścił rodzinne strony i zniknął pośród licznej rzeszy mieszkańców któregoś z miast w centrum kraju sumeryjskiego. Nie pomogła w odnalezieniu go ani druga plaga w postaci niszczycielskich wiatrów i burz, ani też i trzecia.

Wreszcie gniew bogini minął i zapomniała o swej krzywdzie. Miała teraz co innego na myśli Oto dwóch boskich zalotników ubiegało się o jej rękę Bogini łaskawszym okiem spozierała na rolnika Enkimdu, lecz bóg słońca Utu wstawił się do siostry za pasterzem Dumuzim. Piękny pasterz też nie czekał biernie na rozwój wypadków Z oburzeniem wołał: „czyż rolnik jest czymś lepszym ode mnie? On ma szaty białe i czarne , lecz ja posiadam różnobarwne futra zwierząt hodowlanych. On ma piwo, chleb, fasolą , lecz ja ma świeżutkie mleko, smakowite żółte sery i tłustą śmietanę. W czymże on lepszy ode mnie?” Przekonana Inanna uśmiechnęła się obiecująco do przystojnego pasterza, ten zaś promieniejąc dumą przechadzał się wyniośle nadbrzeżem rzeki i z góry potraktował spotkanego przypadkiem Enkimdu Bóg rolników okazał się łagodny i pojednawczy, jak najdalszy od myśli o utarczce ze zwycięskim rywalem. Dobrodusznie zezwalał mu na wypas trzód na swych żyznych łąkach, nie bronił nawet zwierzętom szczypać kłosów zbóż, nie odpędzał spragnionych koźląt i jagniąt od wody z kanałów Ułagodzony Dumuzi wyciągnął prawicę do rolnika z propozycją braterskiej przyjaźni i zaprosił go na ucztę weselną. Spełniając liczne toasty życzył Enkimdu młodej parze szczęśliwego i zgodnego pożycia. Nastrój panował tak pogodny i pojednawczy, jak podczas uczty Emesza, boga lata, i Entena, boga zimy.
Nie spełniły się jednak szczere życzenia Enkimdu. Gorzko miał przeklinać Dumuzi chwilę, w której postanowił starać się o Inanny. W mrokach podziemnego świata miał powtarzać sobie nie raz, ale setki razy, że nie ma gorszego nieszczęścia niż nadmiernie ambitna i pyszna żona. Inannie nie wystarczała władza nad niebem i ziemią. Zwróciła nienasycony wzrok ku cieniom podziemia, gdzie rządziła jej starsza siostra, posępna Ereszkigal, porwana i uprowadzona tam ongiś przez potwora Kur. Jakże by to .było pięknie rozciągnąć swe panowanie i na te ponure rejony. Wprawdzie Ereszkigal była nieubłaganym wrogiem swej irytująco promiennej młodszej siostry , wprawdzie słusznie podziemie zwą „Krainą bez powrotu”, ale Inanna mimo obaw chce zaryzykować tę wyprawę. Przedtem jednak przedsiębierze przezornie niezbędne środki ostrożności „Wierny Ninszuburze – zwraca bogini do swego powiernika – jeżeli po trzech dniach nie wrócę z podziemia, udasz się o pomoc do miasta Nippur, do boga Enlila. Jeżeli odmówi, udasz się o pomoc do miasta Ur, do boga Nanny. Jeżeli i on zawiedzie, śpiesz bez zwłoki do miasta Eridu, kędy Enki, ojciec wszelkiej wiedzy, posiada życiodajne jadło i życiodajną wodę. A teraz żegnaj i pomnij na me słowa”. Strojna w królewskie szaty, lśniąc od złota i drogich kamieni, Inanna puka do bramy podziemia kutej w lazurytowej górze. ,,otwórz bramę – woła dumnie – tylko ja jedna pragnę wejść”. „Kimże ty jesteś, odpowiedz proszę” – brzmi odpowiedź strażnika. „Jam królowa niebios, miejsca kędy wschodzi słońce”. Na następne pytanie o cel przybycia Inanna odpowiada wykrętnie, że pragnie wziąć udział w obrzędach pogrzebowych ku czci małżonka Ereszkigal. Odźwierna w obawie przed odpowiedzialnością pozostawia niezwykłego gościa przed bramą, a sam bieży z wieścią do swej groźnej władczyni Posępną Ereszkigal porywa wściekłość na zuchwalstwo siostry. Wedrzeć się tak bezczelnie do jej państwa? Czyż nie dość Inannie słonecznego świata? Szatańska myśl przemyka po głowie królowej podziemia, posępnej Ereszkigal Stłumić do czasu swój gniew, by tym skuteczniej upokorzyć przeciwniczkę. I już widzi oczyma wyobraźni, jak naga i bezbronna siostra staje przed jej tronem i pada na klęczki u jej stóp. Na rozkaz pani, Neti, główny odźwierny, odsuwa z chrzęstem rygle z siedmiu wierzei i wprowadza przybywającą ze światła w mrok podziemia. W pierwszej bramie zdejmuje z jej skroni królewski diadem. „Czemu to czynisz?” – pyta zaniepokojona bogini. „Zamilcz Inanno, prawa podziemia Są przemądre. o Inanno, nie sprzeciwiaj się zwyczaj om podziemnego świata” . W drugiej bramie odźwierny odbiera bogini miłości berło i odpina lazurytowy pas. I znów pada trwożne pytanie: „Czemu to czynisz?” „Zamilcz Inanno, nie sprzeciwiaj się zwyczajom podziemnego świata” – rozlega się identyczna odpowiedź. Na progu trzeciej bramy Neti rozpina na szyi bogini lazurytową kolię, w czwartej zabiera dwa drogie kamienie, skrzące się na jej piersiach, w piątej zsuwa z ręki złocisty pierścień, w szóstej odpina połyskliwy napierśnik Serce Inanny trzepoce teraz z trwogi, jak ryba wyjęta z wody. Oto i siódma, ostatnia brama stoi otworem. Nieubłagany strażnik zbliża się i obnaża boginię z jej wspaniałych szat niewieścich „Czemu to czynisz?” – wola znowu Inanna, a w tonie jej głosu obok lęku dosłuchać się można i kobiecego wstydu. I po raz siódmy słyszy tę samą bezlitosną, wymijającą odpowiedź. Ale już na wyniosłym tronie zasiada posępna Ereszkigal w otoczeniu siedmiu sędziów Anunnaki. Naga piękność krainy słońca pada na kolana i wznosi niespokojny wzrok ku siostrze. Ereszkigal zwraca na nią nieubłagane oczy, oczy śmierci, wypowiada gniewne słowo i uznaje ją winną. Trup Inanny osuwa się bezwładnie na posadzkę. Zwłoki jej zawiesza się na haku ku tym sromotniejszej hańbie.
Minęły trzy dni na ziemi bez wieści o Inannie. Wierny Ninszubur podąża do Enlila. ,,o ojcze Enlilu, nie pozwól by Twą córkę zamordowano w podziemnym świecie. Nie zezwól, by Twój szlachetny metal pokrył pyl podziemnego świata, nie zezwól , by Twój wspaniały lazuryt rozbił kamieniarz w proch, nie zezwól, by drwal porąbał drzewo bukszpanowe, nie zezwól, by dziewczęca Inanna znalazła śmierć w podziemnej stronie” .Odmówił jednak pomocy Enlil, zawiódł nadzieje także i jasny Nanna. Ostatnia ucieczka w przemądrym Enki, strażniku praw „me”. Na szczęście potężny bóg niepomny dawnych porachunków z Inanną wziął sobie do serca rozpaczliwy los bogini. Wydłubał brud zza czerwono pomalowanego paznokcia i utworzył dwa rodzaje dziwnych stworzeń. Jednym wręczył jadło życia, drugim powierzył wodę życia. Tak wyposażonych wysłanników skierował do podziemia, by odzyskali ciało Inanny i je wskrzesili. Nic wolno im tylko przyjmować wody ni ziaren zboża ofiarowanych w podziemiu. Syta zemsty Ereszkigal wydala bez sprzeciwu zwłoki pokonanej rywalki, żałując potem swej hojności Bo oto jedne stwory spryskały ją wodą życia, inne nakarmiły jadłem życia. Inanna podniosła się cała i zdrowa. Lecz nie wolno nikomu bezkarnie opuścić podziemnej krainy. Nawet dla bogów nie ma tu wyjątków. I oni, aby stąd wyjść, muszą pozostawić kogoś w zastępstwie. Postąpił tak ongiś Enlil, by ocalić syna Nannę i teraz dla Inanny również nie może być żadnego ustępstwa. Bogini opuszcza podziemie warunkowo. Znów jej promienne oczy cieszy blask słońca, ale niby senne koszmary towarzyszą jej na każdym kroku małe i duże demony. Jeśli nie znajdzie zastępcy, porwą ją znów w nienawistną mrocznię. Odwiedza tedy bogini różne miasta, wywołując trwogę bóstw opiekuńczych swoją nieprzyjemną propozycją i groźnym orszakiem. Nagabywani bogowie odziani w zgrzebne , pokutne szaty rzucaj ą się w proch do stóp Inanny. Pokornie żebrzą łaski. Sercu bogini nieobca jest litość. Każe demonom cofnąć chciwe szpony i ratuje zagrożone bóstwa ziemi i nieba. A oto złowrogi orszak zbliża się już do siedziby Dumuziego. Małżonkowi Inanny, wybrańcowi jej serca, nic przystoi witać małżonki w pozie kornego błagalnika. Jeszcze bardziej się wyprostowuje na wyniosłym tronie w całym przepychu królewskich szat. Urażona w swej dumie bogini spogląda na Dumuziego „okiem Śmierci” i nie powstrzymuje już gwałtowności demonów . Krwiożercze szpony chwytaj ą za ręce i nogi boga-Pasterza. Dumuzi wznosi pozieleniałą z trwogi twarz ku niebu. Wzywa na pomoc słonecznego Utu: „Jam mężem Twej siostry, ocal mnie ze szponów demonów. Niech me ręce i nogi zamienią się w węże, bym mógł się wyślizgnąć z ich morderczych uścisków”. Daremne są wezwania o litość i wstawiennictwo. Już zatrzasnęły się za nim głucho wrota „kraju bez powrotu”. Nie będzie już nigdy pasał swych trzód wśród soczystej zieleni. A jak na ironię, późniejsze ludy ujścia Tygrysu i Eufratu będą sadzić, że to właśnie dla jego ratunku zaryzykowała Inanna niebezpieczną wyprawę do podziemnej krainy. Powstanie nawet wielka babilońska epopeja narodowa o zejściu Isztar do podziemia dla ratowania zmarłego małżonka Tammuza, gdy w rzeczywistości to właśnie Dumuzi padł łupem nienasyconej ambicji pięknej małżonki . Tak oto Inanna straciła małżonka za cenę ucieczki z podziemia.
Nie koniec tu jednak jej nieszczęść i strapień. Nawet przelotne i błahe zachcianki krzyżował przekorny los. Piękna wdówka zainteresowała się oto największym spośród śmiertelników, niezwyciężonym bohaterem Gilgameszem. Był on ziemskim władcą grodu Uruk, tak jak ona, Inanną, boską władczynią tego miasta. Bogini nosiła w piersi przekonanie, iż jej uczucie może tylko zachwycić i napełnić dumą każdego z ludzi. Zwróciła się tedy bez żadnych ceregieli do Gilgamesza z zapewnieniem miłości. Przedstawiła mu również listę darów i zaszczytów, które miały się stać udziałem szczęśliwego kochanka. Jednak przeliczyła się. Bohater urażony tak bezceremonialnym i protekcjonalnym zachowaniem się bogini odrzucił bez wahania jej miłość i prezenty. Wystarczały mu całkowicie względy pięknych śmiertelniczek z Uruk. Była to podwójna zniewaga wobec Inanny: wobec bogini i wobec kobiety. Długo myślała, jak ukarać zuchwałego króla Uruk. Postanowiła zesłać na kraj Niebieskiego Byka, którego zadaniem będzie siać wokół śmierć i zniszczenie. Początkowo bóg nieba An nie chciał zatwierdzić tego planu, ale nalegania rozgniewanej bogini przezwyciężyły jego skrupuły Prześladowani przez Niebieskiego Byka mieszkańcy Uruk zwrócili się o ratunek do swego dzielnego władcy. Nie wahał się ani chwili i natychmiast staną do walki z potworem. Sekundował mu, jak zawsze, nieodstępny towarzysz, ukochany przyjaciel Enkidu. Niedługo trwały śmiertelne zmagania. Niebieski Byk padł martwy, a mieszkańcy Uruk znów mogli sławić swego zwycięskiego władcę. Nie spełniła się zemsta Inanny. Ale chyba i przeznaczenie, wypisane w księgach „me” zadecydowało o zgodzie pomiędzy boginią i bohaterem, jakiego jeszcze świat nie widział.
Zdarzyło się, że Inanna ujrzała kiedyś podczas przechadzki małą wierzbą unoszoną ku morzu falami Eufratu. Wyłowiła drzewko z wody i posądziła je w swym ogrodzie w Uruk. Będzie miała z niego drewno na tron i loże. Pod troskliwym staraniem bogini wierzba rozrosła się bujnie, lecz nie było sposobu jej ścięcia U podnóża drzewa obrał sobie siedzibę „wąż, co nie zna czarów”, w koronie złośliwe ptaszysko Zu wychowywało swe młode, pośrodku zaś wybudowała schronienie demonica Lilith. Wesoła zazwyczaj Inanna roniła gorzkie łzy. Tak marzyła o posiadaniu pięknego tronu i wygodnego łoża, a tu przewrotne potwory usadowiły się broniąc dostępu do wierzby. I tu wkroczył ze swym silnym ramieniem Gilgamesz. Nie żywił, jak widać, urazy do swej niefortunnej uwodzicielki, a potem prześladowczyni. Odziewała go potężna zbroja, której nie dźwignąłby zwykły człowiek. Jeden błysk siekiery i oto u stóp wierzby padł martwy wąż. Nie czekając na swą kolej odfrunął w górskie pustkowia ptak Zu wraz z pisklętami Złośliwa Lilith uszła na pustkowia i uroczyska, które odtąd nawiedza. Zrąbanie wierzby nie przedstawiało już żadnych trudności. Pod ciosami drwali z Uruk padło ogromne drzewo, a bogini-patronka miasta mogła wreszcie cieszyć się wymarzonymi sprzętami. Wdzięczna Inanna z resztek wierzbowego pnia wyrzeźbiła własnoręcznie bęben i pałeczki i wręczyła je bohaterowi na pamiątkę dokonanego przezeń dzieła oraz dla zatarcia dawnych nieporozumień. Niezmiernie cenił sobie Gilgamesz boski dar. Niestety, pewnego pechowego dnia oba przedmioty wpadły przez szparę w skorupie ziemskiej aż na samo dno podziemia. Gilgamesz sięgał ręką, a później nogą, ale nie mógł w żaden sposób wydobyć swej zguby. Zrozpaczony upadł u bram podziemia i dal upust łzom. Dostrzegł to wierny Enkidu i postanowił bez wahania pocieszyć przyjaciela. Nie przerażała go perspektywa wyprawy do „kraju bez powrotu”, byle tylko Gilgamesz odzyskał swój bęben i pałeczki. Król Uruk zgodził się na ten plan, ale przezornie udzielił przyjacielowi różnych cennych rad. Udając się do podziemia nie należy wkładać czystej odzieży, namaszczać się oliwą, nosić laski lub sandałów. Wszystko to wzbudza gniew umarłych, którzy są pozbawieni tych rzeczy. Nie wolno całować ukochanej żony ni zmarłego syna, ani też podnieść ręki na wrogów. Niestety, Enkidu nie usłuchał dobrych rad i uczynił wszystko akurat na odwrót, niż to zalecił mu doświadczony przyjaciel… Z dziką radością chwyciły go w szpony złośliwe demony i nie wypuściły już na ziemię. Rozpacz przepełniła nie znające trwogi serce Gilgamesza.
Nie odzyskał ulubionych skarbów, a co gorsza, utrącił wypróbowanego przyjaciela. Błagał tedy boga Enlila o ratunek dla nieszczęsnego Enkidu. Nie usłuchał bóg powietrza prośby bohatera, więc Gilgamesz zwrócił się do mądrego Enkiego. Ten nakazał słonecznemu Utu otworzyć szparę w skorupie ziemskiej , przez którą mógłby się prześlizgnąć cień uwięzionego Enkidu. Nareszcie przyjaciele mogli sobie paść w objęcia. Enkidu zaś opowiedział niezwłocznie towarzyszowi o wszystkim, co ujrzał w posępnej krainie. Nikogo nie dziwiła radość Gilgamesza z odzyskania ukochanego przyjaciela. Wszak to obaj razem pokonali Niebieskiego Byka, zesłanego przez Inannę. Obaj brali niegdyś udział w wyprawie po święte cedry. A była to niezwykła wyprawa. Ciekawe Są okoliczności, w jakich do niej doszło. Można by sadzić, że władca potężnego grodu Uruk, bohater otoczony sławą i zaszczytami, pędzi życie w niczym nie zamąconej radości Ze nie ma chmur na nieboskłonie jego życia. A jednak tak nie było Gilgamesz oprócz potężnego ciała posiada też głęboki umyśl, skłonny do refleksji, jakie nie trapiły innych jemu współczesnych. Ciężko mu było się pogodzić z myślą o czekającej go śmierci, nieubłaganej i nieodwracalnej. Skoro jednak jego ciało zostało skazane na unicestwienie, niech choć w sławie u potomnych zostawi niezatarty ślad po swym krótkim istnieniu. Musi więc dokonać jakiegoś heroicznego dzieła, na które nie ważył się dotychczas żaden śmiałek. Zetnie oto cedry,. rosnące w Krainie Życia poza siedmioma górami i zbuduje z nich przybytek boży w rodzinnym Uruk. Przed tak niebezpieczną wyprawą prosił Gilgamesz o pomoc jasnego Utu, władcę cedrowego kraju. Słoneczny bóg odradza początkowo Gilgameszowi zuchwale przedsięwzięcie. Kogóż jednak nie wzruszy takie błaganie bohatera: .
o Utu, w mym mieście umierają ludzie, a serca żyjących
gniecie smutek.
Giną ludzie, jakże ciężkie jest serce.
Spoglądałem poprzez mury,
Widziałem martwe ciała a unoszone falami rzeki.
I mnie też, mnie także czeka ten los. zaprawdę tak jest.
Człowiek, choćby najwyższy, niezdolen sięgnąć niebios,
Człowiek, choćby największy, niezdolen pokryć ziemi.
Zanim więc nieodwracalny los nie złoży mnie w grobie
Pragnę dotrzeć do owej krainy i wsławić swe imię
w stronach, gdzie są sławne imiona. i ja pragnę wsławić moje.

Ulitował się nad żalącym się bohaterem Utu. Zamknął w górskiej pieczarze siedem demonów, by wiatrem, burzą i ulewą nie utrudniały wyprawy. Gilgamesz przystąpił raźnie do werbowania swej drużyny. Przyjmował jedynie takich śmiałków, których żadne serdeczne więzy nie łączyły z krajem, których odwagi nie osłabiała myśl o porzuconym domu rodzinnym ni o stęsknionej matce , oczekującej z niepokojem wieści od syna. Padały co najtwardsze drzewa. Będą z nich dzidy dla wojowników. Huczały młoty kujące puklerze z brązu. Pod przewodem Gilgamesza i nieodłącznego Enkidu pięćdziesięciu śmiałków przebyło już siedem gór. Blisko celu wyprawy zapadł bohater w głęboki sen. Trudno go dobudzić Wreszcie już otrzeźwiony, z nowym zapałem składa przysięgę na imię matki Ninsun i ojca Lugalbandy, że wkroczy do Krainy Życia i nie wstrzyma go w tym ani człowiek, ani bóg. Nie słucha Enkidu, który zwraca mu uwagę na groźnego strażnika cedrów, smokokształtnego Humbabę. Straszliwe oko potwora śledzi ich istotnie z cedrowej warowni nadgranicznej. I dostrzega, jak nieustraszony Gilgamesz sam jeden wyrywa z korzeniami pierwsze drzewo i rzuca je do obciosania swym rodakom. Już siedem pni cedrowych spoczywa u stóp góry, a zuchwały wódz atakuje Humbabę w jego własnej siedzibie. W serce potwora wsączyla się po raz pierwszy trwoga. Nie stawia oporu, śle modły o ratunek do Utu. Zaklina Gilgamesza w imię żywota w niebie, w imię żywota na ziemi i w imię żywota w podziemiu o litość nad pokonanym. Ujęty pokorą król zwraca się o radę do przyjaciela:

O Enkidu, pozwól schwytanemu ptakowi powrócić do gniazda,
Pozwól schwytanemu mężowi powrócić na łono matki.

Przezorny towarzysz odradza mu pobłażliwość dla Humbaby.

Jeśli schwytany ptak powróci do swego gniazda,
Jeśli schwytany mąż powróci na łono matki,
Ty sam nie powrócisz do grodu własnej matki, która Cię narodziła.

Daremnie Humbaba w odpowiedzi na tę radę nazwał Enkidu przekupnym nędznikiem. Potężnym ciosem w kark bohater pozbawił smoka życia. A w wielkim Uruk wzniosła się dumnie świątynia ze świętych cedrów. Imienia bohatera Gilgamesza nie zasnuje już nigdy mrok przyszłych tysiącleci. Będzie nadal żywe w potężnym królestwie Babilonu i żaden inny heros nie będzie się mógł z nim porównać Późniejsi poeci babilońscy i asyryjscy niezależnie od własnych mitów powiążą sumeryjskie pieśni w jeden wielki poemat epiczny, dodadzą nowe semickie wątki, rozwiną inne, a całość zamkną pięknym, chociaż dogłębnie pesymistycznym akordem. Po stracie przyjaciela, którego w dziewięć dni zmiotła choroba, zesłana przez bogów jako kara za zabójstwo Humbaby, Gilgamesz popadł w smutek. Los Enkidu stanie się nieodwołalnie i jego losem oto myśl nie dająca mu do tej chwili spokoju. Skoro świt postanowił nieodwołalnie udać się na poszukiwanie jedynego człowieka, któremu udało się zdobyć nieśmiertelność, starca Utnapisztim. Po długiej, palnej niebezpieczeństw podróży dotarł wreszcie bohater do krańca świata. Oczom wędrowca ukazała się gigantycznych rozmiarów góra, z podwójnym szczytem sięgającym słońca, z podstawą nurzającą się w samym dnie piekieł U stóp góry pełnili straż ni to ludzie, ni to skorpiony. strzegli wejścia do dwunastomilowego tunelu, kędy wolno wchodzić jedynie słońcu Nieustraszona postawa i zdecydowanie Gilgamesza zrobiły swoje. Bohater zwyciężył i opór strażników, i mroki podziemnego lochu. Cudny widok przedstawia się oczom przybysza w nagrodę za sforsowanie przeszkody. Oto zaczarowany ogród, gdzie drogie kamienie okrywające gałęzie drzew skrzą się w promieniach boga słońca Gospodarz uroczego zakątka osobiście prosi gościa, by pozostał wśród tych wspaniałości i zaniechał nieosiągalnego celu nieśmiertelności.
Lecz Gilgamesz bez żalu porzucił ów ziemski raj w pogoni za mirażem wiecznego życia. Znużony daleką drogą poprosił o schronienie właścicielkę wielkiej gospody. Zwierzył się jej ze swych ambitnych planów. Daremnie niewiasta z całą życzliwością starała się odwieść marzyciela od skazanych z góry na niepowodzenie poszukiwań. Niech lepiej je, pije I cieszy się życiem, bo tylko po to został stworzony. Skoro jednak jest aż tak uparty, niech spróbuje szczęścia, bo oto nadarza się rzadka sposobność Właśnie bawi u niej w gospodzie przewoźnik Utnapisztima. Może zgodzi się przewieźć śmiałka przez ocean śmierci do swego dalekiego władcy Przewoźnik nie odmawia; stawia tylko jeden warunek. Gilgamesz musi się zaopatrzyć aż w sto dwadzieścia zapasowych wioseł. Każde z nich po zanurzeniu w wodach śmierci trzeba będzie natychmiast precz odrzucić, gdyż nawet jedna kropla tej wody działa morderczo. Po wielodniowej podróży zabrakło już wioseł , lecz pomysłowy bohater wpadł na myśl, by jako żagla użyć swej koszuli. Zdziwił się niepomiernie na widok dziwnej łodzi i dziwnego żeglarza oczekujący na brzegu sędziwy Utnapisztim. Łagodnie tłumaczy przybyszowi, że cel, za którym tak nieustraszenie goni poprzez lądy i rozlewiska morskie, jest jedynie czczym mamidłem On sam, Utnapisztim, żyć będzie wiecznie nie dzięki sekretowi nieśmiertelności, a jedynie na skutek zgoła wyjątkowej łaski bogów . Nie powtórzy się już ona nigdy i dla nikogo. Na dowód prawdy swych słów opowiada własne dzieje. Przypominają one do złudzenia losy sumeryjskiego Noego, Ziusudry. Kończą się malowniczym obrazem gołębicy, jaskółki i kruka wypuszczanych kolejno, by sprawdzić, czy tęcza rozpięta nad górą rzeczywiście zwiastuje koniec potopu. Zwątpienie zmogło wreszcie nieustraszone dotąd serce wielkiego Gilgamesza. Rację miął bóg słońca, rację mieli ludzie-skorpiony, rację miała gospodyni. Nigdy, przenigdy nie da się osiągnąć nieśmiertelności Zbawienny sen przerwał czarne myśli nieszczęsnego śmiertelnika. I nie opuścił go przez sześc. dni i siedem nocy. Z pobłażliwym uśmiechem rzekł wtedy starzec Utnapisztim do swej małżonki: „Ten oto człowiek marzył o nieśmiertelności, a nie może nawet obyć się bez takiej marnej rzeczy jak sen. Piecz, żono, co dzień po bochenku chleba i kładź obok śpiącego Po obudzeniu się nie zaprzeczy kłamliwym ludzkim zwyczajem, Ze nie poddał się słabości utraty czucia. Będzie miął dowód prawdy naszych słów”.
I tak się też stało Zbudził się Gilgamesz pewny, że nie spal ani chwili. A oto obok niego leży sześc. bochenków chleba, jeden suchy jak kamień, drugi jak ze skóry, trzeci wilgotny, czwarty okryty plamami białej pleśni, która pojawiać się zaczyna i na piątym. Tylko ostatni błyszczy świeżą skórką. Był to dowód upływu sześciu dni od chwili jego zaśnięcia Po tym upokorzeniu gotował się Gilgamesz z rezygnacją do powrotnej drogi. Już stawiał stopę na pokładzie łodzi, gdy litościwa staruszka zwróciła się do mażą z prośbą, by nie puszczał gościa z pustymi rękami. Tak daleką drogę przebył, tylu straszliwym niebezpieczeństwom dzielnie stawił czoło Należy mu się nagroda. Dał posłuch Utnapisztim prośbie żony i zdradził Gilgameszowi pewien sekret. Nie da on wprawdzie pełnej nieśmiertelności, ale bodaj jej namiastką – ponowną młodość W głębinach wód morskich kryje się cudowna roślina o ostrych kolcach. Kto ją posiądzie i włoży do ust, zazna po raz drugi wesela młodości. Nieustraszony bohater rzucił się bez namysłu w odmęty, obciążywszy uprzednio stopy ciężkimi kamieniami. Nie bacząc na ostre kolce, kalecząc boleśnie ciało, chwycił Gilgamesz zaczarowaną roślinę. Teraz on i wszyscy mieszkańcy Uruk nie zaznają już nigdy goryczy starości. Przebył bohater szczęśliwie złowrogie morze. Z radosną nadzieją w sercu podążał pieszo do Uruk. Słońce już kłoniło swą głową ku zachodowi, gdy umęczony mozolnym marszem spoczął Gilgamesz u przeczystego źródła. Zrzucił wędrowne szaty i użyczył znużonemu ciału rozkoszy chłodnej kąpieli. Ledwo jednak odwrócił się plecami, ze zdroju wynurzył się łeb węża znęconego aromatem rośliny Gad uniósł bezcenną zdobycz, zrzucił starą skórę i odzyskał młodość Gorzkie łzy napłynęły do oczu niezwyciężonego bohatera. Zdawał sobie dobrze sprawę z niepowetowanej straty. Wkrótce podniósł się Gilgamesz z ziemi, pogodzony już wewnętrznie ze swym losem, losem wszystkich bez wyjątku ludzi. Z pochyloną głową udał się pełen cichej rezygnacji ku rodzinnemu miastu Uruk.
I Taką oto mądrą i piękną opowieść o sumeryjskim bohaterze powtarzano sobie w państwie babilońskim nad falami Eufratu i Tygrysu, gdy dawno już lęgło w gruzach najstarsze państwo „czarnoglowego ludu” Sumerów. Mity okazały się żywotniejsze niż władza i potęga ) państwowa. Nie zginęły też w mroku niepamięci czczone przed wiekami bóstwa sumeryjskie. Wiele z nich zmieniło swoje imiona, lecz otaczała je wciąż niezmienna cześć Tyle tylko, że w nadrzecznej krainie upadały jedne, a wznosiły się inne państwa i w coraz to innych językach płynęły ku bogom modlitwy wiernych. W państwie babilońskim bóg nieba An dostał nazwę Anu, Enlil Bel, Enki – Ea, Inanna – Isztar, Dumuzi – Tammuz… A i mityczne ich losy przedstawiano sobie teraz nieco inaczej , chociaż ogólne zarysy pozostały nie zmienione. Ciekawe jest porównanie na przykład kosmogonii Babilończyków z drugiego tysiąclecia p.n.e. z sumeryjskimi wyobrażeniami o początku świata. W zestawieniu z wierzeniami łagodniejszych Sumerów znacznie tu więcej zgiełku, zapachu przelanej krwi i powikłań. Na początku były tylko wody, zmieszane pospołu słodkie wody rzeczne i słone morskie. Słodkimi wodami władał Apsu, słonymi jego małżonka Tiamat. Pierwsza para bóstw zrodziła dwie olbrzymie istoty Lahmu i Lahamu, ci zaś z kolei dali życie Anszarowi, władcy tego, co w górze i Kiszar, władczyni tego, co w dole. Dopiero trzecie pokolenie zrodziło ojca nieba Anu. a ten dał życie bogu Ea przewyższającemu mądrością i potęgą wszystkich, którzy byli przed nim. Teraz dopiero od Ea zaczęła się szybko mnożyć boska rodzina, niewiele wcześniej niż w Japonii, gdzie rodzicielami kroci bóstw stało się dopiero siódme pokolenie w postaci Idzanagiego i Idzanami. Liczny przychówek począł zadręczać swym młodzieńczym niepokojem pierwszą parę bóstw Apsu i Tiamat. Tiamat znosiła z poddaniem ten stan rzeczy , natomiast jej małżonek okazał się mniej wyrozumiały. Mimo sprzeciwu żony, podżegany przez doradcę, przebiegłego karła Mummu, postanowił wygubić wszystkich swoich potomków i odzyskać utracony spokój. Wieść niczym grom uderzyła w bogów. Na myśl o grożącej im nieuchronnej i powszechnej zagładzie, rozpacz ogarnęła wszystkich potomków. Zachowywali się jednak jak ludzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie Jedni padali sobie nawzajem w objęcia, szukając ukojenia w potoku łez, inni pędzili na oślep przed siebie napełniając krzykiem sklepienie niebios. Tylko Ea zachował równowagę. Bystry obserwator, przewidział z góry ten stan rzeczy i miał już w zapasie odpowiedni ratunek. Z najniewinniejszą miną poczęstował czarą napoju prapradziada Apsu i jago doradcę Mummu. Zaczarowany płyn wprawił ich natychmiast w narkotyczny sen. Nie zadrżała nawet prawica Ea, gdy zdzierał szaty, koronę i aureolę ze swego przodka i gdy wymierzał morderczy cios. Mummu zaś znalazł się w głębi ciemnicy. Zwycięski Ea pomyślał teraz o godach weselnych z boginią Damkiną.
Rychło potem we wspanialej umajonej zielenią komnacie nowo wzniesionego pałacu narodził się Marduk, przyszły opiekun najpotężniejszego miasta świata, Babilonu. Wyglądał od razu po urodzeniu imponująco. Zdobiło go czworo oczu, a z ust buchał mu ogień. Majestatyczna postać jaśniała blaskiem , przewyższającym jasność dziesięciu bóstw razem wziętych. Szkoda, Ze ten potężny bóg był we wczesnej młodości tak zuchwały i nieposkromiony. Młodzieńcze psoty polegające na wiązaniu wiatrów na jednym sznurze czy krępowaniu smoka-strażnika niebios zniechęcały do niego wszystkich boskich przodków i kuzynów. Gdy w wybrykach zaczął przebierać wszelką miarę, udano się do prarodzicielki Tiamat z prośbą o pomoc przeciw Mardukowi. Niebaczni! Nic wiedzieli, że rozpętają stokroć niebezpieczniejsze siły. Tiamat wpadła w szał wojenny. Rusz).la do boju potężna bogini. W blasku płomieni tłoczyła się u jej stóp ciżba stworzonych ad och potworów prześcigających się w sposobach szczerzenia jadowitych zębisk. W ich żyłach zamiast krwi przelewała się trucizna, a w sercach płonęła żądzą mordu i zniszczenia. Wiódł te dzikie zastępy straszliwy Kingu, nowy małżonek Tiamat. Całe szczęście w nieszczęściu, że przezorny Ea i tym razem przewidział niebezpieczeństwo grożące wszystkim bogom, a zwłaszcza jego ukochanemu synowi, Mardukowi. Nikt jednak nie odważył się stawić czoła nawale potworów, nikt prócz nieustraszonego Marduka Przerażeni bogowie pospiesznie złożyli najwyższą władzę w młodzieńcze ręce i uwieńczyli czoło syna boga A królewskim diademem. Krótkie były przygotowania Marduka do boju z rozjuszoną Tiamat. Chwycił jedną dłonią ciężką maczugę i sieć, drugą wonną gałązką dla ochrony przed smrodem Tiamat i jej tłuszczy, a usta kazał sobie wymalować ochrą na czerwono w obronie przed czarami. Tak uzbrojony wsiadł śmiało do swojego burzowego rydwanu. Wściekła Tiamat rzuciła się na swego potomka z rozdziawioną paszczęką zionąc straszliwymi przekleństwami. W ręku Marduka mignęła ogromna sieć i skrępowana bogini runęła jak powalona kłoda na ziemię. Huragan, naturalny sprzymierzeniec młodego zwycięzcy, wdarł się natychmiast pomiędzy rozwarte szczęki, a celna strzała Marduka dosięgła przez gardło i żołądek serca prapraprababki. Śmierć przewodniczki boju rzuciła cień trwogi na jej sprzymierzeńców. Bez oporu dali się rozbroić i zakuć w kajdany. Marduk oplatał wszystkich swą siecią i cisnął na wieki w głębiny ziemi. Jedenastkę najgroźniejszych potworów zwycięzca tak długo deptał nogami, aż opuściła ich wszelka duma i stali się łagodni jak oswojone zwierzęta Kingu musiał zapłacić za udział w walce utratą przywileju nieśmiertelności. Nie da się opisać radości bogów , w na wieść o unicestwieniu straszliwych potworów. Marduk nie miął czasu na przyjmowanie gratulacji i dziękczynnych darów, bo już go czekały nowe, twórcze zadania. Koniec Tiamat stał się początkiem nowej, kierowanej przez niego ery. Marduk chwycił w mocarne dłonie rozdziawione w śmiertelnym grymasie szczęki Tiamat i rozerwał jej ciało na dwie części Jedną uniósł wysoko w górę , aż zwisła jako sklepienie niebieskie, drugą, jako skorupę ziemską, zakryły szumiące fale oceanu. Władzę nad niebem przekazał dziadkowi Anu, nad powietrzem Belowi, nad wodami podziemnymi bogu Ea. Nie sprzeniewierzył się tym sposobem odwiecznym sumeryjskim tradycjom. Marduk wyznaczył teraz zakres działania i pozostałym bóstwom.
Teraz wzniósł oczy ku niebu : stworzył gwiazdy, by błyszczały jak klejnoty w mroku nocy, i wyznaczył im drogę. Otworzył bramę, przez którą rankiem wschodzi słońce i drugą na zachodzie, kędy o zmierzchu udaje się ono na spoczynek. Ku bezchmurnemu nieboskłonowi, jaśniejącemu w dzień słonecznym blaskiem, a mieniącemu się nieprzeliczonymi gwiazdami w nocy, miały się potem często zwracać oczy ludzi, czytających przyszłość Spoglądać mieli tam jak na kartę, na której wypisane jest przeznaczenie. Zgodni byli i w tym Babilończycy z Sumerami. Wierzyli, iż wszystko, co się dzieje na niebie, jest obrazem tego, co się stanie na ziemi. Uważali ciała niebieskie za postaci wielkich bóstw. Każde z nich miało swą gwiazdę czy planetę i swój dzień w siedmiodniowym tygodniu. Ślady tego przydziału dni do dziś są żywe, poprzez łacinę, w wielu językach europejskich, np. francuskim, angielskim, niemieckim. I tak: .niedziela przypadła w udziale słońcu Szamaszowi (łac. Solis dies), poniedziałek – księżycowi Sinowi (łac. Lunae dies), wtorek – podziemnemu Nergalowi (łac. Martis dies), środa – gońcowi Nabu (Mercuri dies), czwartek – Mardukowi (Jovis dies), piątek – jutrzence Isztar (Veneris dies), sobota – planecie Saturnowi Ninurcie (Saturni dies).Tak więc boskie planety, Słońce i Księżyc, miały wyznaczać przyszłe losy stworzeń, które jeszcze wtedy nie zostały powołane do życia. Ale i to miało nastąpić w niedalekiej przyszłości Podobnie jak u Sumerów, tak i u Babilończyków delikatni bogowie nie mieli najmniejszej ochoty do wykonywania ordynarnych i pospolitych czynności dla zachowania cennego życia. Zwrócili się więc do Marduka, by uwolnił ich od tych przyziemnych trosk, postarawszy się o zdyscyplinowanych i zapobiegliwych służących Za radą praktycznego Ea król bogów postanowił ulepić bosko kształtnego karzełka z krwi i kości jednego z pokonanych świeżo wrogów. Los padł na Kingu, prowodyra buntowników, pozbawionego już zresztą nieśmiertelnosci. Jego ciało dostarczyło tworzywa dla pierwszego człowieka, przeznaczonego przed narodzeniem do roli pokornego sługi bóstw. Zachwyceni nieśmiertelni w dowód wdzięczności wznieśli w ciągu trzech lat ziemską rezydencję dla Swego króla. Strzeliły w górę dumne mury Babilonu (Babilani – oznacza Bramę Bogów), zwieńczone świątynią dla najpotężniejszego bóstwa, pogromcy Tiamat. I tu w każde święto noworoczne zbiera się cały panteon, by oddać hołd wszechwładnemu Mardukowi i z jego ogniem ziejących ust usłyszeć zapowiedź przyszłych przeznaczeń świata.

Źródło: http://forum.przyszloscwprzeszlosci.pl/sumerowie/sumerowie-i-annunaki-t66/html